Przebieg wczorajszej sesji i początek dzisiejszej nie ułatwiają oceny tego, co może dziać się na naszym rynku w najbliższej przyszłości. Chyba nie sprawdzają się nadzieje, że to zagraniczny kapitał w większych ilościach napłynął na nasz rynek, bo gdyby tak było to aktywność inwestorów byłaby dużo większa. Do tego sytuacja na zagranicznych giełdach jest wciąż fatalna i coraz więcej wskazuje na to, że DJIA i S&P500 mogą przełamać ubiegłoroczne minima. Świadczą o tym wczorajsze sesje podczas których zostały przełamane ostatnie wsparcia broniące przed testem jesiennych dołków. Przedłużające się batalie o rezolucję ONZ w sprawie Iraku podtrzymuje niepewność na giełdach. Wydaje się przy tym, że inwestorzy oczekujący, że rozpoczęcie ataku na Irak da rynkom impuls do wzrostu są w błędzie. Przecież to nie rozwiąże żadnego z problemów światowej gospodarki. Odreagowanie po rozpoczęciu działań zbrojnych w Iraku będzie możliwe o ile poprzedzi je dynamiczny spadek. I właśnie można przypuszczać, że światowe rynki rozpoczęły najbardziej dynamiczną część trwającej od początku roku przeceny.

Czy w tej sytuacji nasz rynek może kontynuować zwyżkę? Osobiście nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Poniedziałkowy wzrost zrobił wrażenie na mnie jako średnioterminowym niedźwiedziu, ale też nie przekreślił ostatecznie mojego scenariusza udanego ataku na 1040 pkt. Wszak ostatni wzrost miał tylko nieco większe rozmiary od tego z początku lutego. Dopóki jednak popyt będzie bronił połowy poniedziałkowej świecy liczę się z możliwością ataku na 1140 pkt. na WIG20.