Żadna ze spółek nie wypadła zadowalająco. Widać, że atak podaży z poniedziałku zrobił wrażenie na inwestorach i dziś nie było zupełnie chętnych do kupowania. A że w eurolandzie trwało odbicie to i podaż nie była zbyt aktywna, czekając na dalszy rozwój wypadków w USA. W rezultacie dało to obroty na poziomie 60 mln zł. To najlepiej pokazuje, że przez cały dzień nic się nie działo.
Można przypomnieć jedynie, że podczas spadków o sile rynku dobrze informują ruchy korekcyjne. Dzisiejszy nie wypadł zbyt imponująco i trudno mieć wątpliwości, że w przyszłości czekają nas dalsze spadki. Prawdopodobnie ponownie dojdzie do testowania kluczowej strefy wsparcia pomiędzy 1040-1060 pkt. Jeśli rzeczywiście tak by się stało, to tym razem będzie ona poważnie zagrożona. Traktując marcowe odbicie jako rodzaj formacji flagi można oczekiwać zniżki o sile równej tej ze stycznia i lutego. To oznacza, że WIG20 w kolejnych tygodniach mógłby się znaleźć na poziomie 900 pkt. Na razie wydaje się to dość pesymistyczną prognozą, ale patrząc szczególnie na spółki z sektora bankowego, który ma największe znaczenie dla koniunktury na całym rynku, wcale nie taką nierealną. Jeśli indeks cenowy banków wybije się z dwumiesięcznego trendu bocznego, konsekwencją tego faktu stanie się kolejna silna fala spadkowa. A to musiałoby się przełożyć na nastawienie inwestorów do innych spółek.
Dziś w USA sesję może zdominować marcowy odczyt indeksu aktywności gospodarczej ISM. Oczekuje się, że spadnie on do 49 pkt., czyli poniżej oddzielającego rozwój od recesji poziomu 50 pkt. Gdyby się tak stało może to podziałać na wyobraźnię inwestorów, kreśląc przed nimi perspektywę powracającej recesji.