Dopóki WIG20 nie zamknie się ponad 1104 pkt. w swoich ocenach rynku trzeba uwzględniać najbardziej pesymistyczny wariant rozwoju wypadków, w którym marcowy wzrost był jedynie korektą spadków ze stycznia i lutego. Przełamanie linii opisującej korektę oznacza powrót do głównego trendu ze wszystkimi tego konsekwencjami. Główną z nich jest ponowne pojawienie się zagrożenia dla średnioterminowego wsparcia w rejonie 1040-1060 pkt., którego ewentualne przełamanie ostatecznie przesądzałoby o wejściu w nową fazę bessy.

Na razie nic nie chciałbym przesądzać, bo tylko pojedyncze sesje były w ostatnim czasie charakterystyczne dla trendu spadkowego, czyli towarzyszyły im spory obrót i znaczna szerokość rynku. Widać, że warszawski parkiet wyczekuje z dużym niepokojem na dalsze sygnały ze światowych giełd. A tam, niestety, doniesienia wojenne nadal determinują przebieg większości sesji, a doniesienia gospodarcze schodzą na plan dalszy. To podtrzymuje niepewność co do dalszego kierunku ruchu, choć ostatnie informacje o mniejszych zamówieniach na dobra trwałego użytku, dalszym spadku zaufania konsumentów, stagnacji w ich wydatkach, pojawiających się rysach na rosnącym rynku nieruchomości i spadających indeksach aktywności gospodarczej w USA muszą niepokoić. Z drugiej strony podaż powstrzymuje nadal wiara w zdobycie Bagdadu i przedłużenie wojennych wzrostów. Warto przy tym zauważyć uzyskiwanie w ostatnich 2 tygodniach przewagi przez podaż, co przypomina wcześniejsze sytuację, gdy kończyły się korekty w bessie - początkowe spadki nie były duże, ale też i korekty po nich były mizerne. To sugerowało, że rynki mocniej nie spadają jedynie dzięki ograniczaniu podaży, ale już w tym momencie nie było widać większej chęci do kupowania akcji. Im bardziej indeksy szły w dół, tym pojawiała się większa podaż.

WIG20 wsparcie ma przy 1092 pkt., oporem jest 1104, potem 1120 pkt.