O wymowie poszczególnych sesji stanowią pojedyncze spółki i mało jest dni z dużą szerokością poszczególnych ruchów w górę, czy w dół. W dalszym ciągu najsłabszy jest sektor bankowy i bez poprawy jego kondycji nie ma co myśleć o trwalszej zwyżce.
Wydaje się, że kluczową obecnie spółką jest Pekao. To ostatni bank, którego kurs trzyma się dość mocno, nie licząc spadku wynikającego z utraty prawa do dywidendy. Jednocześnie marazmowi towarzyszą małe obroty, co sugeruje, że unikanie spadku przez ten walor to wynik powstrzymywania się podaży. Nie widać jednak podstaw do tego, aby przy postępującej dekoniunkturze w segmencie bankowym Pekao miał stać się oazą spokoju. Przy spadających kursach innych banków staje się on relatywnie droższy i część inwestorów może zdecydować się na "wymianę" w portfelach akcji Pekao na inny "tańszy" bank. A ewentualny spadek kursu Pekao w obliczu bliskości niezwykle istotnego wsparcia przy 85 zł, mógłby wywołać zaniepokojenie na całym rynku i wyzwolić większą podaż. Będzie to sygnałem, że załamuje się kurs kolejnych spółek i nie co liczyć, że ten proces ominie któreś większe walory.
WIG20 wsparcie ma na wysokości 1104 pkt i jego przełamanie przekona ostatecznie, że nie uda się utrzymać indeksu ponad linią trendu wzrostowego. Oporem pozostaje 1128 pkt i zamknięcie ponad nim oddalałoby perspektywę szybkiego zakończenia trendu bocznego.
Na początku notowań widać właśnie słabość Peo. Przeciwwagą jest wzrost Telekomunikacji, ale tu mamy do czynienia z ruchem w ramach formacji klina zwyżkującego, co także w dłuższej perspektywie nie jest pozytywnym znakiem.