Za to słabiej wypadał Pekao. Jego kurs wzrósł o niecałe 1%. W sumie WIG20 w 2 sesje odrobił 2/3 kwietniowej zniżki, licząc po zamknięciach. To oznacza, że w średnim terminie sytuacja daleka jest od wyjaśnienia. Z trudem, bo z trudem, ale linia pociągnięta po dołkach z marca i kwietnia zatrzymała zniżkę. Nie udało się jednak obronić wsparcia w postaci lutowego dołka na indeksie WIG-Banki. W związku z tym w dalszym ciągu kluczowym dla koniunktury na całym rynku jest sektor bankowy. Uzasadnione są przypuszczenia, że piątkowa sesja, której towarzyszyły niewielkie obroty, była jedynie ruchem powrotnym do przełamanego wsparcia na WIG-Banki. Od dzisiejszych notowań oczekiwać będziemy potwierdzenia tego faktu. Każdy kolejny większy wzrost oznaczać będzie zanegowanie takiej koncepcji.
Obecnie mamy na rynku rzadko spotykaną sytuację, kiedy największe spółki, głównie banki, są najsłabsze na rynku, a cały rynek jest dużo słabszy od giełd światowych. Prawidłowa interpretacja tego faktu jest kluczem do odgadnięcia kierunku średnioterminowej koniunktury. Z jednej strony, optymiści mogą liczyć, że warszawski parkiet będzie nadrabiał zaległości w stosunku do giełd zagranicznych. Z drugiej strony, pesymiści powiedzą, że takie zachowanie nie wróży nic dobrego i jedyne na co można liczyć to korekcyjne odbicie. Biorąc pod uwagę napływające z otoczenia makroekonomicznego informacje (obniżająca się wartość wskaźników aktywności gospodarczej i słabość rynku pracy w USA, słabe nastroje w eurolandzie, słaby popyt wewnętrzny w Polsce) bliżej mi do tej drugiej interpretacji, choć nie ma co ukrywać, że przedłużająca się stagnacja nie pozwala na wyrażenie bardziej jednoznacznego zdania. Po prostu trzeba czekać dalej. Przełamanie przez WIG20 1143 pkt na zamknięciu stwarzałoby możliwość ataku na kwietniowy szczyt. Jeśli dziś nie uda się sforsować 1127 pkt zapunktują niedźwiedzie i zagrożenie dalszym spadkiem będzie wciąż duże.