Chodzi głownie o to, że handel skupił się przede wszystkim na walorach Telekomunikacji. Można przypuszczać, że resztę swoich akcji sprzedał Cegielski, bo doszło do wymiany jednego pakietu akcji opiewającego na ponad 1,7 mln akcji. W przypadku reszty dużych spółek niewiele się dzieje. Albo zmiany cen są niewielkie (tak jak na akcjach BPH PBK, BZ WBK, BM, PKN i Prokomu), albo wzrostowi towarzyszy niewielki obrót (Pekao i KGHM).

Interesujące jest też zachowanie rynku kontraktów terminowych na WIG20, który zupełnie nie wierzy w zwyżkę. Kontrakty zyskują symbolicznie, a często malejąca baza dobrze informuje o nadchodzącym przesileniu na rynku. Zobaczymy, jak to się dalej potoczy, ale na razie zbyt dużego zapału do kupna nie widać. Chyba najbardziej prawdopodobne jest, że będzie to kolejna sesja trendu bocznego, a zryw kupujących z ubiegłej środy będzie oznaczał jedynie przeniesienie konsolidacji na nieco wyższy poziom.

Wydaje się, że w takiej sytuacji coraz większe znaczenie będą odgrywały wydarzenia na zagranicznych giełdach. Na razie nie mogą się one podnieść po poniedziałkowym ataku podaży, ale też nie kontynuują spadku. Można to więc interpretować na różne sposoby. W moim odczuciu stabilizacja jest tylko ruchem powrotnym po przełamaniu w poniedziałek ważnych krótkoterminowych wsparć. I skoro rynki powiedziały A, to teraz można oczekiwać na bardziej zdecydowane B. Widać, że inwestorzy przestali reagować na dobre wiadomości. Już w piątek zignorowali dobry odczyt indeksu nastrojów, potem nieco lepsze od prognoz wyniki Home Depot i HP, wczoraj przedstawianą w pozytywnym świetle ocenę gospodarki przez Greenspana. To każe wzmóc ostrożność. Jednocześnie jest mało prawdopodobne, po tym co widzieliśmy w ostatnich dniach, że nasz rynek będzie spadał wbrew światu. Jeśli tam nie dojdzie do dalszej przeceny, to u nas pewnie nie pojawi się większa podaż.