A warto przy tym przypomnieć, że we wtorek inwestorzy bardziej aktywni byli w drugiej części dnia. To pokazuje, że euforia zakupów widoczna w poniedziałek i po części wczoraj prawie zupełnie zniknęła. Tutaj też nie ma się czemu dziwić - wszak ceny kilku największych spółek urosły po ok. 10%. O tym, że zrobiło się w szybkim czasie bardzo drogo nie będę wspominał, bo w krótkim okresie nie ma to większego znaczenia.

Ważna informacja to rozpoczęcie sezonu publikacji wyników w Ameryce. Jako pierwsza ze znaczących spółek raport za II kwartał podał Alcoa. Zysk nieco spadł, ale tradycyjnie był symbolicznie lepszy od oczekiwań. W obrocie posesyjnym kurs poszedł w górę, ale kontrakty na amerykańskie indeksy nie podzielają tego optymizmu i są na minusach. Trzeba przyznać, że wynik Alcoa jest złym prognostykiem dla rynku. Stoi w sprzeczności z ogromnie rozbudzonymi oczekiwaniami rynku. W niektórych amerykańskich komentarzach można spotkać już nie rozważania na temat tego, czy prognozy uda się przekroczyć, ale o ile. Jeszcze ważniejsza niż sam wynik będzie reakcja inwestorów giełdowych na tą wiadomość. Pomoże ona w jakimś stopniu zdiagnozować przyszłą koniunkturę na rynkach akcji. Jeśli ten wynik Alcoa rozczaruje inwestorów i doprowadzi do znacznego spadku indeksów to będzie argument na rzecz wyczerpania się potencjału wzrostowego giełd w USA. Jego spokojne przyjęcie oznaczać będzie, że wiara w pomyślną przyszłość utrzymuje się i byki tak szybko się nie poddadzą.

WIG20 wsparcie ma w połowie poniedziałkowej świecy, czyli przy 1303 pkt. Przy niskich obrotach raczej nie powinno być ono dziś testowane. Opór to 1350 pkt i on też nie jest dziś zagrożony. Zanosi się, że druga połowa dnia upłynie też spokojnie. Te spółki, które wczoraj były najmocniejsze mogą poddać się realizacji zysków, na tych, które wczoraj straciły będzie dziś próba wzrostu, czemu sprzyjają niskie obroty.