Przez chwilę zostało naruszone wsparcie w okolicy 1.1250, jednakże siła sprzedających okazała się zbyt słaba, aby jednym ciągiem przebić to wsparcie. Notowaniom euro pomogła wypowiedź ekonomisty Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kennetha Rogoffa, który powiedział, że spadek dolara jest konieczny, by zniwelować nierównowagę na amerykańskim rachunku obrotów bieżących. Po tej wypowiedzi euro zyskało 50 punktów po czym ponownie zaczęło tracić na wartości na skutek pozytywnego przebiegu sesji na giełdach amerykańskich.
Krótkoterminowym wsparciem jest poziom 1.1250, natomiast oporem 1.1310.W tych granicach najprawdopodobniej będzie odbywał się handel w pierwszych godzinach dzisiejszego handlu. Impulsem do wybicia z tego przedziału może być publikacja o godz.14.30 danych na temat sprzedaży detalicznej w USA za czerwiec, a także wystąpienie szefa Fed-u Alana Greenspana przed Kongresem. Rynek z pewnością zwróci baczną uwagę na te wydarzenia, w związku z czym można oczekiwać zwiększonej nerwowości.
Moim zdaniem na najbliższych sesjach najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie wzrost notowań EURUSD w okolice 1.1400. Natomiast, czy to będzie tylko korekta ostatnich spadków, czy coś więcej okaże się dopiero po wzroście do tego poziomu, a zwłaszcza po jego sile. Tym czasem należy pamiętać, iż znajdujemy się w trendzie spadkowym, a takie wzrosty są naturalnymi korektami, które bardzo szybko ulegają zakończeniu.
Główny Urząd Statystyczny podał, że w czerwcu ceny detaliczne wzrosły o 0,8 procent, podczas gdy analitycy spodziewali się 0,7 procent. Informacje te nie wpłynęły znacząco na notowania złotego, który przez większą część wczorajszej sesji poruszał się w rytm ruchów eurodolara.
USDPLN w dalszym ciągu pozostaje w wąskim przedziale wahań pomiędzy 3.910 a 3.940. Myślę, że w najbliższym czasie nastąpi wybicie z tego marazmu, a za bardziej prawdopodobny kierunek uważam południowy. Spadki moą sięgnąć nawet okolic 3.800.