Długi dolny cień świecy i nieudane naruszenie tej bariery dawały szanse na odreagowanie zniżki, ale warto zwrócić uwagę że działo się to poniżej sforsowanej linii trendu wzrostowego z 7 sierpnia. Już następnego dnia niedźwiedzie zweryfikowały w rezultacie na niekorzyść powyższy scenariusz. Mocny spadek zniweczył bowiem wysiłki byków nie pozostawiając wątpliwości co do fatalnego obrazu rynku. Podobnie było w środę, kiedy to indeks powrócił do spadków schodząc poniżej poprzedniego dna. W czwartek znowu doszło do odbicia tym razem w postaci pierwszej od rozpoczęcia zniżki białej świecy, która uformowała układ zbliżony do formacji przenikania. Dzięki temu znowu odżyły nadzieje na odreagowanie, tym bardziej że początek ostatniej sesji tygodnia był niezły. W końcówce podaż pokazała jednak swą siłę i ostatecznie znowu większość wzrostu została zniesiona.
Takie zachowanie rynku powodów do optymizmu dawać nie może. Próby wyhamowania spadków podejmowane przy niskim obrocie są bardziej efektem okresowej bierności podaży niż większego zaangażowania byków. Nie więc dziwnego, że w takich warunkach niedźwiedzie jeśli mocniej przycisną nie mają większych problemów ze ściągnięciem rynku niżej. Ten niekorzystny obraz potwierdza zresztą większość z przesłanek, jak chociażby wskaźniki techniczne. Najszybsze z oscylatorów są już wprawdzie w strefach wyprzedania co z jednej strony może okazać się zapowiedzią zbliżającego się ruchu wzrostowego, ale jednocześnie jest to też oznaka dużej siły spadków. Za taką właśnie opcją przemawiają sygnały sprzedaży oraz mocna zniżka MACD i ROC. W ujęciu tygodniowym na obu tych indykatorach powstały wierzchołki, a RSI wyszedł ze strefy wykupienia dając tym samym sygnał sprzedaży.
Do czasu przełamania czwartkowego dna na poziomie 1508 pkt. WIG20 ma jeszcze pewne szanse na wyhamowanie zniżki i ruch wzrostowy z obecnych poziomów, ale z drugiej strony ataki na tę granicę wydają się kwestią najbliższych dni i podaż nie powinna mieć problemów ze sforsowaniem. Aktywniejszego popytu można spodziewać się dopiero w okolicach 1485 pkt., gdzie znajduje się 38.2% zniesienia fali z marca i przebiega aktualnie linia trendu wzrostowego z początku lipca br. W tym rejonie możliwe jest nieco większy ruch korekcyjny, ale w najbliższym czasie trwalsza poprawa jest raczej mało prawdopodobna. Obok powyższych przesłanek na większy optymizm nie pozwalają też ważne opory nie pozostawiające zbyt wiele miejsca dla wzrostów. Pierwszym z nich będzie linia wyznaczająca ostatnie zniżki biegnąca aktualnie na wysokości 1545 pkt. Na poziomie 1564 pkt. znajduje się pierwsze ze zniesień ruchu zniżkowego, zaś na 1598 pkt. drugie z nich. Nie można wprawdzie wykluczyć, że popyt zwłaszcza w przypadku skutecznej obrony wspomnianych wsparć pokusi się o próbę testu powyższych oporów, ale dopiero ich pokonanie byłoby sygnałem pozwalającym liczyć na większe odbicie. O ile sforsowanie pierwszej z powyższych barier jest w zasięgu byków, to zniesienia, a szczególnie ostatnie z nich powinny być w najbliższych dniach wystarczającymi zaporami dla korekty.
Biorąc pod uwagę powyższy obraz indeksu widać więc, że ostatni tydzień przyniósł kolejne sygnały podkreślające dominującą pozycję podaży. Pokonanie bez zbytnich problemów ważnych wsparć i skuteczna odpowiedź na podejmowane próby nie są dobrym prognostykiem jeśli chodzi o możliwość trwalszej poprawy. Jest dość prawdopodobne, że w najbliższym czasie celem spadków będą okolice linii trendu wzrostowego z początku lipca i 38.2% zniesienia fali z marca, czyli obecnie ok. 1485 pkt. Dopiero w tym rejonie można oczekiwać aktywniejszego popytu i wyraźniejszego odbicia. Nie ma jednak istotniejszych przesłanek sugerujących, że będzie to trwalszy ruch i należałoby go traktować jako korektę spadków.