Odnosi się wrażenie, że siła rynku wynika z faktu, że w poniedziałek poniósł znaczne straty i podaż tymczasowo stała się bierna. Można powiedzieć, że to dobry znak, że inwestorzy nie chcą wyprzedawać akcji po obecnych cenach. Wszak WIG20 od wrześniowego szczytu spadł o ponad 200 pkt. Z drugiej jednak strony jeśli chcemy myśleć o powrocie wzrostu na parkiet powinni się znaleźć chętni do kupna, a tych we wrześniu zupełnie nie widać. Wyraźną przewagę mają sprzedający i nie widać powodów, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Powody są dwa. Problem z naszą sytuacją fiskalną dopiero się zaostrza, a światowe giełdy dopiero zaczynają falę spadkową. Wystarczy spojrzeć na przebieg czwartkowej sesji na amerykańskim szerokim rynku. S&P 500 przełamał bardzo ważną barierę 1011 pkt, co powoduje, że mocy nabierają wszystkie wnioski płynące z pojawienia się negatywnej dywergencji na dziennym MACD. Przestrzega ona przed szybkim ruchem w dół. Oczekiwanie na odbicie w tej sytuacji jest złudne. Wymowna jest też sytuacja na niemieckim rynku. DAX w kilka dni stracił ponad 300 pkt, a i tak indeks nie może się mocniej odbić. Dodatkowo wczorajsze notowania i początek dzisiejszych układają się w formację flagi, po wybiciu w dół z której można będzie oczekiwać zniżki o dalsze 300 pkt.

Realizacja takiego wariantu powinna wywołać podaż na naszym parkiecie. W efekcie dojdzie do testu bariery 1464 pkt. Jego rezultat przesądzi o tym, czy w niedalekiej perspektywie zobaczymy zwyżkę na giełdzie. Patrząc na to, co stało się w tym tygodniu na zagranicznych rynkach coraz bardziej prawdopodobne jest to, że czwarty kwartał upłynie posiadaczom akcji w marnych nastrojach. Dopiero wybicie WIG20 ponad 1550-65 pkt oddalałoby zagrożenie testowaniem 1464 pkt.