Już na początku, pomimo mniejszej dynamiki przeceny, górny cień świecy powstały w pobliżu przebitego wcześniej poziomu 38.2% zniesienia dwutygodniowego wzrostu sugerował możliwość dalszych spadków. Potwierdziła to następna sesja przynosząc podobnie jak wcześniejsza nieudaną próbę sforsowania powyższego zniesienia, której konsekwencją było mocniejsze osunięcie indeksu. Bez większych problemów zszedł on poniżej kolejnych istotnych ograniczeń w postaci 50% i 61.8% zniesienia poprzedzającej fali zwyżkowej, a zwłaszcza szczególnie istotnej linii trendu wzrostowego z końca kwietnia br. Dopiero w czwartek większa mobilizacja popytu pozwoliła zatrzymać spadki, ale nie wystarczyła ona by wyprowadzić rynek powyżej ostatniego z powyższych wsparć. Podobnie było też na zamknięciu, które przyniosło wprawdzie uspokojenie, ale nadal poniżej linii trendu.
Bieżący obraz rynku nie daje więc powodów do optymizmu i z technicznego punktu widzenia nie ma silniejszych sygnałów sugerujących w najbliższym czasie poprawę. Pewne szanse na to, iż w perspektywie kolejnych kilku sesji możemy uniknąć pogłębienia zniżki daje układ ostatnich dwóch świec przypominający harami. Z drugiej jednak strony poprzedzający go ruch nie był duży, a tym samym trudno raczej oczekiwać na tej podstawie mocniejszego zwrotu i nawet zakładając realizację formacji bardziej prawdopodobna wydaje się wkrótce przejściowa konsolidacja. Biorąc jednak pod uwagę obecną pozycję podaży można spodziewać się, że nie zrezygnuje ona z próby zepchnięcia rynku niżej i w tej sytuacji powyższy scenariusz także należy uznać za optymistyczny. Dopiero w pobliżu najważniejszego obecnie wsparcia, jakie tworzą dna na 1477 pkt. w połączeniu z 38.2% zniesienia całej fali wzrostowej z marca br. na 1483 pkt. można liczyć na aktywniejszą obronę.
Jednym z ważniejszych argumentów dla niedźwiedzi powinno być przebicie wspomnianej linii trendu z kwietnia. Obecnie biegnie ona na wysokości 1555 pkt. i będzie w najbliższym czasie jednym z silniejszych oporów. Chcąc myśleć o wzrostach popyt powinien szybko poprowadzić rynek powyżej, ale szanse na to nie są zbyt duże. Warto bowiem zauważyć, że po drodze mamy jeszcze opór w postaci linii poprowadzonej po szczytach z 15 i 21 października aktualnie na poziomie 1540 pkt., który przy obecnym potencjale byków również może okazać się skuteczną barierą. Niekorzystne wrażenie robi też bieżący układ wskaźników. Najszybsze z dziennych oscylatorów są wprawdzie w strefach wyprzedania, ale nie jest to wystarczający powód by liczyć na większe odbicie, tym bardziej że np. MACD i ROC potwierdzają słabnięcie indeksu. Oba te indykatory zeszły bowiem poniżej poziomów sygnału i kontynuują wyraźne spadki. Nie lepiej wygląda w tym zakresie sytuacja w ujęciu tygodniowym, gdzie MACD po nieudanej próbie pokonania poprzedniego szczytu skierował się w dół i powstał na nim podwójny szczyt, a ROC zakończył wzrostową korektę i powrócił do trendu zniżkowego.
Podsumowując, niedźwiedzie potwierdziły swą przewagę na rynku przebiciem kilku ważnych poziomów wsparcia, a zwłaszcza sprowadzeniem indeksu poniżej linii trendu zwyżkowego z końca kwietnia. Nie jest to więc dobry prognostyk na najbliższe dni, a podjęta próba odbicia nie jest wystarczającym powodem by mówić o nieco dłuższym zahamowaniu przeceny, a tym bardziej o wyraźniejszej poprawie. Na wykresie uformował się układ przypominający harami, ale wymowę tej formacji ogranicza niezbyt duży zasięg poprzedzającego spadku. Duże obawy budzi także fakt, że WIG20 pozostaje poniżej przebitej linii wzrostów, co zwiększa groźbę skuteczności tego niekorzystnego sygnału. Jest więc dość prawdopodobne, że nie obejdzie się raczej bez testu kluczowej bariery popytowej w strefie 1477-1483 pkt. i dopiero w jej pobliżu należałoby poszukiwać silniejszych przesłanek świadczących o możliwości uformowania trwalszego dna.