O piątkowych obrotach nie ma co wspominać. Dziś jest dużo lepiej, bo przekraczają one już 100 mln zł. Można więc przypuszczać, że to dopiero dzisiejsze notowania dadzą odpowiedź na temat tego, czy można liczyć na trwalszy ruch w górę, czy nadal jesteśmy skazani na "szarpaninę" - trochę w górę, trochę w dół dzięki zmianom cen pojedynczych spółek. Od czterech miesięcy rynek znajduje się w trendzie bocznym na wysokości ok. 1550 pkt. Większe oddalenie od tego poziomu wywołuje kontrreakcję przeciwnej strony i dochodzi do dość gwałtownych zwrotów akcji. Trzeba przyznać, że nie jest łatwo w tej sytuacji inwestować, tym bardziej, że rynek bardzo się zawężył. Znakomicie wypada KGHM, dobrze PKN, ale banki nie mają zbyt dobrej passy. Nie zachwycają też spółki informatyczne. Najgorsze jednak jest to, że rynek porusza się dość chaotycznie i trudno wskazać bezpośrednie czynniki sterujące jego zachowaniem.
Na świecie sytuacja bez zmian. Dolar ma nowe minimum wobec euro. W USA w piątek wyraźnie w górę poszła rentowność 10-latek i z tym można wiązać słabe zamknięcie notowań na giełdach. Obligacje są zatem znów bardzo blisko zmiany długookresowego trendu. Systematyczny wzrost rentowności byłby niekorzystny dla rynków akcji.
WIG20 ma w tej chwili opór w rejonie 1700 pkt. warto też spojrzeć na wykres tygodniowy, gdzie silną barierę tworzą szczyty przy 1637 pkt. Bez wątpienia zamknięcie dzisiejszej sesji nie wyżej niż na 1637 pkt byłoby znakiem, że piątkowa zwyżka wcale nie musi oznaczać trwałego ruchu w górę.