W tym ostatnim przypadku wydaje się, że przyjęcie propozycji wicepremiera jest już w sporym stopniu w cenach uwzględnione, a więc pozytywna opinia rządu i sejmu jest zaledwie warunkiem minimum by na dłużej poprawić nastroje. Jakkolwiek powyższe czynniki można traktować jako przemawiające lekko na korzyść podaży, to jednak zabrakło jej katalizatora w postaci większego pogorszenia na giełdach światowych, a zwłaszcza za oceanem. Tamtejsze rynki były również spokojniejsze, ale jak na razie nie ma mocniejszych sygnałów zapowiadających głębszą korektę. W tym układzie, żadna ze stron nie chciała wziąć na siebie ciężaru wyznaczenia wyraźniejszego ruchu, a niewykluczone że w najbliższych dniach będzie podobnie. Mało przekonująca próba podciągnięcia na początku spotkała się z mocniejszą reakcją niedźwiedzi i testem dolnej granicy konsolidacji na wysokości ok. 1650 pkt. Pomimo dwudniowych ataków nie udało się zejść poniżej, co dało pretekst dla ożywienia popytu w końcówce. Indeks ruszył nieco wyżej, ale ten wzrost nie daje podstaw by w najbliższych dniach popadać w nadmierny optymizm nie mówiąc już o trwalszej poprawie. Postała w piątek świeca, a szczególnie jej cienie świadczą bowiem, że znowu zapanowało niezdecydowanie, które nie jest najlepszym prognostykiem jeśli chodzi o możliwość pojawienia się wkrótce mocniejszych pozytywnych sygnałów.
Jak mało klarowny jest obecnie obraz rynku świadczy też układ wskaźników. Najszybsze oscylatory starają się w strefach neutralnych zmienić kierunek na wzrostowy, ale też nie wszystkie, gdyż na przykład %R w dalszym ciągu powoli schodzi coraz niżej. Jeszcze większe wątpliwości pozostawiają dzienne MACD i ROC. Pierwszy z nich próbuje wyhamować spadek i zbliżył się nieco do średniej, ale nadal jest poniżej, natomiast w przypadku ROC mamy odwrotną sytuację - indykator wyszedł ponad linię równowagi, jednak tylko nieznacznie i już tempo jego zwyżki słabnie. Nieco lepiej prezentują się ostatnie z tych wskaźników w układzie tygodniowym pnąc się coraz wyżej ponad liniami sygnału, ale tu z kolei gorzej wyglądają oscylatory, które bądź już dały sygnały sprzedaży, bądź są w obszarach wykupienia.
W obecnej sytuacji trudno więc o konkretniejsze prognozy na najbliższą przyszłość, tym bardziej że zarówno dolną jak i górną granicę konsolidacji wzmacniają inne silne bariery bez pokonania których nie można myśleć o wyraźniejszych ruchach. Opór w okolicach 1710 pkt. jest ostatnim z silnych zagradzających drogę do szczytów z początku września na wysokości 1743 pkt. i połowy października na poziomie 1721 pkt. Jakkolwiek przebicie pierwszej z powyższych barier znacznie zwiększyłoby prawdopodobieństwo ataku na szczyty to jednak dopiero ich sforsowanie będzie równoznaczne z powrotem rynku do trendu zwyżkowego. Z drugiej natomiast strony dolna granica horyzontu na wysokości 1650 pkt. będzie kluczowa dla ewentualnych sygnałów sprzedaży jednak warto zwrócić uwagę, że poprzedza ją równie istotne wsparcie w postaci linii wzrostów opartej o dna z 21 i 26 listopada biegnącej aktualnie na wysokości 1667 pkt. Jej przebicie otworzy drogę dla spadku do dolnego poziomu horyzontu zwiększając ryzyko przełamania.
Podsumowując, można więc powiedzieć, że nadal brak jest wiarygodniejszych rozstrzygnięć co do kierunku ruchu. Indeks tkwi w konsolidacji w przedziale 1650-1710 pkt. i dopiero przebicie któregoś z tych poziomów powinno pokazać wyraźniejszy ruch. Potencjał byków pomimo obrony dolnego ograniczenia nie jest jednak nadzwyczajny i można mieć spore wątpliwości czy pozwoli na wyprowadzenie rynku górą. Jakkolwiek jest dość prawdopodobne, że w perspektywie najbliższych kilku sesji silniejsze sygnały nie padną, to jednak wydaje się, że to właśnie byki będą zmuszone bronić wsparć, a pierwszym sprawdzianem dla nich może być już wkrótce linia wzrostów z listopada.