WIG20 po wtorkowej zniżce rozpoczął dzień na wysokości 1625 pkt i wydawało się, że sprzedający będą dziś górą. Jednak znikome obroty ułatwiły atak popytowi. Szybko straty zostały odrobione i indeks dotarł do 1645 pkt. W przedpołudniowej części sesji aktywność inwestorów jest nieco większa niż wczoraj. Obroty przekraczają 85 mln zł.
W nienajlepszych nastrojach przebiegają notowania na europejskich giełdach. Inwestorzy wydają się coraz bardziej zaniepokojeni tym, że indeksy przestały rosnąć. Na razie nie znajdują też powodów do wyzbywania się akcji, więc od kilku dni obserwujemy stabilizację. Krótkoterminowe linie trendu przełamały wszystkie najważniejsze światowe indeksy, co w korzystniejszej pozycji stawia teraz sprzedających. Zwątpienie wśród posiadaczy akcji w kontynuację zwyżki może przerodzić się w chęć realizacji niemałych przecież zysków. Tym bardziej, że perspektywy tegoroczne wcale nie wyglądają aż tak różowo jak w prognozach większości analityków.
Jest równocześnie mało prawdopodobne, by rynki europejskie zdecydowały się na rozstrzygnięcia nie czekając na rozwój wypadków w USA. Tam po przecenie z ubiegłej środy indeksy nie są w stanie mocniej pójść w górę, co jest poważnym sygnałem ostrzegawczym. Tym razem groźba podwyżek stóp została potraktowana przez inwestorów poważniej i oddziałuje na ich zachowania przez dłuższy czas niż w drugiej połowie ubiegłego roku. Również zachowanie emerging markets pokazuje, że rynki na poważnie liczą się z podniesieniem stóp w Stanach.
U nas nie pozostaje nic innego jak czekać na techniczne sygnały. WIG20 kluczowe wsparcie ma przy 1611 pkt. Jego przełamanie zapowiadałoby dalszą przecenę. Wyjście ponad 1674 pkt anulowałoby sygnał sprzedaży z ubiegłego tygodnia. W odniesieniu do fundamentów zostało w zasadzie powiedziane wszystko co miało być powiedziane. Kluczowe w dłuższym terminie jest to, czy uda się uniknąć przekroczenia przez dług publiczny 55% PKB. Problem z tym czynnikiem jest jednak taki, że korzystny lub nie rozwój wypadków giełda będzie dyskontować wcześniej. Stąd decyzje można raczej oprzeć na swojej własnej ocenie sytuacji. Na razie uniknięcie zaostrzenia kłopotów z finansami publicznymi bez nowelizacji tegorocznego budżetu wydaje się mało prawdopodobne - rynkowe stopy procentowe spadać nie będą, euro nie będzie tanieć, a wzrost gospodarczy przy słabych inwestycjach niekoniecznie musi wynieść 5%.