Początek należał do byków, którym na otwarciu udało się zatrzymać spadek i podciągnąć rynek do góry na tyle skutecznie, że zanotował on nowy rekord długoterminowego trendu w cenach zamknięcia. Następną sesję także zaczęliśmy obiecująco, ale kolejnego maksimum nie udało się dłużej utrzymać. Trudno wprawdzie mówić o zdecydowanej reakcji niedźwiedzi niemniej jednak wystarczyła ona by w obozie byków zasiać nieco więcej niepewności, tym bardziej że następna próba powrotu do zwyżki też zakończyła się niepowodzeniem. Dodatkowo ostrożność zwiększało mało klarowne zachowanie giełd amerykańskich, na których także optymistyczne nastroje lekko chłodzą okresy aktywniejszej realizacji zysków. W czwartek niedźwiedzie dostały mocniejszy argument w postaci słabszych od oczekiwań wyników Pekao, które pociągnęło w dół sektor bankowy oraz indeks. Nie potrafiły go jednak do końca wykorzystać, gdyż choć po tej przecenie również ostatnia sesja tygodnia zaczęła się na minusach, jednak mobilizacja byków pozwoliła wybronić ważne wsparcie na wysokości 1720 pkt.
W tej sytuacji nadal można więc mówić o niewielkiej konsolidacji, jednak niewykorzystana na początku szansa na kontynuację wzrostów nie daje powodów do optymizmu. Ostatnie sesje zmieniły lekko układ sił w obrębie tego horyzontu i teraz to podaż jest w lepszej pozycji pomimo utrzymania wspomnianego wsparcia. Zamknięcie ostatniej świecy przekroczyło wprawdzie nieznacznie połowę wcześniejszego korpusu, ale choć układ ten przypomina formację przenikania, to jednak w tym przypadku nie należy raczej wiązać z nią zbytnich nadziei, chociażby z uwagi na niewielki zakres poprzedzającego ruchu. Byki mają jeszcze argument w postaci innego wsparcia, jakie wyznacza przyspieszona linia wzrostów z końca stycznia br. biegnąca aktualnie niemal na wysokości ostatniego zamknięcia, czyli ok. 1730 pkt. Najważniejsza pozostaje jednak granica 1720 pkt., której znaczenie wzmacnia dodatkowo pierwsze ze zniesień styczniowych wzrostów. Nie znaczy to jednak, że bliskość powyższych ograniczeń pozwala z większym prawdopodobieństwem oczekiwać wkrótce poprawy.
Wręcz przeciwnie sporo przesłanek sugeruje dużą ostrożność i przemawia lekko na korzyść podaży. Jednym z takich elementów są górne cienie ostatnich świec w ujęciu tygodniowym, które potwierdzają sporą aktywność niedźwiedzi w górnych partiach horyzontu, co stawia pod znakiem zapytania kontynuację zwyżki w najbliższym czasie. Powodów do optymizmu nie daje też obecny obraz wskaźników, a zwłaszcza najszybszych z nich. Większość oscylatorów wyszła bowiem ze stref wykupienia dając sygnały sprzedaży, w niektórych przypadkach np. na Stochasti?u czy CCI wzmocnione dodatkowo niewielkimi negatywnymi dywergencjami. Lekkiemu pogorszeniu uległa też sytuacja MACD i ROC. Nadal znajdują się one wprawdzie ponad liniami sygnału, jednak utworzyły ostatnio wyraźniejsze wierzchołki, a w przypadku pierwszego z nich niewykluczony jest wkrótce test średniej. Również w tych przypadkach mamy budzące obawy negatywne dywergencje. Nieco lepiej prezentują się indykatory tygodniowe, choć w tym ujęciu wykupienie zwiększa podatność rynku na wyraźniejszą korektę.
Biorąc pod uwagę powyższy obraz indeksu, pomimo utrzymującej się nadal niewielkiej stabilizacji nie dającej zdecydowanych wskazówek co do kierunku, lepsza jest obecnie pozycja podaży. Przy aktualnych poziomach wskaźnika nie powinna mieć ona problemów z kolejnymi testami najbliższych wsparć, zwłaszcza poziomu 1720 pkt., a możliwość taką sugeruje chociażby zachowanie wskaźników. Takich ataków należy więc spodziewać się już w perspektywie kolejnych sesji i choć z drugiej strony jest dość prawdopodobne, że byki będą starały się bronić tak ważnych ograniczeń to jednak groźba przebicia jest spora. Były to bardzo zły prognostyk na najbliższe sesje otwierający drogę dla zniżki nawet w okolice linii listopadowych wzrostów biegnącej aktualnie na wysokości ok. 1660 pkt. O ile w perspektywie kolejnych kilku dni nie powinno wprawdzie dojść do mocnego testu tej istotnej bariery to jednak wyjście dołem z obecnej konsolidacji jest prawdopodobne.