Indeks największych firm, prowadzony przez TP, KGHM, PKN i Pekao, spada o 1,5% i znajduje się w pobliżu 1800 pkt. Obroty są znacznie większe niż wczoraj i zbliżają się do 230 mln zł. To zaś oznacza, że spadek poniżej krótkoterminowego wsparcia jest praktycznie przesądzony. W takiej sytuacji trudno myśleć o kolejnym ataku na tegoroczny szczyt. Potwierdza się, że przy niewielkiej szerokości wzrostu prawdopodobieństwo zdobycia tak ważnego oporu jest znikoma.
Główny powód pogorszenia nastrojów na naszym parkiecie to wydarzenia na świecie. Od rana na europejskich parkietach panują zniżki. Są one związane z wciąż drożejącą ropą, a także pesymistycznymi informacjami ze spółek (Philips przedstawił ostrożną prognozę na przyszłość). Wyraźny spadek niemieckiego indeksu ZEW, obrazującego aktywność w tamtejszym przemyśle także odbił się negatywnym echem na rynku. Wydaje się jednocześnie, że mniej chodzi o same napływające informacje, bo wiele złych wiadomości pojawiło się a rynkach także w poprzednich tygodniach, a parkiety miały się całkiem dobrze. Główne przesłanie dla inwestorów jest takie, że teraz rynki reagują na złe wiadomości, a to zwiększa prawdopodobieństwo kolejnego ruchu w dół w ramach wielomiesięcznych konsolidacji.
Wraz z rozpoczętą ofertą prywatyzacyjną PKO BP sytuacja na naszym parkiecie robi się coraz ciekawsza. Rodzi się pytanie, czy przy ewentualnych spadach indeksów popyt na akcje PKO BP będzie w "normalnych" zapisach tak duży jak w lokacie prywatyzacyjnej. Wciąż nie znamy przedziału cenowego, a widać już teraz, że cena w pobliżu 20 zł za akcję nie będzie już tak atrakcyjna, zwłaszcza jeśli indeksy stracą w kolejnych tygodniach na wartości. Jednocześnie można zauważyć, że oferta PKO BP wciąż największy wpływ ma na notowania banków, ze szczególnym uwzględnieniem Pekao. Ten sektor od wielu miesięcy nie daje zarobić i nie wydaje się, by miało się to szybko zmienić.