Cała sesja miała bardzo spokojny przebieg - zmienność była bardzo niska, a indeksy od początku utrzymywały się na niewielkich minusach. Dane makro były zbliżone do oczekiwań rynkowych, wyższa od prognoz była jednak liczba nowych wniosków zasiłki dla bezrobotnych oraz indeks aktywności gospodarczej w regionie Chicago. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na sentyment rynkowy. Handel był wczoraj nieco bardziej aktywny niż w środę - obroty zwiększyły się na obu rynkach. W handlu posesyjnym nic istotnego się nie wydarzyło - AHI zakończyło spadkiem o 0,01%. Wczorajsze dość spokojne zachowanie rynku można interpretować jako oczekiwanie na dzisiejsze dane z rynku pracy. Dane te, dotyczące przede wszystkim liczby nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych, mogą mieć duży wpływ na dzisiejszą i kilka najbliższych sesji. Oczekiwania są dosyć optymistyczne, i gdyby nie zostały spełnione na rynku może dojść do spadków. Silnymi wsparciami dla indeksów są ostatnie minima. Nawet w przypadku gorszych danych jest mało prawdopodobne, aby zostały przełamane. Przeciwko dużemu spadkowi przemawia wciąż wyprzedanie rynku.
Pierwsza część wczorajszej sesji na naszym rynku nie była zbyt ciekawa. Na otwarciu indeksy wyraźnie zyskały na wartości, dzięki mocnym zwyżkom w USA. WIG20 szybko dotarł do psychologicznego poziomu 2000 pkt i tutaj zwyżka została wyhamowana. Rynek szybko cofnął się w pobliże środowego zamknięcia, a następnie wszedł w długą konsolidację, przy umiarkowanie aktywnym handlu. Z dużych spółek wyraźnie wyróżniały się jedynie dwie - bardzo mocne było Pekao a słaby PKN. Na półtorej godziny przed zamknięciem rynku wymiana się ożywiła a inicjatywę przejęła strona popytowa, prowadząc rynek na nowe dzienne maksima. Wyglądało to trochę dziwnie i mogło wskazywać, że ruch ten związany jest z podciąganiem kursów na koniec kwartału. W sytuacji technicznej do żadnego przełomu nie doszło. WIG20 dotarł do górnego ograniczenia marcowej luki bessy (2010 pkt) i z tego poziomu wyraźnie zawrócił w dół. Dopóki indeks nie zamknie tej luki, obecne wzrosty można będzie jedynie traktować w kategoriach odreagowania po silnych spadkach z pierwszej połowy marca.