Od czwartkowego zamknięcia (gdyż piątkową sesję z racji braku aktywności banków krajowych można uznać za niebyłą) złoty nieznacznie zyskał na wartości. Dzisiaj rano za jedno euro płacono nieco powyżej 4,09 zł, a za dolara powyżej 3,16 zł. Tak jak to pisaliśmy w poprzednich raportach pierwsze dni tego tygodnia powinny być dobre dla naszej waluty. Przetarg 2-letnich obligacji o wartości 3,5 mld zł, który miał miejsce w ostatnią środę był dosyć udany (ukazał duży popyt ze strony inwestorów) i dobrze rokuje dla rynku długu i wiary rynku w perspektywy dalszych obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. To właśnie ten czynnik może w najbliższym czasie być kluczowym "motywatorem" dla kupujących naszą walutę. Na dzisiaj nie zostały zaplanowane żadne istotne publikacje. Resort finansów opublikuje jedynie wyniki cotygodniowego przetargu bonów skarbowych i poda ostateczną wartość oferty na przetarg 10-letnich obligacji na środę (jej widełki to 1,5-2,5 mld zł).
Z technicznego punktu widzenia fakt znalezienia się kursu EUR/PLN poniżej strefy 4,0950-4,1000 przemawia za dalszymi spadkami. Najbliższym celem są okolice 4,08 zł, a później rejon 4,05-4,06 zł. Z kolei dla USD/PLN najbliższym celem jest strefa 3,1430-3,1500, a później rejon 3,10-3,12. Tutaj jednak wiele zależeć będzie od notowań eurodolara.
Rynek międzynarodowy
Mimo, że nasz rynek nie był aktywny w ostatnich dniach to na rynkach światowych wiele się działo. Przebieg notowań eurodolara znów przypominał rollercoaster, co pokazuje tylko jak nieraz różne opinie panują na rynku. W czwartek po południu amerykańska waluta zaczęła wyraźnie zyskiwać po tym jak dwaj członkowie FED, Santomero i Poole, zwiększyli oczekiwania rynku co do tempa i skali podwyżek stóp procentowych przez bank centralny. Pierwszy stwierdził, że ostatnie, gorsze comiesięczne dane z rynku pracy nie mogą być poważnie brane pod uwagę, a drugi przyznał, że inflacja w najbliższych miesiącach będzie stanowić coraz bardziej "poważny problem" i oczekuje, że stopy procentowe będą podnoszone "zawzięcie". Poza umocnieniem się dolara, obie wypowiedzi przyczyniły się do wzrostu rentowności amerykańskich, rządowych obligacji, a 10-latki oddaliły się od ważnego wsparcia na 4,40 proc. (niemniej jednak ich techniczny obraz nadal pozostaje negatywny). W efekcie w piątek notowania EUR/USD ponownie przetestowały okolice ważnych wsparć w rejonie 1,28. Później jednak "zielony" ponownie zaczął wyraźnie tracić na wartości. Przyczyniły się do tego informacje o podejrzanym samolocie, który naruszył przestrzeń powietrzną Rzymu podczas pogrzebu papieża, a także opublikowana przez agencję Bloomberga ankieta, która pokazuje, że większość największych banków inwestycyjnych nadal obstawia spadki dolara w perspektywie najbliższych miesięcy. Rynki zignorowały wypowiedź przedstawiciela Banku Centralnego Korei Południowej, który poinformował, iż jego kraj nie zamierza dywersyfikować rezerw walutowych zdominowanych przez dolara (nie było to żadnym zaskoczeniem)
W najbliższych dniach uwaga inwestorów skupi się na publikowanych jutro ważnych danych z USA - deficyt handlowy za luty, deficyt budżetowy za marzec i zapiski z ostatniego, marcowego posiedzenia FED. Deficyt handlowy spodziewany jest wyższy, jednak na rynku mogą przeważyć opinie odnośnie perspektyw podwyżek stóp procentowych. W efekcie dolar może nie stracić aż tak znacząco na wartości. Inną sprawą będą piątkowe dane o przepływach kapitałowych netto za luty, ale to dopiero w końcówce tygodnia.