Głównym wydarzeniem wczorajszej sesji było zakończone posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Gremium to zdecydowało się na obniżenie stóp procentowych o 50 p.b. (główna stopa referencyjna wynosi obecnie 5,50 proc.), co było przez część obserwatorów rynku oczekiwane. Zupełnym zaskoczeniem okazała się jednak zmiana nastawienia z łagodnego na neutralne, co tym samym sugeruje, że cykl obniżek stóp procentowych może dobiegać do końca. Ten "szczegół" doprowadził wczoraj do spadków cen obligacji, gdyż pojawiły się obawy, że czynnik "windujący" ich ceny do góry może wygasnąć. Podczas popołudniowej konferencji prasowej Rada przyznała, że wprawdzie bilans ryzyk dla przyszłej inflacji jest lepszy niż wcześniej (może ona spadać szybciej), to jednak jej członkowie obawiają się polityki i jej negatywnego wpływu na finanse publiczne. Jak to przyznał Andrzej Wojtyna wybory budzą zaniepokojenie, bo partie nie pokazują swoich programów gospodarczych. Dzisiaj rano Andrzej Sławiński stwierdził z kolei, że zmiana nastawienia nie wyklucza przyjęcia przez RPP polityki drobnych kroków. Kiedy zatem można spodziewać się kolejnej obniżki? Naszym zdaniem dopiero w czerwcu i to o 25 p.b.

Złoty na wczorajsze informacje reagował dosyć nerwowo. W pierwszych godzinach notowań za euro płacono 4,24 zł, a za dolara 3,28 zł. Po decyzji Rady nasza waluta na krótko się umocniła - kursy obu par spadły średnio o 3 grosze. Późnym popołudniem powróciliśmy jednak do wcześniejszych poziomów, a dzisiaj rano zostały one pokonane. Silnymi oporami są okolice 4,25-4,27 dla EUR/PLN i 3,28-3,30 dla USD/PLN. Dla złotego kluczowe będzie zachowanie się kursu EUR/USD na rynkach światowych. Naszym zdaniem kolejne publikacje danych makroekonomicznych nie pomogą dolarowi i tym samym waluty naszego regionu mogą nieco się umocnić. Niemniej jednak do 5 maja może być u nas jeszcze nerwowo. Wspomniane wyżej poziomy można wykorzystać do sprzedaży walut, gdyż maj w ogólnym rozrachunku będzie najpewniej dobry, a nie zły dla naszej waluty jak to się oczekuje.

Rynek międzynarodowy

Wczorajsza sesja znów okazała się być dobra dla amerykańskiej waluty, mimo, że dane makroekonomiczne z tamtejszej gospodarki nie były najlepsze. Zamówienia na dobra trwałego użytku spadły w marcu aż o 2,8 proc., podczas kiedy spodziewano się dodatniej dynamiki na poziomie 0,3 proc. Taka figura zwiększyła obawy co do publikacji dzisiejszych danych o wzroście PKB za I kwartał. Wcześniejsze ankiety przeprowadzane przez agencję Bloomberga mówiły o odczycie na poziomie 3,5 proc. kw/kw. Wydaje się jednak, że dane te będą jednak gorsze i bliższe 3 proc. Zdaniem coraz większej części ekonomistów widać, że słabnie aktywność konsumentów, ale i także firm. Ktoś powie, że wszystkiemu winna jest droga ropa. Ceny "czarnego złota" spadły jednak wczoraj o 5 proc. po dobrych danych o wysokości zapasów i to właśnie ten czynnik był jednym z głównych pozytywów dla dolara. Mimo tego pole do dalszego umacniania się "zielonego" wydaje się być już nieco ograniczone...

Dzisiaj rano pojawiły się informacje z Niemiec, które przyniosły pierwszy od 15 miesięcy spadek liczby bezrobotnych i to aż o 79 tys. To pierwsze dobre dane z tego kraju od kilku tygodni. Dzisiaj kluczowe będą jednak wspomniane wcześniej dane z USA o PKB, które zostaną opublikowane o godz. 14:30. O tej samej porze podany zostanie także wskaźnik deflator PKB, który pokazuje zmianę cen PKB i jest jednym z głównych wskaźników inflacyjnych. Nie można wykluczyć, iż będzie on wyższy niż się oczekuje (2,0 proc. kw/kw), co sprawi, że powrócą obawy odnośnie stagflacji w USA. Sądzimy, iż w najbliższych miesiącach FED będzie miał coraz trudniejsze pole do manewru, co negatywnie odbije się na kursie EUR/USD. Najbliższym wsparciem są okolice 1,2890, które nie powinny zostać naruszone. Z kolei oporem są okolice 1,2960, których pokonania się spodziewamy dzisiaj po południu. Rynek powinien zmierzać w kierunku 1,3000 i wyżej.Marek Rogalski