Wczorajsze informacje o charakterze statystyczno-ekonomicznym przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych na niewiele się zdały - dolar względem euro praktycznie nawet nie drgnął, pomimo, że cześć z nich znacząco odbiegała od wcześniej prezentowanych prognoz. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych na przykład spadła w ubiegłym tygodniu w USA do 291.000 z 326.000 po korekcie tydzień wcześniej. Inwestorzy prognozowali, że liczba ta spadnie do 320.000 z 322.000 przed korektą tydzień wcześniej. Średnia czterotygodniowa spadła do 316.750 z 326.000 tydzień wcześniej. Zamówienia w przemyśle Niemiec wzrosły w listopadzie o 1,7 % licząc miesiąc do miesiąca. Inwestorzy prognozowali, że zamówienia spadną o 1,0 %. Znaczące jest również to, że zapasy ropy naftowej w USA spadły w ubiegłym tygodniu o 1,01 mln baryłek, czyli 0,3 % i wyniosły 321,58 mln baryłek. Inwestorzy spodziewali się spadku zapasów o 1 mln baryłek, czyli w tym przypadku prognozy pokryły się w rzeczywistością. Podano też, że zapasy benzyny wzrosły w tym czasie o 1,41 mln baryłek (0,7 %), do 204,26 mln baryłek. Rezerwy paliw destylowanych, w tym oleju opałowego, wzrosły o 2,11 mln baryłek (1,7 %), do 128,90 mln baryłek. Z punktu widzenia dalszego kierunku zmian na rynku eurodolara kluczowy wydaje się właśnie dzisiejszy dzień, a raczej zapowiedziane na godziny popołudniowe czasu polskiego dane makro ze Stanów Zjednoczonych. Na pierwszy plan pod kątem ewentualnych zmian kursu wysuwają się obecnie dwie informacje: miesięczny raport z rynku pracy oraz zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. To właśnie w reakcji na te wiadomości dojść może do wykształcenia kolejnej fali. Dzisiaj o godzinie 10:30 zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym jedno euro wyceniane było na 1,2090 dolara.
Sytuacja techniczna: obserwowana od wczoraj konsolidacja trwa. Jest to najprawdopodobniej oczekiwanie na sygnał w postaci wskazywanych powyżej danych makro zza oceanu. Dlatego też na chwilę obecną trudno jest na podstawie odczytu układu wskaźników technicznych wyraźniej sugerować dalszy kierunek. Nie mniej jednak formacja na wykresach godzinowych daje do zrozumienia, że wzrosty nie koniecznie się skończyły. Z drugiej jednak strony ewenementem byłyby wzrosty trwające praktycznie nieprzerwanie 400 - 500 punktów (300 obecnych plus 100 - 200 przy kolejnej fali). W związku z powyższym wydaje się, że z otwieraniem jakichkolwiek pozycji należy się wstrzymać do publikacji dzisiejszych informacji.
RYNEK KRAJOWY
Czwartek na krajowym rynku walutowym przyniósł ewidentne zatrzymanie marszu rosnącego w siłę złotego. Na parze EUR/PLN spadki wyraźnie wyhamowały w rejonie ważnego poziomu wsparcie 3,8000. W przypadku pary USD/PLN z uwagi na bardzo spokojny dzień na rynku eurodolara sytuacja wyglądała analogicznie. Nic nie zmieniło się również podczas godzin handlu nocnego. Poziomem zatrzymania zyskującego na wartości złotego względem waluty amerykańskiej był rejon 3,1350 - 3,1400. Wraz ze stabilizacją na rynku złotego doszło także do wykształcenia równowagi podaży i popytu na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Główne indeksy WIG i WIG20 pierwszy raz od dwóch dni nie poprawiły historycznych szczytów zatrzymując się na poziomach zamknięcia: 37 603 i 2825. Inwestorzy coraz głośniej zadają więc sobie pytanie, czy to koniec rajdu byków, czy tylko przystanek przed kolejnym etapem? Odpowiedzi szukać najprawdopodobniej trzeba w przyczynach zmian, które dokonały się w ciągu ostatnich dni. Nie trudno zauważyć, że za sprawą dynamicznie zwiększającego się popytu na polskiego złotego i papiery z warszawskiego parkietu stał napływ kapitału zagranicznego. Wejście na polski rynek jako jeden z rynków wschodzących poczytywane jest przez inwestorów zagranicznych jako xobiecująca inwestycja, ale przeważanie w dłuższym horyzoncie czasu. Podczas wczorajszej sesji popyt wyraźnie zmalał, co wskazywać może na koniec rozpoczętego na początku tygodnia procesu. Inwestorzy będąc pod wpływem ostatnich zmian nie wrócili uwagi lub raczej nie chcieli zwrócić uwagi na czynniki zewnętrzne, które nie są już tak optymistyczne dla polskiego rynku finansowego. Jak bumerang powróciła ostatnio sprawa budżetu, którym do tej pory zajmowały się komisje sejmowe. Spory wokół tej strategicznej kwestii dla polskiego mniejszościowego rządu są bardzo wyraźne. Propozycje Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin grożą zachwianiem kruchej równowagi dochodów i wydatków. PO nadal podchodzi bardzo sceptycznie do projektu. Niepewność w kwestii poparcia budżetu oraz ostatnie roszady stanowisk w rządzie premiera Marcinkiewicza nie wróżą najlepiej. Trudno zatem oczekiwać, aby w dłuższej perspektywie sytuacja wyglądała tak różowo jak jest to obecnie. Na parze EUR/PLN po zatrzymaniu spadków w obszarze strategicznego poziomu 3,8000 oczekiwać można dzisiaj początku korekty. Zasięg wzrostów kursu sięgnąć może rejonów 3,8300 - 3,8400, gdzie znajduje się pierwszy ważniejszy opór. Na parze USD/PLN nakłuliśmy dołki z połowy grudnia, co w dłuższej perspektywie przesądzić może do kontynuacji spadków nawet do 3,1000 - 3,1100. Z bardziej zdecydowanym rozstrzygnięciem kierunku trzeba jednak jeszcze zaczekać - przynajmniej do końca dzisiejszej sesji. Wczoraj mieliśmy ewidentne zatrzymanie. Pamiętajmy bowiem, że spadki wyniosły prawie 12 groszy i niebezpieczeństwo technicznej korekty wzrostowej jest dość duże. Elementem dodatkowej niepewności jest także dzisiejszy odczyt bardzo ważnych danych makroekonomicznych zza oceanu. Pierwszym sygnałem kontynuacji spadków będzie zamkniecie sesji poniżej 3,1300. W przeciwnym razie zobaczymy wzrosty z zasięgiem nawet na 3,2200 - 3,2300.
Jarosław Klepacki