Amerykańskiej walucie pomaga spekulacja zasilana plotkami o możliwościach podwyższenia stóp procentowych w USA, które pojawiły się po wystąpieniu szefa departamentu Fed w Kansas. Wypadałoby jednak pomyśleć również o przyszłości amerykańskiej gospodarki, a nie można ich przecież widzieć w różowych barwach. Wzrost spadł, a wskaźniki z rynku nieruchomości są blisko wieloletnich minimów.

Nasza waluta zyskała na wartości w stosunku do euro, na dobre schodząc poniżej 3.94, co z technicznego punktu widzenia zachęca do dalszego marszu na południe. USDPLN praktycznie stanął w miejscu, ale również tutaj złoty ma przewagę w dodatku przy umocnieniu dolara w stosunku do euro. Koncyliacyjne propozycje PSL stwarzają cień nadziei na "przepchnięcie" budżetu i małą stabilizację sceny politycznej.

Jeszcze przed nami wystąpienie Bena Bernanke, a już jutro decyzje BoE i ECB w sprawie stóp procentowych. Rynek spodziewa się, że w Wlk. Brytanii stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie, ale będziemy mieli kolejną podwyżkę stóp w Eurolandzie. Tradycyjnie, oczy inwestorów zwrócą się na usta J.C. Tricheta, z których paść mogą znowu słowa "strong vigilance", zapowiadające następny ruch stóp w górę. O ile posunięcie ECB jest dla inwestorów prawie pewne, o tyle komentarz Bena Bernanke to znowu wielka niewiadoma. Prezes Fed dysponuje niesamowitą zdolnością wpływania na kurs dolara, ale tym razem będzie to co najwyżej jednorazowy wyskok, gdyż pole manewru amerykańskiego banku centralnego drastycznie się zwęża przy coraz gorszych informacjach dotyczących koniunktury. Z drugiej strony, inflacja mierzona PCE pozostaje powyżej poziomu, który może tolerować Ben Bernanke. Dlatego też jego dzisiejsze przemówienie jest tak wyczekiwane - rynek oczekuje, że prezes Fed rozwieje zasłonę niepewności.

Piotr Denderski

Analityk rynków finansowych