Słowa Michaela Moskowa z Chicago Fed o konieczności ograniczenia ryzyk inflacyjnych nie dały rady umocnić dolara. Janet Yellen, inny z członków Fed, powiedziała, że "wkrótce może dojść do zmniejszenia napływu kapitałów do USA". Jest to o tyle istotne, że USA swoją obecną konsumpcję finansują m.in. poprzez deficyt w handlu z zagranicą i to właśnie napływ kapitałów portfelowych łagodził wynikające z tego napięcie w gospodarce.
Dużo ciekawszą sytuację obserwujemy obecnie na rynku krajowym. Powtórzę za wczorajszymi komentarzami - poniedziałek był znaczącym dniem dla złotego, dowodem wyjątkowo mocnego sentymentu do naszej waluty. O ile obejdzie się bez burz politycznych, to złoty będzie dążyć do przetestowania lutowych minimów. Inwestorzy biorą pod uwagę takie sygnały jak zrewidowanie w dół projekcji inflacyjnej przez Ministerstwo Finansów (którego prognozy do tej pory były dosyć dokładne). Wiąże się z tym odsunięcie wizji podwyżek stóp procentowych, które mogłyby schłodzić naszą gospodarkę co przy obecnym obciążeniu fiskalnym miałoby katastrofalne skutki. Chwilową przynętą jest możliwość napłynięcia na rynek bardzo dużej podaży pracowniczych akcji PKO BP (ok. 4 mld PLN), które zapewne zostaną wchłonięte przez dużych graczy.
W kalendarzu niewiele danych, praktycznie tylko dwie figury: sprzedaż detaliczna w Eurolandzie o godzinie 11:00 (prognozy mówią o wzroście o 0.2% m/m) i produkcja przemysłowa w Niemczech o godzinie 12:00 (prognoza rynkowa: wzrost o 0.3% m/m). Jeszcze późnym wieczorem, o 21:00, informacje o wysokości kredytu konsumenckiego w USA. Rynek spodziewa się wzrostu z 2.6 do 5 mld USD, ale ostatnie złe dane o nastrojach konsumentów pozwalają snuć przypuszczenia o spadku, ew. mniejszym wzroście. Poza w/w danymi dziś australijski bank centralny podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Oczekuje się podwyżki kosztu pieniądza z 6% do 6.25%.
Piotr Denderski
Analityk rynków finansowych