Reklama

Przed zamknięciem

Publikacja: 02.01.2007 14:55

Pisałem dziś rano, że w dniach wolnych od amerykańskich notowań możliwe są

na rynku dwa scenariusze. Albo obroty będą bardzo niskie i wszyscy pokornie

ten dzień przeczekają, albo duzi gracze wykorzystają niską płynność do nieco

sztucznego przesunięcia indeksów. W tym drugim przypadku większość

inwestorów traktuje taką sesję jako mało wiarygodny wskaźnik. Wybraliśmy ten

Reklama
Reklama

drugi scenariusz i bezcelowe jest pisanie do tego głębszej analizy. Wzrost

wynikał głównie z bierności podaży. Najpierw spekulacyjne koszyki kupna

(choć przy większej bazie pod koniec roku nie było arbitrażu) podciągnęły

WIG20, a potem pojedyncze transakcje na największych spółkach pozwoliły

utrzymać się w konsolidacji. Nawet fatalnie zachowująca się KGHM (spada cena

miedzi) nie zachęciła do realizacji zysków. Proszę po wtorkowych notowaniach

Reklama
Reklama

nie wyciągać żadnych wniosków na przyszłość. Przemeblowanie portfeli

największych funduszy jeszcze się nie rozpoczęło.

Jak zwykle na początku roku tym przemeblowaniom towarzyszą rekomendacje

największych banków inwestycyjnych. Niezależnie od trafności całorocznych

prognoz, ta medialna tuba to potężna broń (wpływająca na globalne fundusze)

w krótkim terminie, więc nad tymi tekstami akurat warto się pochylić. Proszę

Reklama
Reklama

przy tym pamiętać, że choć termin "emerging markets" jest stosowany zarówno

do Chin, Indii, Brazylii jak i Polski, to często jedyne wspólne argumenty

(zachęcające do kupna/sprzedaży) łączące te rynki to właśnie zaliczanie ich

do wspólnej kategorii modnych rynków wschodzących.

Amerykańskie banki inwestycyjne zapowiadają, że moda ta utrzyma się także w

Reklama
Reklama

2007 r. i będzie to kolejny szósty z rzędu roku bycia giełdowym liderem.

Byczym filarem będą tutaj gospodarki wspomnianych Chin, Indii i Brazylii,

które dzięki rosnącemu popytowi wewnętrznemu (w Chinach pensje wzrosły ponad

100 proc. przez ostatnie 5 lat) będą w stanie równoważyć słabnący eksport,

który ucierpi z powodu spowolnienia gospodarek krajów wysoko rozwiniętych.

Reklama
Reklama

UBS AG, JPMorgan Chase & Co. oraz Credit Suisse Group zgodnie prognozują, że

Morgan Stanley Capital International Emerging Markets Index wzrośnie w 2007

roku aż o 15 proc. po tym jak zyskał niemal dwukrotnie więcej w 2006 r. Co

ciekawe, jednocześnie UBS podaje, że akcje rynków wschodzących są relatywnie

najdroższe od 1999 r - w odniesieniu do akcji z rynków rozwiniętych. To

Reklama
Reklama

"najdroższe" dalej jednak oznacza, że akcje z emerging markets są notowane z

20 proc. dyskontem. Na początku hossy (2002 r.) inwestorzy ryzyko tych

inwestycji wyceniali na 50 proc. dyskonto. Natomiast obliczony przez

Bloomberg`a wskaźnik C/Z na podstawie prognoz przyszłorocznych zysków

pokazuje w przypadku akcji emerging markets wartość 15,2 wobec niewiele

wyższego wskaźnika dla indeksu MSCI World Index (16,1). Optymiści mogliby na

koniec takiego zestawienia zapytać, czemu akcje z rynków wschodzących nie

miałyby być notowane nie z dyskontem, ale z ... premią ? Niektóre polskie

spółki już przecież dają przykład.

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama