Wzrost awersji do ryzyka w następstwie rosnącej rentowności amerykańskich obligacji, redukcja pozycji carry trade w oparciu o jena, spadek eurodolara oraz niekorzystna sytuacja techniczna na wykresach EUR/PLN i USD/PLN, przyczyniły się wczoraj do osłabienia złotego. Osłabienia, które na mało płynnym rynku, dodatkowo potęgowały zlecenia obronne stop loss.
Na rynkach wschodzących nienajlepsze nastroje utrzymują się od początku roku. Jest to związane z tym, co od początku grudnia ub.r. ma miejsce na amerykańskich obligacjach. Mianowicie ze zmianą trendu. Wczoraj ta zmiana w sposób bezsprzeczny została potwierdzona. Rentowność amerykańskich 10-latek, która jeszcze w grudniu wynosiła 4,42 proc., wzrosła do 4,8670 proc. i była najwyższa od 5 miesięcy. Jednocześnie, rentowność wybiła się w czwartek ponad październikowy szczyt na 4,8260 proc. To otwiera drogę nawet do szczytu z czerwca ub.r. na poziomie 5,2450 proc. Realizacja takiego scenariusza musiałaby dla złotego oznaczać, przynajmniej porównywalną przecenę do tej z maja i czerwca 2006 roku. Wówczas złoty stracił średnio po 30 groszy.
Niekorzystny wpływ na waluty rynków wschodzących, a więc i złotego, miało w ostatnich dniach zahamowanie procesu osłabienia jena, co w połączeniu z niepewną sytuacją na emerging markets, prowadziło do redukcji pozycji carre trade.
Sytuacja techniczna na wykresach USD/PLN i EUR/PLN nie zachęca obecnie do kupna polskiej waluty. Po tym jak wczoraj dolar w sposób definitywny wrócił powyżej psychologicznego poziomu 3 zł, otwartą ma drogę do 3,09 zł. Tam opór tworzy prawie 3-letnia linia bessy. Jej osiągnięcie to plan minimum dla popytu. Wybicie ponad 3,09 zł otworzy drogę do wrześniowego szczytu na USD/PLN (3,14 zł).
Plan minimum dla EUR/PLN, po wczorajszym zdecydowanym pokonaniu strefy oporu 3,90-3,91 zł, to wzrost do 3,99-4,00 zł. Barierę podażową tworzy tam szczyt z września 2006, psychologiczny poziom 4 zł oraz linia bessy poprowadzona po szczytach z kwietnia 2005 i czerwca 2006.