Reklama

Przed zamknięciem

Publikacja: 09.07.2007 15:53

Przed sesją było wiadomo, że nie będzie ona należała do tych

najważniejszych w historii warszawskiego parkietu. Na przełom się tu nie

zapowiadało. Piątkowe notowania w USA zakończyły się niewielką zmianą

wartości tamtejszych indeksów. Także rynki ze strefy azjatyckiej dziś nie

mogły być dla nas natchnieniem do odważniejszych decyzji inwestycyjnych.

Reklama
Reklama

Sprawę przygnębiających oczekiwań potęgował fakt, że pierwsze dni tego

tygodnia są ubogie w publikacje danych makro. Ciekawa pod tym względem ma

być dopiero końcówka tygodnia. Zatem zapowiadał się marazm.

Oczekiwania się potwierdziły, choć była chwila, w czasie której części

inwestorów tętno skoczyło w górę. Sesja rozpoczęła się w dobrych

nastrojach i nawet zaliczyliśmy nowe rekordy hossy. Problemem była niska

Reklama
Reklama

aktywność graczy, która stawiała pod znakiem zapytania kontynuację ruchu.

Uwagę zwracał także spadek liczby otwartych pozycji w końcowej fazie

wzrostu. To także nie był sygnał mocy rynku, a raczej przesłanka do tego,

że przewaga popytu w skali tego dnia nie jest taka oczywista. Faktycznie,

dość szybko do akcji przystąpiła podaż i ceny rozpoczęły szybki spadek.

Jego duża dynamika była szczególnie widoczna na rynku terminowym, gdzie

Reklama
Reklama

kontrakty w krótkim czasie spadły z poziomu szczytu na 3913 pkt do 3855

pkt.

Szybkość tej przeceny zapewne ucieszyła posiadaczy krótkich pozycji,

których przecież mimo ostatnich wzrostów jest na rynku duża grupa. Radość

była krótkotrwała. Nie chodzi tylko o sam czas trwania ruchu cen,

Reklama
Reklama

bo już w jego trakcie można było mieć zastrzeżenia co do szans

niedźwiedzi. Po pierwsze, na rynku kasowym nie widać było ataku podaży o

porównywalnej skali. Indeks wprawdzie spadł, ale punktowo była to tylko

połowa przeceny kontraktów. Po drugie, głównym źródłem podaży na rynku

terminowym byli gracze realizujący zyski z długich pozycji, a to nie

Reklama
Reklama

rokowało dobrze tym, którzy liczyli na spektakularny spadek cen. Do tego

doszła baza. Asymetria spadku cen kontraktów i indeksu sprawiła, że w

chwili zaliczenia porannego minimum sesji baza rozciągnęła się na ponad 30

pkt po ujemnej stronie, a przez resztę sesji utrzymywała przynajmniej 20

pkt.

Reklama
Reklama

Końcówka sesji także należy do niedźwiedzi, ale także i ona nie jest

przekonująca. Nowym minimom nie towarzyszy dużo większa aktywność, a LOP

nadal spada. Skala przeceny w stosunku do zamknięcia w piątek jest

symboliczna. Z pewnością nie ma na razie podstaw do ogłaszania końca

hossy. Jedna sesja to zbyt mało. Tym bardziej po tak małym spadku. Podaż

jest mało przekonująca.

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama