Mamy za sobą kolejną sesję, na której pojawiły się rekordy na rynku
terminowym i po raz kolejny były to rekordy, które nie znalazły
potwierdzenia w podobnych rekordach wartości instrumentu bazowego. WIG20
wprawdzie ponownie zbliżył się do poziomu szczytu hossy, ale zabrakło ok.
10 pkt., by ten szczyt poprawić. W efekcie Cały czas czekamy na
wydarzenie, które wydaje się mieć duże szanse na pojawienie się. Już tak
długo rynek przebywa w okolicy lipcowych szczytów, że dziwnym by było,
gdyby popyt nie skusił się na atak.
Zupełnie inną kwestią jest to, czy ten atak zakończyłby się sukcesem.
Przypomnę, że samo wyznaczenie nowych szczytów hossy nie jest tym, czego
faktycznie po popycie należy się spodziewać. Nie jest sztuką jednorazowo
rzucić na rynek parę milionów złotych, by padł rekord, bo sama statystyka
nas nie interesuje. Dla nas ważny jest taki rekord, który wskazywałby na
poważną przewagę popytu, a tym samym, byłby podstawą do oczekiwania
kontynuacji ruchu wzrostowego. Na razie rekordy padają jedynie na rynku
terminowym i są one marnej jakości. Zwykle tuż po zaliczeniu nowego
rekordu ceny się cofają, co wskazuje na to, że popyt jeszcze nie jest
zdeterminowany. To wskazuje też na to, że podaż cały czas wierzy w
słuszność swoich poczynań. Potwierdzeniem tego przekonania jest także
wzrost LOP. Oczywiście większa liczba pozycji to w dużej mierze wynik
arbitrażu. Niemniej znamienne jest to, że LOP nie spadała, a rosła
dynamicznie, gdy ceny kontraktów zaliczały nowe rekordy na poziomie 3960
pkt.
Dzisiejsze dane makro płynące z USA okazały się zgodne z oczekiwaniami.
Najważniejsza tego dnia publikacja, dynamika cen importu, nie zaskoczyła
graczy. Ceny importu wzrosły o 1%, a nie licząc produktów naftowych spadły
o 0,2%. To dobre dane, gdyż wskazują, że potencjalne źródło inflacji na
razie nie zagraża gospodarce. Na razie, bo trzeba pamiętać, że właśnie
źródła zewnętrzne mogą być niebezpieczne dla stabilności cen w USA. Wysoka
cena ropy już jest takim źródłem, ale jako pojedynczy czynnik, jeszcze nie
czyni poważnych szkód.