Donald Trump znów rozdaje karty na rynku. Temat Grenlandii i ceł nieco przestraszył inwestorów, ale kiedy Trump zmiękczył ton, rynki znów wpadły w optymizm. Trochę to przypomina to, co działo się w kwietniu 2025 r., tylko ta reakcja jest mniejsza, bo chyba też inwestorzy nauczyli się trochę żyć z Trumpem.
Radosław Cholewiński (R.Ch.): Inwestorzy mają świadomość, że funkcjonujemy w rzeczywistości, która jest inna niż jeszcze kilka lat temu. Widać to dobrze na przykładzie geopolityki, która jest najtrudniejsza do prognozowania. Dlatego też trzeba się skupiać na tym, jak ta geopolityka wpływa na sferę makro. Ten okres niepewności z ubiegłego roku szczęśliwie nie przełożył się na jakieś istotne zaburzenie cyklu koniunkturalnego. Z drugiej strony myślę, że jeżeli byśmy poszukiwali przyczyny, dlaczego aktywność gospodarcza na świecie nie uległa jakiemuś gwałtownemu ożywieniu i raczej poruszamy się w takich umiarkowanych poziomach aktywności, to ta podwyższona niepewność, którą można datować co najmniej od momentu objęcia przez prezydenta Trumpa stanowiska, jest jedną z istotnych przyczyn.
Ale TACO chyba nadal działa?
Marek Rogalski (M.R.): Na to wygląda. Tym razem to całe zamieszanie, o którym była mowa trwało bardzo krótko. Trzeba jednak się przyzwyczaić, że takie rzeczy będą się działy, bo Trump będzie rządził jeszcze trzy lata. Tak jak jednak zostało wspomniane: szczęśliwie nie psuje to koniunktury gospodarczej.
Nie zmienia to jednak faktu, że zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako do zaufanego partnera mocno kuleje. Przez to też jest słaby dolar?
M.R.: Na pewno dolar nie jest słaby tylko dlatego, że Fed obniża stopy procentowe. Obniżki zaczęły się we wrześniu, a od tego czasu dolar nieco jednak zyskał. Dochodzi jednak kwestia wizerunkowa, ale także ogromne zadłużenie. Dług cały czas rośnie i to będzie problem dla Stanów Zjednoczonych, szczególnie gdy pojawią się większe ryzyka w innych miejscach. Oczywiście to też nie jest tak, że dolar nadal będzie spadał. Amerykańska gospodarka nadal bowiem zachowuje się względnie dobrze, tak samo jak rynek giełdowy, a to przyciąga kapitał.
R.Ch.: Osłabiający się dolar w ostatnim roku pokazuje, że rynek nie wierzy w to, że cła rozwiążą problem deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych. Deficyt handlowy jest odbiciem bardzo wysokiego deficytu budżetowego. Nastąpił też zwrot kierunku w przepływach kapitałowych. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę długą perspektywę, ostatnich kilkunastu lat, w której dolar się umacniał 2010 r. do 2024 r., to teraz ta skala osłabienia dolara po 14-letnim umocnieniu, też nie jest jakaś oszałamiająca. To nie jest odwrócenie wieloletniego trendu. To jest jakaś przerwa w nim. Co by się musiało stać, żeby dolar znowu zaczął się umacniać? Globalne spowolnienie i związany z tym silny wzrost awersji do ryzyka.