Teoretycznie, każda informacja może wywołać panikę lub euforię.
Widać to zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy to rynki reagowały negatywnie na deklaracje polityczne, zabiegi legislacyjne lub też ich brak. W kryzysie na znaczeniu przybierają dane makroekonomiczne (poziom inflacji, PKB, dane o bezrobociu, odczyty nastrojów konsumentów czy wysokość stóp procentowych) oraz specjalistyczne indeksy, jak indeks strachu. Ostatecznie i tak najważniejsza pozostaje spółka i jej otoczenie.
www.parkiet.com/szkolagieldowa
pomagamy inwestorom zarobić pierwszy milion
Wszystkie inne informacje, pośrednio lub bezpośrednio, dotyczą emitenta. Niekorzystne dane, w tym makroekonomiczne czy polityczne, prędzej czy później, przełożą się na jego zyski lub straty. Tu wiele zależy od branży. W bessie zainteresowaniem inwestorów cieszą się sektory defensywne, odporne na wahania koniunktury. W hossie docenia się firmy cykliczne, czyli przemysłowe.
Odpowiadając na pytanie czytelnika, nie sposób nie wspomnieć o tzw. informacyjnej efektywności rynku. Mówimy o niej, kiedy docierające do inwestora wiadomości są od razu wliczane w cenę akcji. W zależności od ilości i jakości uwzględnionych danych wyróżnia się miary efektywności: słabą, średnią i mocną. W pierwszym przypadku cena akcji odzwierciedla jedynie historyczne dane o papierze udziałowym, w tym o poprzednich cenach. Rynek średnio efektywny zakłada szerszy zakres wiadomości, wliczając wszystkie dostępne informacje. Na rynku mocno efektywnym natomiast ceny papierów zawierają w sobie wszystkie dane – publiczne i niepubliczne. Zarobienie na każdym z nich wymaga przyjęcia odmiennej strategii. Opierać się ona powinna na wykorzystaniu szerszego zakresu informacji, aniżeli wynikałoby to z przypisanej efektywności (może być to trudne lub niemożliwe na rynku mocno efektywnym). Giełda warszawska oceniania jest na co najmniej słabo efektywną.
Trwa akcja: „Szkoła giełdowa". Inwestorze! Masz pytania dotyczące inwestycji? Przyślij je nam na adres sos@parkiet.com, a my zadamy je giełdowym ekspertom