- Zapewnienie całkowitego bezpieczeństwa jest najważniejszym elementem funkcjonowania całej branży gazowej - mówi Grzegorz Trojanowski, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. - Wystarczy wybuch kilku butli, żeby cały przemysł boleśnie to odczuł. Pojemniki na gaz w Polsce nabija się ok. 40 milionów razy w ciągu roku - wystarczy jednak kilka eksplozji, by klienci zaczęli przechodzić na inne, często nawet droższe źródła energii. Dlatego bezpieczeństwo jest dla rozlewni gazu płynnego sprawą priorytetową i stąd walka firm, aby butle mogły być nabijane wyłącznie przez profesjonalnych dystrybutorów.
W Polsce, podobnie jak w innych krajach, wprowadzono tzw. model kolorowy - każdy dystrybutor oznacza swoje butle odpowiednią barwą, np. ORLEN Petrogaz Sp. z o. o. oznacza swoje butle kolorem białym z napisem Petrogaz oraz oznaczeniami wymaganymi przez polską normę. Spółka posiada 11 własnych lub zależnych rozlewni, które sprzedają gaz płynny produkowany przez PKN ORLEN SA. Są to nowoczesne zakłady, zbudowane w latach 1995-1999, wyposażone we wszystkie niezbędne urządzenia, służące do napełniania pojemników zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami. Spółka kładzie szczególny nacisk na bezpieczeństwo użytkowników "białej butli". Powinny być one napełniane wyłącznie w rozlewniach dystrybutora, do którego należą, bowiem poprzez oznaczenie butli swoim kolorem, firma przyjmuje odpowiedzialność w zakresie bezpieczeństwa jej użytkowania. To wszystko oczywiście wiąże się z określonymi kosztami, więc ważne jest, by firmy, które ponoszą obciążenia związane z eksploatacją butli, czerpały z ich dystrybucji odpowiednie zyski.
W Polsce długo tego prawa nie respektowano, a wielu przedsiębiorców nie miało ochoty finansować utrzymywania paru butli. Na rynku działały firmy, które rozlewały gaz do "cudzych" pojemników, co bardzo źle wpływało na rentowność firm gazowych wprowadzających, jak ORLEN Petrogaz Płock Sp. z o. o., firmowy wygląd butli. Do końca 2001 roku rynek w znacznym stopniu został uporządkowany - problem konieczności remontowania "obcych" opakowań stał się mniej palący.
Obecnie największym dylematem jest niezgodne z obowiązującymi przepisami napełnianie butli na stacjach autogazu. Oczywiście ten proceder jest uprawiany wyłącznie na niewielkich stacjach, których pracownicy zgadzają się na takie nielegalne działania. Trzeba pamiętać, że stacje autogazu nie są wyposażone w urządzenia niezbędne do napełniania - np. aparaturę do odciągania gazu z wadliwego pojemnika. Źle nabitej butli nie można po prostu wyrzucić - należy ją odpowiednio zabezpieczyć.
Cały nielegalny proces obrotu butlami na stacjach autogazu polega na tym, że napełnia się je do czasu, aż trzeba przeprowadzić remont i wtedy trafiają do któregoś z legalnie działających dystrybutorów, który płaci za naprawę. Poważne firmy dystrybucyjne muszą więc remontować wszystkie butle, a tylko z części czerpią profity.