Reklama

Giełda nie wykorzystanych szans

Wejście na giełdę to przede wszystkim sposób na ominięcie podatku od zysku ze sprzedaży akcji - twierdzą polscy przedsiębiorcy i inwestorzy. Obecnie na warszawskim parkiecie notowanych jest więcej spółek nieefektywnie wykorzystujących środki pozyskane z giełdy niż tych, które dzięki nim zbudowały swoją pozycję - oceniają analitycy i doradcy. Czy właściciele zdrowych fundamentalnie firm będą jeszcze kiedyś ustawiać się w kolejce do GPW?

Publikacja: 09.03.2002 07:56

Inwestorzy szukający możliwości ulokowania środków w notowanych na GPW akcjach płynnych, dobrze prosperujących spółek nie mają obecnie zbyt dużego wyboru. W gronie blue chips znajdują się przedstawiciele zaledwie kilku sektorów polskiej gospodarki, a indeks WIG20 zdominowany jest przez banki i spółki sektora teleinformatycznego. Co więcej, w najbliższym czasie nie ma większych szans na zmianę tej sytuacji. Prywatne spółki w coraz mniejszym stopniu wykorzystują bowiem GPW jako źródło kapitału.

Bo nie ma pomysłu

Zdaniem obserwatorów rynku, wprowadzenie prywatnej firmy na giełdę staje się przede wszystkim sposobem na uniknięcie lub zmniejszenie podatku od zysku ze sprzedaży akcji. - Tego rodzaju korzyści szukają polscy biznesmeni na warszawskim parkiecie najczęściej - potwierdza Roman Rojek, wiceprezes Grupy Atlas. Jego zdaniem, powody, dla których spółki interesują się GPW, to w kolejności: unikanie opodatkowania, potrzeby kapitałowe, względy marketingowe i prestiżowe.

Pustka na rynku pierwotnym świadczy jednak, że aktualnie żaden z tych elementów nie przekonuje przedsiębiorców do wprowadzania na giełdę swoich firm. Jak jednak wynika z wypowiedzi przedstawicieli prywatnych funduszy inwestycyjnych, niewielkie zainteresowanie kapitałem nie jest bolączką tylko giełdowego rynku.

- Brakuje przedsiębiorców poszukujących kapitału - mówi Jacek Siwicki, partner w Enterprise Investors, firmie zarządzającej funduszami venture capital, która jest jednocześnie jednym z najaktywniejszych podmiotów wprowadzających spółki na GPW. - Podaż pieniądza jest większa niż popyt. Być może nie widać tego wyraźnie w przypadku giełdy, ale na rynku niepublicznym na projekty inwestycyjne dostępnych jest obecnie ok. 0,5 mld dolarów - ocenia. Jego zdaniem, jedną z przyczyn takiej sytuacji jest pasywność przedsiębiorców, którym brakuje pomysłu na rozwój własnego biznesu.

Reklama
Reklama

Potwierdzeniem tej opinii są wyniki ankiety, jaką PARKIET przeprowadził wśród analityków i doradców inwestycyjnych. Większość z nich oceniła, że na warszawskiej giełdzie odsetek spółek, które nieefektywnie wykorzystały pozyskane dzięki niej środki, jest znacznie wyższy niż tych, które dzięki GPW umocniły swoją pozycję.

- Głównym mankamentem warszawskiej giełdy jest to, że w notowaniach zdecydowanie przeważają firmy, dla których upublicznienie było jednorazowym wydarzeniem. Przedstawiły strategię, przeprowadziły ofertę, pozyskały środki i zapadła cisza. Mniej jest "klasycznych spółek giełdowych", które wchodzą na giełdę, świadomie wybierając ten sposób pozyskania kapitału, bo niechętnie finansują działalność długiem. Dbają o stały rozwój i co pewien czas przeprowadzają kolejną emisję - wyjaśnia Jacek Siwicki.

Śladem Bakomy

Sztandarowym przykładem wykorzystania giełdy do sprzedaży akcji inwestorowi strategicznemu przez osoby fizyczne, bez konieczności płacenia podatku jest przypadek Bakomy, znanego na rynku producenta jogurtów. Wprowadzając pod koniec 1997 r. spółkę na GPW jej właściciele (głównym akcjonariuszem był ówczesny senator, a obecnie poseł PSL Zbigniew Komorowski wraz z rodziną) skierowali emisję nowych akcji do pracowników i wąskiego kręgu wybranych inwestorów indywidualnych.

Cenę emisyjną ustalono na poziomie 1 zł, znacznie poniżej wycen przeprowadzonych przez analityków. Dwa miesiące później, podczas pierwszego notowania na parkiecie, walory spółki wyceniono na 45 zł. Wybrańcy mogli więc zdyskontować ogromny zysk, nie płacąc od tego złotówki podatku. Wraz z upływem czasu znaczenie Bakomy dla GPW stawało się marginalne. Nie licząc pierwszych kilku tygodni po debiucie, obroty na akcjach Bakomy były śladowe.Kolejnym etapem w historii spółki było podjęcie uchwały o emisji dla inwestora strategicznego, którym został francuski koncern spożywczy Danone. Okazało się jednak, iż Francuzi najpierw odkupili w transakcjach pakietowych papiery od części akcjonariuszy polskiej spółki, płacąc 71 zł za walor. W przełożonej emisji cena emisyjna wyniosła już tylko 37 zł. W pierwszej połowie 2001 r. Bakomę wycofano z giełdy i publicznego obrotu.

Giełdowe nie zawsze

Reklama
Reklama

oznacza lepsze

Sytuacja na rynku pierwotnym i przewaga podaży pieniądza na rynku niegiełdowym nie oznacza jednak, że w Polsce nie ma prywatnych firm, które charakteryzuje dynamiczny wzrost i mocna pozycja rynkowa. Za przykłady mogą tutaj posłużyć choćby łódzka Grupa Atlas czy kosmetyczne firmy Dr Eris i Dermika.

Te dwie ostatnie spółki należą do branży, którą na GPW reprezentuje Pollena Ewa. Po czterech kwartałach 2001 r. wypracowała ona 1 mln straty netto przy 54 mln zł przychodów. W tym samym okresie wyniki Dr Eris, całkowicie prywatnej, niepublicznej i dużo młodszej od Polleny Ewy firmy, były znacznie wyższe. - Rok 2001 spółka-matka zakończyła z 80 mln zł przychodów. Cała grupa wypracowała ok. 100 mln zł przychodów i 4,5-5 mln zł zysku netto - mówi Henryk Orfinger, prezes zarządu Dr Eris. Eksport ma 5-proc. udział w obrotach kosmetycznej spółki (w przypadku Polleny Ewy wynosi on ok. 1%).

Jest ona firmą rodzinną i w 100% należy do państwa Eris. Do tej pory działalność przedsiębiorstwa finansowana jest ze środków własnych i kredytów bankowych. Dopiero jeśli jej właściciele zdecydują o wejściu w kolejny etap rozwoju, pod rozwagę wzięte zostaną inne sposoby pozyskania kapitału . - Pierwszy ruch, mający na celu sprawdzenie naszych możliwości jako giełdowego emitenta, zrobiliśmy przed trzema laty. Zwróciliśmy się wtedy do kilkunastu podmiotów zajmujących się wprowadzaniem firm na giełdę z prośbą o ocenę naszych wskaźników. Uzyskaliśmy pozytywną opinię co do szans na uplasowanie emisji. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w obecnych warunkach, gdy spółki raczej z giełdy wychodzą, sytuacja może być diametralnie inna - mówi H. Orfinger.

Inna spółka z tej samej branży - Dermika - swoją działalność finansuje jedynie ze środków bieżących. Oferuje produkty kosmetyczne dla średniozamożnych i zamożnych kobiet. Główne rynki eksportowe Dermiki to USA i Kanada. Wkrótce, wzorem Dr Eris, spółka zamierza pozyskać tam własnego dystrybutora. W ub.r. rozpoczęła także podbój rynku rosyjskiego, do którego spółka nie dołożyła ani złotówki. - Nie korzystamy z kredytów. 2001 r. zamknęliśmy ok. 20 mln zł przychodów i znacznym zyskiem - mówi Krzysztof Pigłowski, dyrektor w Dermice.

Właścicielami firmy są cztery przyjaciółki: Jolanta Zwolińska (wcześniej szefująca Sorai), Anna Pawłowska, Halina Nicpan i Barbara Zabielska. Może właśnie ze względu na to, że chcą one zachować rodzinny charakter firmy, jak dotąd nie pojawił się pomysł jej upublicznienia. - Jesteśmy niewielką firmą - tłumaczy K. Pigłowski brak giełdowych planów.

Reklama
Reklama

Tymczasem ani niewielka skala działalności, ani ujemne wyniki nie przeszkadzają wielu już giełdowym przedsiębiorstwom. W samym tylko 2001 r. sukcesem zakończyły się debiuty nierentownych Interii, Hogi i Getinu. Rok 2000 na minusie zakończyło 114 giełdowych spółek.

Upublicznienie

to "skok na kasę"

Zdaniem analityków i doradców inwestycyjnych, giełda to nadal bardzo istotny element rozwoju przedsiębiorstw. Przyznają oni jednak, że spółki nieumiejętnie (celowo?) wykorzystują szansę, jaką stworzył im giełdowy parkiet. Dotyczy to znacznej większości notowanych na GPW spółek - twierdzą nasi rozmówcy, reprezentujący CS First Boston, ING Barings, DM BIG-BG, DB Securities, CDM Pekao, BDM PKO BP, DI BRE Banku, BM BGŻ i ING Investment Management.

Dzieje się tak pomimo faktu, że w ciągu kilkunastu lat funkcjonowania warszawskiej giełdy znacznie wzrósł poziom edukacji polskich przedsiębiorców co do korzyści i ryzyk, jakie niesie wprowadzeniWedług ankietowanych, polski rynek giełdowy przeszedł znaczącą ewolucję. Z jednej strony, upowszechniła się znajomość mechanizmów giełdowych i umiejętność korzystania z nich, z drugiej - zmieniła się pozycja giełdy wśród instytucji stanowiących źródło finansowania biznesowych przedsięwzięć.

Reklama
Reklama

- Początkowo GPW traktowana była w większym stopniu jako swego rodzaju ciekawostka niż sposób na pomoc w zdobyciu finansowania - mówi jeden z naszych rozmówców. Okres ten charakteryzował się tym, że w przedstawianych przez emitentów uzasadnieniach wejścia na GPW strategia i plany rozwoju nie należały do najistotniejszych. - Z czasem sytuacja ta zmieniła się na lepsze. Jednak przełom lat 1999 i 2000 popsuł nowe spółki. Wiele z planujących debiut firm zaczęło postrzegać wejście na giełdę wyłącznie jako "skok na kasę" - mówi jeden z uczestników ankiety PARKIETU.

Mająca w tym czasie miejsce internetowa hossa zaowocowała wycenami, o których wcześniej emitentom mogło się jedynie śnić. Jeszcze rok po jej korekcie oczekiwania zarządów upublicznianych firm znacznie rozbiegały się z możliwościami finansowymi rynku.

Np. oferta Hogi nie spotkała się z wystarczającym zainteresowaniem inwestorów. Zakończyła się przeniesieniami między transzami, a znaczną pulę walorów musiał objąć największy właściciel Hogi, firma Wasko. Z kolei BB Investment, główny udziałowiec poznańskiego Emaksu, obniżył cenę emisyjną spółki. Mimo to nie udało jej się sprzedać.

Recesja obniża prestiż

Recesja przyniosła weryfikację oczekiwań wielu właścicieli spółek. Wprawdzie nie oczekują oni już niebotycznych pieniędzy za akcje swoich firm, ale z drugiej strony, zniechęceni ogólną sytuacją na rynku, nie ustawiają się także w kolejce na parkiet. Mimo że warszawska GPW osiągnęła już dość wysokie stadium rozwoju i może spełniać swoje funkcje, to fakt, iż większość notowanych na niej spółek odczuwa wpływ zapaści i pokazuje ujemne wyniki, sprawił, że grono potencjalnych emitentów przerzedziło się.

Reklama
Reklama

- Dopóki gospodarka była w lepszym niż obecnie stanie, dopóty GPW stanowiła szansę na pozyskanie inwestora, a status publiczny niósł ze sobą jedynie pozytywny efekt - mówi jeden z naszych rozmówców. Inny wskazuje, że coraz częściej podnoszonym argumentem wyjaśniającym malejącą liczbę emitentów (nie tylko zresztą nowych) są koszty funkcjonowania na giełdzie. Kiedyś były one znikome w porównaniu z efektem marketingowym, jaki odnotowywała publiczna spółka. 40% ankietowanych przez nas analityków uważa, że prestiż, jakim cieszyły się firmy z GPW, słabnie: zjawisko to jest pochodną pogarszających się wyników finansowych i rosnącej liczby zagrożonych upadkiem emitentów.

Nie bez znaczenia jest tu również fakt, że uproszczono kryteria, jakie muszą spełnić spółki, aby Komisja Papierów Wartościowych i Giełd dopuściła ich walory do publicznego obrotu. A im łatwiej wejść do notowań, tym mniejszy prestiż ma giełdowa firma. Dlatego też, jak uważają specjaliści, "liczą się wyniki, a nie wizerunek utrwalony przez działania marketingowe". Jednocześnie również 40% ankietowanych sądzi, że giełda dodaje firmom prestiżu wynikającego z większej niż w przypadku spółek niepublicznych wiarygodności i przejrzystości. To z kolei ułatwia im kontakty biznesowe i znalezienie inwestora branżowego.

Analitycy podkreślają, że polskie spółki giełdowe w większości nieefektywnie wykorzystują środki, jakie pozyskały z publicznych emisji. Do takich firm zaliczają oni - oprócz bankrutów i firm zagrożonych upadłością - również te, które nie mają pomysłu na rozwój, z trudem go realizują bądź przetrzymują pozyskane pieniądze "na księgach" (np. Jutrzenka) lub lokują je np. w bonach skarbowych (w taki sposób działa np. katowicka Hoga).

Grupę tych najmniej efektywnych tworzą najbardziej spektakularne przypadki firm bardzo zadłużonych (Elektrim i Netia), a także ogólnie spółki związane ze Skarbem Państwa. Podzielone są zdania co do Prokomu. Mimo stabilnego wzrostu przychodów i zysku netto grupy, jeden z uczestników naszej ankiety wskazuje bowiem, iż nie można tu mówić o efektywnym wykorzystaniu szansy na rozwój, gdyż większość środków pozyskanych z giełdy Prokom przeznacza na pożyczki dla Prokomu Investment, spółki będącej znaczącym udziałowcem giełdowej firmy, a należącej do jej prezesa Ryszarda Krauze.

Ten sam analityk zastanawia się również nad efektywnością działań zarządu Agory, który mając zdolność zmobilizowania znacznych środków (ok. 1,5 mld zł) nie odnosi - jak dotąd - sukcesów w ich lokowaniu, mającym na celu organiczny wzrost medialnej firmy.

Reklama
Reklama

Spółki, których przedsiębiorczość analitycy oceniają na plus, można policzyć na palcach. Należą do nich ComputerLand i Polska Grupa Farmaceutyczna. Pozytywnie noty za efektywność otrzymały Farmacol, Amica, a także duże banki, m.in. Pekao SA.

Od Medicines do największej sieci hurtowni

Wskazany przez analityków PGF jest jednym z najlepszych przykładów firmy, która wyrosła dzięki giełdzie. W 1990 r. rozpoczęła działalność jako łódzka Hurtownia Leków Medicines. Cztery lata później przekształciła się w spółkę akcyjną. W 1997 r. KPWiG dopuściła ją do publicznego obrotu. Zanim jeszcze doszło do debiutu (luty 1999 r.), Medicines oraz dwa inne podmioty z branży (w tym Carbo - największa wówczas hurtownia leków w Polsce) podjęły decyzję o połączeniu. Jednak na giełdę trafiła sama Medicines - do legalizacji połączenia doszło dopiero pod koniec roku.

Dzięki pozyskanym z rynku środkom firmie udało się zredukować zatrudnienie i rozwinąć działalność. Rozpoczęła też konsolidację rynku poprzez kolejne akwizycje. Wykorzystała przy tym status spółki publicznej i dla części wchłanianych firm emitowała akcje, zamiast płacić gotówką. W ten sposób w struktury PGF trafiły firmy: Cefarm-B, Carbo, Biomedic oraz Urtica. Za gotówkę PGF kupiła akcje Eskulapa Łomża i Cefarmu Lublin. Połączenie z Cefarmem Poznań zakończyło proces budowy podstawowego kształtu giełdowej spółki, której roczne przychody sięgają blisko 3 mld zł.

Od pożyczonej betoniarki

do miliarda

Z kolei dobrym przykładem firmy, której do rozwoju giełda nie okazała się konieczna, jest producent materiałów budowlanych, Grupa Atlas. - Atlas jest spółką cywilną. W marcu będzie jawną, a do końca 2002 r. przekształci się w spółkę akcyjną. W związku z tym czas poważnego myślenia o giełdzie jeszcze nie nadszedł. Spółka przeszła bardzo konserwatywną drogę rozwoju - od pożyczonej betoniarki (bez kredytów, za to z inwestowaniem niemal całego zysku w rozwój) do Grupy Atlas, która po 11 latach istnienia osiągnęła w ubiegłym roku 1 miliard zł przychodów (przy dwucyfrowej rentowności) - mówi Roman Rojek, wiceprezes Grupy.

- Przy otwarciu na nowe technologie i metody zarządzania (w 2001 r. zostaliśmy uznani za najlepiej zinformatyzowaną firmę branży budowlanej) firma ciągle kierowana jest w sposób właścicielski. Myślenie o giełdzie musi więc być poprzedzone przemyśleniem zmiany systemu zarządzania. Przejście od właścicielskich do menedżerskich form kierowania jest sztuką. Zaczęliśmy już ją uprawiać - zapewnia wiceprezes.

Jego zdaniem, powody, dla których spółki interesują się warszawską GPW, to w kolejności: sposób na unikanie opodatkowania transakcji, możliwość dofinansowania, względy rozwojowe, marketingowe i prestiżowe. Zapytany o opinię na temat kondycji giełdowych firm, Roman Rojek stwierdził: - Spółki giełdowe są takie, jak nasza gospodarka. Nie dziwi nic! Wśród mocnych firm są i kiepskie. Tych ostatnich jest więcej.

Niedoszli emitenci

radzą sobie inaczej

Istnieje grono firm, które kilkakrotnie zapowiadały wejście na GPW, a także pewna grupa takich, których oferty z jakichś powodów nie doszyły do skutku. Nie oznacza to jednak, że przestały funkcjonować (choć i takie przypadki miały miejsce, np. Arena.pl). Vox Industrie, spółka-matka grupy kapitałowej Vox, zamierzała uplasować emisję swoich akcji jeszcze w 1998 rPo dwóch latach publicznej historii (we wrześniu 2000 r.) walory te zostały wycofane z obrotu.

W 1998 r. na akcje spółki nie znalazło się wystarczająco wielu chętnych. Kryzys na rynku rosyjskim, a potem załamanie także rynku krajowego sprawiły, że Vox ograniczył plany inwestycyjne i zrezygnował z emisji. - Nie zamierzaliśmy budować fabryk dla przyjemności - wspomina Piotr Voelkel, prezes Grupy Kapitałowej Vox.

Nie wyklucza, że w bliżej nie określonej przyszłości temat giełdy powróci. Jak jednak zastrzega, do notowań trafiłaby w takim przypadku nie grupa, ale wyspecjalizowana w jednej branży (np. meblowa) spółka. - W 1998 r. popełniliśmy błąd prezentując inwestorom firmę o zbyt skomplikowanej strukturze - przyznaje J. Voelkel, który wraz z żoną kontroluje grupę (45,3% głosów na jej WZA należało w 2000 r. do holenderskiej firmy Induico).

Dermika planów giełdowych nie ma. Dlaczego? Powodem jest nie tyko osobowość prawna firmy, która dopiero niedawno przekształciła się w spółkę prawa handlowego. - Upublicznienie firmy wiąże się z polityką informacyjną, która oznacza odsłonięcie się przed konkurencją - podaje jedną z głównych przyczyn sceptycyzmu dyrektor Dermiki Krzysztof Pigłowski.

Zgadza się z nim dyrektor finansowy jednej z firm meblarskich, która również myślała kiedyś o pozyskaniu środków za pośrednictwem giełdy. - Poważne myślenie o rozwoju spółki nie idzie w parze z funkcjonowaniem na giełdzie. Widać to dobrze choćby na przykładzie Wedla, którego właściciele wycofali go z obrotu - powiedział. W jego opinii, główne cele wprowadzenia firmy na giełdę to chęć konsumpcji wypracowanego przez nią zysku wypłacanego w postaci dywidendy i pozyskanie kapitału. Co do tego ostatniego elementu, wśród sceptyków pojawiają się głosy, że część spółek zwiększa za pośrednictwem giełdy kapitał zakładowy, aby zwiększyć swoją zdolność kredytową.

Giełda dla wychodzących

z inwestycji

Jednym z ważniejszych dla warszawskiego rynku pierwotnego źródłem emitentów są Skarb Państwa i fundusze venture capital. Jeszcze na początku 2002 r. na giełdę trafiło Eldorado, jedna ze spółek portfelowych Enterprise Investors, firmy zarządzającej funduszami venture capital, dla których GPW jest jednym ze sposobów wyjścia z inwestycji. EI jest pod tym względem najaktywniejszą firmą inwestycyjną. Do jej portfelowych spółek należały m.in.: Polfa Kutno, Grupa Kęty, PGF, CSS, Bauma, Stomil Sanok (od trzech lat trwają próby jego wycofania z rynku) oraz Elektrobudowa. Być może na giełdę trafią akcje także innych spółek EI, takich jak choćby wnętrzarski Dekorador (dawny Piękny Świat SA) czy Zielona Budka, a w najbliższej przyszłości - jubilersko-odzieżowy holding W. Kruk

Żadnych doświadczeń z warszawską GPW nie ma na razie Innova Capital, inna z grupy firm zarządzających funduszami venture capital w naszym regionie. Z sukcesem uplasowała ona natomiast akcje jednej ze swoich spółek portfelowych (Euronet) na nowojorskim Nasdaq. - Z punktu widzenia funduszu takiego jak nasz, giełda stanowi jeden z dwóch sposobów wyjścia z inwestycji czy też zwiększenia płynności akcji - mówi Artur Cąkała, partner w Innova Capital. Jego zdaniem, korzyści, jakie czerpie spółka z faktu bycia publiczną, to przede wszystkim zwiększona wiarygodność, a dopiero w drugiej kolejności dostęp do kapitału.

Według ostatnich zapowiedzi, fundusze Innovy do 2005 r. zainwestują w polskie spółki medialne 85 mln euro. - Generalnie nie zamierzamy wprowadzać spółek na warszawską giełdę, gdyż jest ona mało płynna - zapowiedział jednak Robert Conn, partner zarządzający Innova Capital.

Lepiej późno niż wcale?

Jeszcze do niedawna podmiotem, który mógł wprowadzić na GPW znaczną liczbę akcji, był Skarb Państwa. Nowy szef tego resortu Wiesław Kaczmarek zapowiedział jednak, że w 2002 r. raczej nie należy oczekiwać nowych ofert. Wśród spółek, których udziałowcem jest Skarb Państwa i które zapowiadały swój debiut na warszawskim parkiecie już jakiś czas temu, jeJak się jednak dowiedzieliśmy, nie rozpoczęto jeszcze żadnych przygotowań do wprowadzenia firmy do obrotu. Tymczasem jej rentowność z roku na rok maleje, choć w głównej mierze z powodu niekorzystnego dla stoczni kursu wymiany złotego i dolara.

Podstawowym celem upublicznienia byłoby pozyskanie środków na rozwój. Względy podatkowe - przynajmniej w przypadku Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego, którego założycielami są członkowie zarządu Stoczni - nie odgrywają tu raczej wielkiej roli - mówi Arkadiusz Aszyk, doradca prezesa Stoczni.

Obecnie 21 mln akcji Stoczni podzielonych jest między Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny, Skarb Państwa i instytucje finansowe (Kredyt Bank, PZU, PZU Życie i Wartę), spółkę EVIP Progress oraz byłych i obecnych pracowników.

Za lata 1998 i 1999 z zysku Stoczni akcjonariuszom wypłacono jeszcze dywidendę (ok. 30 gr na akcję). Zaniechano tego jednak w latach następnych, w związku ze spadkiem dochodowości przedsiębiorstwa. Podczas gdy w 1998 r. zysk netto SG wyniósł 113 mln zł, rok później było to już tyko 28 mln zł, a w kolejnym 11,6 mln zł. Rok 2001 r. firma zamierza zamknąć wynikiem dodatnim, ale nie wyższym niż rok wcześniej. Przychody obniżą się do 450 mln USD z 500 mln USD na koniec 2000 r. Spadająca rentowność Stoczni zaowocowała w ostatnich tygodniach strajkami pracowników, zagrożonych grupowymi zwolnieniami.

Jacek Szwajcowski,

prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej

Myślę, że nasze wejście na giełdę był przełomowym momentem nie tylko dla Polskiej Grupy Farmaceutycznej, ale i dla całego procesu konsolidacji rynku dystrybucji farmaceutyków. Staliśmy się, działając jeszcze wtedy pod nazwą Medicines, pierwszą spółką z branży notowaną na warszawskim parkiecie. Bez środków uzyskanych z publicznej emisji nie bylibyśmy w stanie doprowadzić do powstania firmy o ogólnopolskim zasięgu. Dzięki giełdzie PGF stała się największym przedsiębiorstwem w branży, które może skutecznie konkurować w Polsce z największymi europejskimi dystrybutorami farmaceutyków.

Roman Rojek,

wiceprezes Grupy Atlas

- Przy otwarciu na nowe technologie i metody zarządzania (w 2001 r. zostaliśmy uznani za najlepiej zinformatyzowaną firmę branży budowlanej) firma ciągle kierowana jest w sposób właścicielski. Myślenie o giełdzie musi więc być poprzedzone przemyśleniem zmiany systemu zarządzania. Przejście od właścicielskich do menedżerskich form kierowania jest sztuką. Zaczęliśmy już ją uprawiać.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama