Spółki, których przedsiębiorczość analitycy oceniają na plus, można policzyć na palcach. Należą do nich ComputerLand i Polska Grupa Farmaceutyczna. Pozytywnie noty za efektywność otrzymały Farmacol, Amica, a także duże banki, m.in. Pekao SA.
Od Medicines do największej sieci hurtowni
Wskazany przez analityków PGF jest jednym z najlepszych przykładów firmy, która wyrosła dzięki giełdzie. W 1990 r. rozpoczęła działalność jako łódzka Hurtownia Leków Medicines. Cztery lata później przekształciła się w spółkę akcyjną. W 1997 r. KPWiG dopuściła ją do publicznego obrotu. Zanim jeszcze doszło do debiutu (luty 1999 r.), Medicines oraz dwa inne podmioty z branży (w tym Carbo - największa wówczas hurtownia leków w Polsce) podjęły decyzję o połączeniu. Jednak na giełdę trafiła sama Medicines - do legalizacji połączenia doszło dopiero pod koniec roku.
Dzięki pozyskanym z rynku środkom firmie udało się zredukować zatrudnienie i rozwinąć działalność. Rozpoczęła też konsolidację rynku poprzez kolejne akwizycje. Wykorzystała przy tym status spółki publicznej i dla części wchłanianych firm emitowała akcje, zamiast płacić gotówką. W ten sposób w struktury PGF trafiły firmy: Cefarm-B, Carbo, Biomedic oraz Urtica. Za gotówkę PGF kupiła akcje Eskulapa Łomża i Cefarmu Lublin. Połączenie z Cefarmem Poznań zakończyło proces budowy podstawowego kształtu giełdowej spółki, której roczne przychody sięgają blisko 3 mld zł.
Od pożyczonej betoniarki
do miliarda
Z kolei dobrym przykładem firmy, której do rozwoju giełda nie okazała się konieczna, jest producent materiałów budowlanych, Grupa Atlas. - Atlas jest spółką cywilną. W marcu będzie jawną, a do końca 2002 r. przekształci się w spółkę akcyjną. W związku z tym czas poważnego myślenia o giełdzie jeszcze nie nadszedł. Spółka przeszła bardzo konserwatywną drogę rozwoju - od pożyczonej betoniarki (bez kredytów, za to z inwestowaniem niemal całego zysku w rozwój) do Grupy Atlas, która po 11 latach istnienia osiągnęła w ubiegłym roku 1 miliard zł przychodów (przy dwucyfrowej rentowności) - mówi Roman Rojek, wiceprezes Grupy.
- Przy otwarciu na nowe technologie i metody zarządzania (w 2001 r. zostaliśmy uznani za najlepiej zinformatyzowaną firmę branży budowlanej) firma ciągle kierowana jest w sposób właścicielski. Myślenie o giełdzie musi więc być poprzedzone przemyśleniem zmiany systemu zarządzania. Przejście od właścicielskich do menedżerskich form kierowania jest sztuką. Zaczęliśmy już ją uprawiać - zapewnia wiceprezes.
Jego zdaniem, powody, dla których spółki interesują się warszawską GPW, to w kolejności: sposób na unikanie opodatkowania transakcji, możliwość dofinansowania, względy rozwojowe, marketingowe i prestiżowe. Zapytany o opinię na temat kondycji giełdowych firm, Roman Rojek stwierdził: - Spółki giełdowe są takie, jak nasza gospodarka. Nie dziwi nic! Wśród mocnych firm są i kiepskie. Tych ostatnich jest więcej.
Niedoszli emitenci
radzą sobie inaczej
Istnieje grono firm, które kilkakrotnie zapowiadały wejście na GPW, a także pewna grupa takich, których oferty z jakichś powodów nie doszyły do skutku. Nie oznacza to jednak, że przestały funkcjonować (choć i takie przypadki miały miejsce, np. Arena.pl). Vox Industrie, spółka-matka grupy kapitałowej Vox, zamierzała uplasować emisję swoich akcji jeszcze w 1998 rPo dwóch latach publicznej historii (we wrześniu 2000 r.) walory te zostały wycofane z obrotu.
W 1998 r. na akcje spółki nie znalazło się wystarczająco wielu chętnych. Kryzys na rynku rosyjskim, a potem załamanie także rynku krajowego sprawiły, że Vox ograniczył plany inwestycyjne i zrezygnował z emisji. - Nie zamierzaliśmy budować fabryk dla przyjemności - wspomina Piotr Voelkel, prezes Grupy Kapitałowej Vox.
Nie wyklucza, że w bliżej nie określonej przyszłości temat giełdy powróci. Jak jednak zastrzega, do notowań trafiłaby w takim przypadku nie grupa, ale wyspecjalizowana w jednej branży (np. meblowa) spółka. - W 1998 r. popełniliśmy błąd prezentując inwestorom firmę o zbyt skomplikowanej strukturze - przyznaje J. Voelkel, który wraz z żoną kontroluje grupę (45,3% głosów na jej WZA należało w 2000 r. do holenderskiej firmy Induico).
Dermika planów giełdowych nie ma. Dlaczego? Powodem jest nie tyko osobowość prawna firmy, która dopiero niedawno przekształciła się w spółkę prawa handlowego. - Upublicznienie firmy wiąże się z polityką informacyjną, która oznacza odsłonięcie się przed konkurencją - podaje jedną z głównych przyczyn sceptycyzmu dyrektor Dermiki Krzysztof Pigłowski.
Zgadza się z nim dyrektor finansowy jednej z firm meblarskich, która również myślała kiedyś o pozyskaniu środków za pośrednictwem giełdy. - Poważne myślenie o rozwoju spółki nie idzie w parze z funkcjonowaniem na giełdzie. Widać to dobrze choćby na przykładzie Wedla, którego właściciele wycofali go z obrotu - powiedział. W jego opinii, główne cele wprowadzenia firmy na giełdę to chęć konsumpcji wypracowanego przez nią zysku wypłacanego w postaci dywidendy i pozyskanie kapitału. Co do tego ostatniego elementu, wśród sceptyków pojawiają się głosy, że część spółek zwiększa za pośrednictwem giełdy kapitał zakładowy, aby zwiększyć swoją zdolność kredytową.
Giełda dla wychodzących
z inwestycji
Jednym z ważniejszych dla warszawskiego rynku pierwotnego źródłem emitentów są Skarb Państwa i fundusze venture capital. Jeszcze na początku 2002 r. na giełdę trafiło Eldorado, jedna ze spółek portfelowych Enterprise Investors, firmy zarządzającej funduszami venture capital, dla których GPW jest jednym ze sposobów wyjścia z inwestycji. EI jest pod tym względem najaktywniejszą firmą inwestycyjną. Do jej portfelowych spółek należały m.in.: Polfa Kutno, Grupa Kęty, PGF, CSS, Bauma, Stomil Sanok (od trzech lat trwają próby jego wycofania z rynku) oraz Elektrobudowa. Być może na giełdę trafią akcje także innych spółek EI, takich jak choćby wnętrzarski Dekorador (dawny Piękny Świat SA) czy Zielona Budka, a w najbliższej przyszłości - jubilersko-odzieżowy holding W. Kruk
Żadnych doświadczeń z warszawską GPW nie ma na razie Innova Capital, inna z grupy firm zarządzających funduszami venture capital w naszym regionie. Z sukcesem uplasowała ona natomiast akcje jednej ze swoich spółek portfelowych (Euronet) na nowojorskim Nasdaq. - Z punktu widzenia funduszu takiego jak nasz, giełda stanowi jeden z dwóch sposobów wyjścia z inwestycji czy też zwiększenia płynności akcji - mówi Artur Cąkała, partner w Innova Capital. Jego zdaniem, korzyści, jakie czerpie spółka z faktu bycia publiczną, to przede wszystkim zwiększona wiarygodność, a dopiero w drugiej kolejności dostęp do kapitału.
Według ostatnich zapowiedzi, fundusze Innovy do 2005 r. zainwestują w polskie spółki medialne 85 mln euro. - Generalnie nie zamierzamy wprowadzać spółek na warszawską giełdę, gdyż jest ona mało płynna - zapowiedział jednak Robert Conn, partner zarządzający Innova Capital.
Lepiej późno niż wcale?
Jeszcze do niedawna podmiotem, który mógł wprowadzić na GPW znaczną liczbę akcji, był Skarb Państwa. Nowy szef tego resortu Wiesław Kaczmarek zapowiedział jednak, że w 2002 r. raczej nie należy oczekiwać nowych ofert. Wśród spółek, których udziałowcem jest Skarb Państwa i które zapowiadały swój debiut na warszawskim parkiecie już jakiś czas temu, jeJak się jednak dowiedzieliśmy, nie rozpoczęto jeszcze żadnych przygotowań do wprowadzenia firmy do obrotu. Tymczasem jej rentowność z roku na rok maleje, choć w głównej mierze z powodu niekorzystnego dla stoczni kursu wymiany złotego i dolara.
Podstawowym celem upublicznienia byłoby pozyskanie środków na rozwój. Względy podatkowe - przynajmniej w przypadku Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego, którego założycielami są członkowie zarządu Stoczni - nie odgrywają tu raczej wielkiej roli - mówi Arkadiusz Aszyk, doradca prezesa Stoczni.
Obecnie 21 mln akcji Stoczni podzielonych jest między Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny, Skarb Państwa i instytucje finansowe (Kredyt Bank, PZU, PZU Życie i Wartę), spółkę EVIP Progress oraz byłych i obecnych pracowników.
Za lata 1998 i 1999 z zysku Stoczni akcjonariuszom wypłacono jeszcze dywidendę (ok. 30 gr na akcję). Zaniechano tego jednak w latach następnych, w związku ze spadkiem dochodowości przedsiębiorstwa. Podczas gdy w 1998 r. zysk netto SG wyniósł 113 mln zł, rok później było to już tyko 28 mln zł, a w kolejnym 11,6 mln zł. Rok 2001 r. firma zamierza zamknąć wynikiem dodatnim, ale nie wyższym niż rok wcześniej. Przychody obniżą się do 450 mln USD z 500 mln USD na koniec 2000 r. Spadająca rentowność Stoczni zaowocowała w ostatnich tygodniach strajkami pracowników, zagrożonych grupowymi zwolnieniami.
Jacek Szwajcowski,
prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej
Myślę, że nasze wejście na giełdę był przełomowym momentem nie tylko dla Polskiej Grupy Farmaceutycznej, ale i dla całego procesu konsolidacji rynku dystrybucji farmaceutyków. Staliśmy się, działając jeszcze wtedy pod nazwą Medicines, pierwszą spółką z branży notowaną na warszawskim parkiecie. Bez środków uzyskanych z publicznej emisji nie bylibyśmy w stanie doprowadzić do powstania firmy o ogólnopolskim zasięgu. Dzięki giełdzie PGF stała się największym przedsiębiorstwem w branży, które może skutecznie konkurować w Polsce z największymi europejskimi dystrybutorami farmaceutyków.
Roman Rojek,
wiceprezes Grupy Atlas
- Przy otwarciu na nowe technologie i metody zarządzania (w 2001 r. zostaliśmy uznani za najlepiej zinformatyzowaną firmę branży budowlanej) firma ciągle kierowana jest w sposób właścicielski. Myślenie o giełdzie musi więc być poprzedzone przemyśleniem zmiany systemu zarządzania. Przejście od właścicielskich do menedżerskich form kierowania jest sztuką. Zaczęliśmy już ją uprawiać.