finansowania znacznie obciążają wyniki finansowe. Na tej spółce prędzej
doszukałbym się możliwości wzrostu. Z polskich ciekawostek mieliśmy jeszcze
we wtorek anulowanie kary nałożonej na TPS, czego efektem był start w kosmos
kursu TPS. Lot nie trwał zbyt długo, bo o anulowania tej kary rynek
spodziewał się od dawna, a do tego nad tymi papierami wisi widmo podaży
akcji, którymi rząd kapitalnie dokapitalizował dwa banki. Odbicie na tej
spółce pozwoliło po raz kolejny ocalić luki hossy. Analogiczną kosmiczną
odyseję mogliśmy oglądać w środę, gdy z nieco mniej poważnych powodów do
ataku ruszył popyt na PKN. A jaki powód ? "Prezes PKN Orlen, Zbigniew Wróbel
powiedział, że jego spółka w ciągu najbliższych miesięcy rozpatrzy
możliwości uzyskania dostępu do złóż ropy naftowej". Powtórzę ... w ciągu
najbliższych miesięcy rozpatrzy możliwości. Chciałoby się dodać coś jeszcze
o poszukiwaniu skarbów. No cóż, czasami obserwacja reakcji inwestorów może
być bardzo pasjonująca. Choć trochę rozrywki i emocji w tym morzu marazmu
Ale my chcemy więcej ! Po bańce spekulacyjnej ostatnich lat, szaleństwie na
Nasdaq czy poterorystycznych krachach, wahania pojedynczych spółek nie robią
na nas zbytniego wrażenia. Dech w piersiach zapiera jedynie takie szaleństwo
jakie oglądaliśmy w środę na amerykańskich giełdach. Zapewne mało kto zdaje
sobie sprawę, że za jakiś czas opowiadać będzie swoim pełnyie zmienił ani neutralnego nastawienia, ani
stóp procentowych. Decyzja powszechnie oczekiwana i nie wywołała prawie
żadnej reakcji. Ostatnie gorsze dane ekonomiczne postawiły duży znak
zapytania nad dalszym ożywieniem gospodarczym i co najważniejsze, nad
wzrostem zysków spółek (stali czytelnicy chyba nie mają wątpliwości, że
boomu nie będzie) więc decyzja uzasadniona. Główną atrakcją dnia stały się
posesyjne wyniki Cisco. Wyniki znacznie lepsze od oczekiwanych i trudno
byłoby napisać coś innego, jak to, że były to dobre wyniki. Pytanie tylko co
to znaczy dobre wyniki. Czy ostatni zysk PEO jest dobry ? Oczywiście tak,
ale czy byłby tak samo optymistyczny, gdyby PEO kosztowało 233 pln ? Wtedy
zysków oczekiwanoby chyba zupełnie innych. Podobnie jest z cesarzem
amerykańskiej spekulacji spółką Cisco. Podała świetne wyniki, tyle tylko, że
jej wycena dyskontuje jeszcze więcej. To, że spółka po wynikach rośnie 25%
zaskoczeniem oczywiście być nie powinno, ale chyba każdy dobrze wie, że to
specyfika jedynie amerykańskiego rynku. Czy w długim terminie słuszna ? No
cóż - Cisco tak samo rosło na kilkakrotnie wyższych poziomach niż obecnie.
Obecnie wycena tych akcji patrząc na wskaźnik P/E (przez wielu niesłusznie
niedoceniany - choć przyznam, że to tylko dodatek) jest zdecydowania za
wysoka. P/E dla Cisco wynosi czterokrotnie więcej niż historyczna średnia
wycena akcji (około 13) - czyli jesteśmy na poziomie internetowego bąbla.
Zresztą nie tylko ta jedna spółka. Na koniec kwietnia cały Nasdaq100 (2/3
kapitalizacji Nasdaq) przekroczył P/E 56. Chwilo trwaj. Uważni czytelnicy
zauważyli pewnie, że piszę co jakiś czas o P/E a to mimo spadku indeksów
wcale nie spada. Wyjaśnienie jest proste. Zyski spółek spadają wraz z
akcjami i to, że jesteśmy dużo dużo niżej, nie znaczy wcale, że rynek nie
jest przewartościowany. Wróćmy jednak do pamiętnej środy, bo w tym tygodniu
była to jedyna rzecz, którą można było się pasjonować. Na nasz rynek wzrost
ten nie miał żadnego wpływu. Wręcz kosmetyczne zmiany na kolejnej sesji
mogły ponownie przyprawić inwestorów o uczucie niedosytu. Nikt jednak nie
dał się nabrać na rajd niedźwiedzia. Zresztą tylko niektórzy amerykańscy
analitycy próbowali dość karkołomnie tłumaczyć ten wzrost inaczej, niż
rajdem niedźwiedzia. Rynek był ogromnie wyprzedany, a ilość akcji wziętych
na krótko (lub pochodnych) sięgała zenitu. Wystarczył impuls, by misie w
popłochu zaczęły uciekać. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że zamykanie
krótkich na wyprzedanym rynku (w USA !) wywołuje tak silne odbicia. To
właśnie misie misiom zgotowały ten los.
Nieco żałuję, że nasz rynek nie dał się nabrać na taką hossę, choć wybicia z
horyzontu górą w tym tygodniu trudno było oczywiście oczekiwać. W tym
tygodniu cała siła skupiona była raczej na obronie wsparć. Czy taki rajd
Nasdaq może dawać podstawy do stwierdzenia, że dno wyprzedaży zostało
osiągnięte i teraz "wszystko już będzie inaczej" ? Takie to właśnie teksty
przeczytać można było po środowej sesji. W weekend gdy cały wzrost został
już zniesiony optymizmu tak dużo nie ma, ale zamiast gdybać zobaczmy czy da
się coś z takich rajdów wyczytać. Oczywiście najlepiej na podstawie
historycznych notowań. W ostatnich latach zmienność rynków była ogromna,
więc nie trudno znaleźć takie jednodniowe euforie czy paniki. Rajd z tego
tygodnia był ósmym największym wzrostem Nasdaq !!! Czy to nie jest mocny
byczy sygnał kupna ? Wręcz odwrotnie !! To potwierdza jedynie moje prognozy
tonięcia USS Nasdaq w kierunku wrześniowego dna. Dlaczego ? Od początku 1990
r. spośród 50 największych wzrostów Nasdaq aż 72% wystąpiło w czasie
ostatniej bessy. Prawie natychmiast zostały znoszone, lub zabierało to
zwykle niza sygnał kupna, był w ciągu kilku
tygodni poddawany okrutnym torturom przypatrywania się jak topnieje jego
kapitał. Wytłumaczenie wydaje się dość logiczne. Skoro rynek mocno spada i
nie ma popytu na akcje, to po wzroście prawie 10% nie będzie go tym
bardziej. Jedyni którzy wtedy kupują to posiadacze krótkich pozycji
realizujący pokaźne zyski i broniący się przed ich zmniejszeniem. Taka to
już natura misia, który w przeciwieństwie do byków, straty może mieć
nieograniczone. Tutaj pożyczone akcje, lub pochodne, zamyka się bez względu
na cenę, nie czekają aż odbije. Tak więc po każdym takim wyskoku Nasdaq
notował kolejne minima i w dłuższym terminie droga w kierunku ostatnich
dołków jest cały czas otwarta.
O ciekawych Stanach powoli kończę i wracam do naszego mizernego rynku. Warto
jednak jeszcze zerknąć na kalendarz nadchodzącego tygodnia. Z danych
ekonomicznych rewelacji być nie powinno. We wtorek sprzedaż detaliczna ma
wzrosnąć do 0,5%, bez samochodów +0,4%, w środę CPI (lekceważone dane na
razie...na razie) i produkcja przemysłowa, później sytuacja na rynku
nieruchomości i dane o zasiłkach, a tydzień zakończy niezmieniony indeks
nastroju Univ Michigan. Bardziej zwracałbym uwagę na wyniki spółek, które
odnosić trzeba nie do logiki, ale do przewidywań analityków. Z całej listy
najważniejszy jest chyba czwarkowy Dell, który po wynikach Cisco powinien
także zachwycić rynek. Sesja może być fatalna jeśli spółka rozczaruje obecne
bardzo pozytywne oczekiwania. Przydałyby się jeszcze wykresy. Nasdaq.gif i
Dow.gif Na Nasdaq najbliższe tygodnie (o ile nie miesiące) będzie mieć
miejsce walka chciwości (obrony dołka) ze strachem (przed
przewartościowaniem). Kto wygra w tej chwili bardzo trudno powiedzieć, ale
przy zejściu pod 1500 próbowałbym łapać krótkoterminowy dołek. Przebić się
przez 1400 będzie niezmiernie ciężko i na obecną chwilę bym się o to nie
zakładał. Jeśli chodzi o Dow to tutaj jak widać na wykresie nie jest wcale
tak źle. Zresztą fundamenty mimo, że nie zachwycają, to firmy tutaj nie są
tak oderwane od rzeczywistości. Optymistą oczywiście też nie jestem, ale
rynek był i będzie mocniejszy od młodszego kolegi.
Tyle ciekawostek i elitarnego giełdowego świata. Wracamy do szarej burej
rzeczywistości marazm na naszym rynku. Temat walki o złotówkę i Bazylikę
Bożego Narodzenia pomijam, gdyż artykułów w gazetach jest na ten temat
dziesiątki i sprawa dość dokładnie została opisana i skomentowana. Jeśli
chodzi o ogólną ocenę sytuacji na GPW to moim skromnym zdaniem spółki na
naszym rynku, podobnie jak światowa czołówka trochę wyskoczyły ponad swoją
uzasadnioną wycenę. Spadki jednak nie są tak oczywiste. Fundusze w
większości bardzo mocno zaangażowały się na parkiecie i odpuszczenie rynku
byłoby teraz bardzo niepożądane. Dopóki wycena spółek nie stanie się jawnym
przewartościowaniem dla całego rynku, dopóty możemy spokojnie czekać na
obecnych poziomach, na nieco szybsze ożywienie gospodarcze, spłatę
zaległości ZUS"u, lub zwiększone zainteresowaniem naszym rynkiem w związku z
wchodzeniem do UE. Na razie żadnych widoków na którykolwiek z wymienionych
czynników pro wzrostowych nie ma, ale fundusze spokojnie czekają co się
wykluje z tego naszego zgniłego jaja. Dla indywidualnych inwestorów to
straszna mordęga, ale tak naprawdę, dla funduszy bajka. Nie trzeba zabijać
się o stopy zwrotu, bo wszystkie są podobne. Nie trzeba martwić się przeceną
portfela, zaangażowaniem konkurencji itd. itp. Marazm to dla funduszy piękna
rzecz, bo przecież nikt im za wyniki tak naprawdę nie zapłaci. Ważne by nie
dopłacać prawda ? My maluchy coś jednak musimy zarabiać i krew się trochę
burzy. Czy jest jakaś szansa na wybicie ? Nawe i jakże pasjonujące Srednie.gif Jeśli chodzi o wykresy to tutaj
sytuacja wydaje się dość klarowna, choć by z niej skorzystać musi nastąpić
wybicie. Wybicie z czego ? Z ładnego klina, który świeczki wyrysowały na
wykresie Dzienny_wig20.gif Podobna sytuacja na wykresie Dzienny_fut.gif Mam
jednak trochę wątpliwości co do skuteczności wybicia z tych klinów. Nutkę
niepewności zasiał u mnie tak długi horyzont w jakim trwa nasz rynek.
Wprawdzie sygnał techniczny byłby nie podważalny, ale chciałbym, by zostało
to także potwierdzone wyjściem poza obszary marazmu. W dół takiego problemu
nie ma. Zamknięcie luk hossy na obu rynkach wraz z wybiciem dołem klina
byłoby jasnym sygnałem sprzedaży. Jednak szczerze mówiąc nie widzę co w
obecnej sytuacji może sprowadzić nas parę procent niżej (czytaj, zmusi
fundusze do odpuszczenia). Luki hossy tak mocno są bronione, rynki
amerykańskie już tak wyprzedane, że jakieś większe spadki są dość mało
prawdopodobne. Jeśli chodzi o wzrosty, to tutaj oba rynki musiałyby po
wyjściu z klina powalczyć jeszcze na poziomach okolic 1360 pkt.
Z jaką determinacją bronione są luki hossy i podtrzymywane nadzieje na
wzrost w górny obszar konsolidacji pokazują najlepiej dobrze znane z
codziennych komentarzy wykresy Intraday_fut.gif i Intraday_wig20.gif Na
razie nie dostaliśmy jasnego sygnału końca horyzontu i walka trwa nadal.
Prognozować na takim rynku nie ma sensu. Jedynie trzeba reagować. A kiedy
przyjdzie nam obejrzeć kilkuprocentowe dzienne zmiany indeksów ? Chyba
dopiero gdy pójdę do fryzjera, a ten w czasie pracy powie mi od niechcenia,
że nie może już znieść tego giełdowego marazmu ;-) Jeśli ktoś nie może
powstrzymać się od zawierania transakcji do czasu wybicia, to strategia się
nie zmieniła. Mimo, że w końcu kiedyś okaże się stratna, to cały czas
obowiązuje sprawdzające się kupno na lukach hossy i sprzedaż w okolicach
oporów na 1360 pkt.
[email protected]