tych wykresach pogubił, to wystarczy policzyć sobie, że część zagranicznych
indeksów zbliża się do wrześniowych dołków, podczas gdy nasz rynek jest 30%
wyżej w stosunku do tego poziomu (977 pkt / 1312 pkt / 977 pkt.). Wnioski są
chyba dość jasne. Rozpatrując tylko z perspektywy ostatnich miesięcy,
zaległości w spadkach to minimum 10-15% i nie tyczy się to tylko tych
wymienionych wyżej zagranicznych rynków.
Nasuwają się w związku z tym dwa pytania. Pierwsze to - kto z zagranicy kupi
tak drogie akcje ? Odpowiedź dały ostatnie komunikaty Bank of New York.
Przypomnę, że ostatnio przy szczytach właśnie ten inwestor mocno uciekał z
największych polskich spółek. Warto przy okazji też zastanowić się, w jaki
sposób po raz kolejny, tuż przed przeceną, zagraniczni inwestorzy tak
ładnie nafaszerowali nasze fundusze i czy zagraniczne powiązania kapitałowe
naszych OFE nie są tutaj bez znaczenia ? Wniosek co do zagranicznego
kapitału jest prosty. Nie ujrzymy go szybko na rodzimym parkiecie, dopóki
wycena spółek będzie znacznie wyższa od ich europejskich odpowiedników.
Drugie pytanie to - dlaczego nasza giełda jest taka silna ? Spekulant
powie - "jest bo jest" i zawracać sobie tym głowy nie będzie. Teorii bowiem
może być bardzo dużo, a w każdej znaleźć można tylko odrobinę prawdy. Nie
będę jednak oryginalny, bo chyba nie o t PKB... etc) mogą
zrobić tylko fundusze. Zresztą nikt temu nie zaprzecza, a na ostatnim
spotkaniu analityków i funduszy emerytalnych z przedstawicielami rządu, OFE
"zwracały uwagę na dysproporcję między potrzebami inwestycyjnymi gospodarki,
a ich możliwościami". Fundusze nie mają w co inwestować i krzyczą o tym nie
od dzisiaj. Oczywiście co komu szkodzi podnieść Wig20 na 2000 pkt. ? Tak już
jakoś jest, że szkodzi......i to mocno. Sam głos funduszy przemówił, że
"pieniędzy leżących OFE nie można zmarnować, ani też doprowadzić do
powstania bąbla spekulacyjnego. Tu chodzi o bezpieczeństwo przyszłych
emerytów, o jakość ich portfeli". Dobrze, że ktoś to jeszcze dostrzega.
Trudno obecne zachowanie nazwać bąblem, ale chyba każdy widzi jak
nieracjonalnie zachowuje się nasz rynek, czego początkowe porównanie do
zagranicy najlepszym przykładem. Ciężko inwestować na parkiecie, który nawet
w średnim terminie uzależniony jest od kaprysu dużych graczy, a nie
światowych trendów na giełdach, czy wyników firm/gospodarki. A jak źle jest
z gospodarką pokazują kolejne dane (oczywiście z magicznym stwierdzeniem
"następny kwartał"). Produkcja przemysłowa spadła w maju 1,6% i to
oczywiście rozczarowujące dane. Zresztą podobnie ma się sprawa w
Eurolandzie, a produkcja przemysłowa dla tej strefy zamiast wzrosnąć,
spadła o 0,5% i to nie jedyne złe dane, co dla nas akurat nie jest bez
znaczenia. Eksport już nie pomoże jak kiedyś, szczególnie przy tym poziomie
złotówki. Polskie PKB w pierwszym kwartale, jak pamiętamy wystrzelić miało
jak z procy. Mamy jedynie skromne 0,5%, a kolejny kwartał (szczególnie po
danych o produkcji i upadku SS) nie szykuje się wcale lepiej. Kurczą się
inwestycje, bezrobocie pozostaje nadal na wysokim poziomie (obecny spadek,
jest sezonowy i znacznie mniejszy niż można było się spodziewać - przy
wynikach amerykańskich firm odebrano by to za wzrost ;-), zduszona inflacja
cieszy oko, ale nie gospodarkę, a do tego wszystkiego w czerwcu spadły
indeksy koniunktury. Wskaźnik optymizmu konsumentów sporządzany przez
Demoskop, z powodu pogorszenia się ocen sytuacji gospodarczej i jej
perspektyw, obniżył się z 78 do 74 i brakuje już tylko 6 pkt do 10 letniego
minimum ustanowionego w marcu. Klimat koniunktury w handlu detalicznym też
pesymistyczny, w przetwórstwie przemysłowym "nieco mniej pesymistyczne niż
przed rokiem, ale gorsze niż w maju", a bieżąca i przyszła sytuacja
finansowa przedsiębiorstw, chyba nie jest niespodzianką, że oceniana jest
negatywnie. To oficjalne komunikaty, a nie moje oceny. Teraz wszystko to
można zebrać razem, napisać po kolei na kartce, wydrukować, pokiwać ze
smutkiem głową i wysłać faksem do każdego OFE ;-) Żartuje oczywiście, bo
stan polskiej gospodarki i spółek każdy zna tam na pewno 10 razy lepiej niż
ja, ale jak pisałem na początku fundusze nie mają na razie żadnej
alternatywy dla inwestycji giełdowych. Dalej będą inwestować nawet w
kiepskie spółki, a obecne mocne wypełnienie portfeli akcjami nie pozwalało i
zapewne nie będzie jeszcze pozwalać na jakieś większe przeceny.
I w takich to właśnie warunkach przyszło mi analizować nasz rynek. Nie
popadam w manie OFE i daleki jestem od demonizowania którejkolwiek strony
rynku, ale przez ostatnie miesiące bardzo dobitnie przekonany zostałem, że
to właśnie fundusze rządzą na razie naszym rynkiem i dopóki działają w dość
zdyscyplinowany sposób, a na rynku nie ma niespodzianek typu stocznia, to są
w stanie zrobić dosłownie wszystko w granicach nieprzyzwoitości. W dłuższym
terminie oczywiście nie ma innej możliwości jak taka, by wycena spółek była
adekwatna do ich kondycji (i klimatu inwestycyjnego), podobnie jak niestety
niewskim. Wszystko związane z
projektem nowelizacji ustawy o NBP. Temat chyba każdy zna, więc opisywać nie
będę, wspomnę tylko o jednej wypowiedzi premiera, który mocno mnie rozbawił.
Mam bowiem wrażenie, że komentarz premiera do spotkania Prezydenta z
prezesem NBP był trochę nieprzemyślany, a jego ton niczym się nie różnił od
poprzedniego atakowania RPP. Tyle tylko, że teraz sytuacja była nieco inna i
co innego ustalano. Premier chyba jako jedyny tego nie dostrzegł, lub
umiejętnie został przez dziennikarzy sprowokowany. Skutek jednak tego taki,
że z publicznej krytyki trudno było się wycofać, a po dość karkołomnych
próbach uzasadniania swojej oceny, premier w końcu powiedział (Radio Zet),
że to "dziennikarze ulegli jakiejś mistyfikacji" i obarczył ich cała winą za
zamieszanie ;-). Nie wnosi to nic do sprawy RPP, oprócz nieprzyjemnej
atmosfery, na którą wyczuleni są zagraniczni inwestorzy (nieprzyzwyczajeni
do takich zachowań u siebie), ale ci i tak już od nas uciekają.
Z innego zamieszania nieciekawie zrobiło się w Brazylii. Szczerze mówiąc nie
wiem po co ja to piszę, skoro np. kryzysowi w Argentynie przyglądały się
indeksy i waluty całego świata, tylko nie nasz polski rynek. Jednak
przypadek Brazylii jest dość ciekawy właśnie z polskiej perspektywy. Nie
chodzi o analogię zadłużenia państwa, ale o impuls, który wywołał ostatnie
bardzo mocne osłabienie waluty i wyprzedaż na giełdzie. Impulsem były wyniki
ostatnich sondaży przed wyborami prezydenckimi. Prowadzi Luiz Inacio Luca,
którego poglądy na temat gospodarki, spłaty długów, czy wolnego rynku, są w
wielu elementach zbliżone do jednego z liderów Samoobrony. Poparcie dla
Samoobrony mocno rośnie, tym silniej im mniejsze są szanse na silny wzrost
gospodarczy i spadek bezrobocia. Jeśli partia ta stałaby się pierwszą siła w
państwie.....ciekawe co na to giełda. To jednak za daleka przyszłość i zbyt
duże dumanie. Zwracam jednak uwagę na problemy Brazylii właśnie w
perspektywie ewentualnego sięgnięcia po władzę przez takie kontrowersyjne
ugrupowania, lub przeobrażenie się obecnych ugrupowań w kontrowersyjne,
czego próbki mogliśmy już ostatnio obserwować (szybka reakcja na spadek
poparcia). Na ten tydzień polityka akurat będzie dla giełdy dość istotna,
ze względu na zapowiadane ogólnokrajowe blokady dróg i protesty. Nie sposób
przewidzieć co z tego wyniknie, choć na pewno będzie głośno.
Nie sposób też pominąć w tym tygodniu RPP i FED. Ta pierwsza stopy zapewne
obniży. Ostatnie dane nie dają RPP żadnego wyjścia. 50 pb być musi i niczego
więcej bym się nie spodziewał. Brak obniżki rozczaruje giełdę, większa da
oczywiście efekt odwrotny. Jeśli chodzi o FED to jeszcze 2-3 miesiące temu,
duże pieniądze obstawiały na Fed Fund Futures, że już na czerwcowym
posiedzeniu dojdzie do podwyżki stóp. Teraz nie tylko do podwyżki nie
dojdzie, ale nawet nie zmienione zostanie jeszcze neutralne nastawienie.
Spodziewane ożywienie okazało się mrzonką, inflacja ani drgnęła, a nastroje
wręcz krachowe. Morgan Stanley mówi wręcz o możliwości obniżki stóp
(podobnie jak i o powrocie recesji - szkoda, że dopiero teraz). Obniżki
oczywiście nie będzie i to by chyba rynki wystraszyło, a nie pomogło. FED
nie podejmie na posiedzeniu żadnej decyzji, ale mimo takiej bierności na
rynkach amerykańskich nudno być nie powinno. Rozpoczyna się sezon ostrzeżeń,
a indeksy są w pobliżu ostatnich jakże ważnych dołków. Jest za drogo i
powtarzam to niemal w każdej Weekendowej, ale podtrzymam swoje zdanie, że
pomimo kosmicznych wycen i słabych perspektyw (także z ewentualnym
terroryzmem) rynki powinny bronić okolic ostatnich dołków. Obszary obrony
tych wsparć opisałem 2 tygodnie temu i zaznaczdawno, że po takim odreagowaniu z okolic dołków, indeksy
wytrzymają trochę przynajmniej w jakiejś konsolidacji, a zamiast tego mamy
natychmiastową przecenę. Jej wymowę osłabia nieco dość nietypowy dzień,
jakim było piątkowe wygasania opcji i kontraktów, ale trudno w ogóle
podważać zasadność przeceny, w momencie gdy okazuje się, że gigant
farmaceutyczny Merck stosuje praktyki "kreatywnej księgowości" znane z
przypadku Enrona. Warto przy tym zauważyć, że np. Nasdaq100 swoje wrześniowe
minima już pogłębił. Mój ostatni optymizm co do obrony tej strefy nad
dołkami został przez te 2 tygodnie nieco nadszarpnięty. Jeśli posypią się
ostrzeżenia, to spirala spadków się nie zatrzyma na tych poziomach. Na razie
jednak zdania jestem, że tutaj wyhamujemy przecenę. Jeśli się mylę, to tak
jak pisał M. Kuchciak w weekendowym Parkiecie "Racjonalizacja wyjdzie
Nasdaqowi na zdrowie". Przy spirali spadków, niedźwiedzia z wykresu Nasdaq
zamieniłbym na byczka w okolicach 1200 pkt na Nasdaq. (okolice 1100
uważałbym obecnie za rozsądną wycenę - w amerykańskim rozumieniu).
Na koniec trochę wykresów. Na początek ciekawie wyglądają zniesienia.
Najpierw coś dla byków. Doszliśmy obecnie do zniesienia 38,2% całej fali
wzrostowej. Zniesienia_dolek.gif Zakończenie korekty na tym poziomie
świadczyłoby o bardzo dużej sile całego trendu wzrostowego. Poziom ten ważny
jest nie tylko ze względu na to jedno zniesienie, ale także na ostatnie
zniesienie fali wzrostowej z przełomu roku. Zniesienia_sylwester.gif Z
reguły po przebiciu tej "ostatniej instancji", znoszony jest cały ruch
wzrostowy. Skoro wszyscy oczami wyobraźni zobaczyli już zakończenie spadków
na obecnych zniesienia i dalszy trend wzrostowy, proponuję zerknąć, jak
obecny wzrost ma się do ostatniej bessy. Zniesienie_bessy.gif Bez
komentarza ;-). Na wskaźnikach w krótkim terminie zachęty do kupna
Stochastic.gif Ultimate.gif Price ROC.gif , w średnim terminie porażka
Trix.gif MACD.gif Elliot.gif . Mocno wyprzedany RSI.gif
Ciężko wszystko podsumować i wyciągnąć jakieś wnioski. Dzisiaj Weekendowa
wyszła jednak w stylu "co być powinno", a nie "co będzie". Brak logiki w
zachowaniu naszego rynku, brak korelacji z rynkami światowymi nie pozwala
stawiać żadnej dłuższej prognozy. Obecna wycena indeksów absolutnie nie
uzasadnia kondycji giełdowych spółek i gospodarki. Tyczy to się zarówno USA,
ale znacznie bardziej naszego rodzimego rynku. Inwestorzy na zagranicznych
rynkach naprawili już swój błąd naiwnego marzenia o ożywieniu. Nie potrafię
powiedzieć, czy pójdziemy w ich ślady, czy może nie będziemy już nadrabiać
spadków, korzystając ze spodziewanego wyhamowania światowej przeceny.
Decyzje o inwestycjach podejmować trzeba z dnia na dzień, pamiętając przy
tym, że USA są w bardzo ważnym momencie i jeśli rusza do ponownych spadków,
to nasz rynek może nie wytrzymać, a oprócz naśladowania przeceny, możemy
dorzucać drugie tyle. Historia lubi się powtarzać, a kto ma dobrą pamięć,
ten pamięta jak przebijane były wcześniejsze kwietniowe minima na
amerykańskich indeksach. Rynek był dokładnie w tym punkcie co teraz (tuż nad
dołkami) i nastąpił atak terrorystyczny, który tylko przyspieszył i tak
nadchodzącą przecenę. Nie chcę krakać, ale analogię warto zauważyć,
szczególnie przed zbliżającym się 4 lipca. U nas na razie walczymy z
ostatnimi lukami bessy. Kontrakty.gif i Indeks.gif Ich zamknięcie
(indeksowi nieco sztucznie prawie się udało) to prawdopodobny test
przyspieszonych linii trendu. Jeśli luki zamkniemy, a na rynkach
zagranicznych się uspokoi to linie też zostaną przebite i zasięg korekty
powinien sięgnąć na kontraktach 1345 pkt i na indeksie 1353-60 pkt.
Traktować należuchów.
Tak więc na razie jest możliwość jakiegoś odreagowania, do czego przypomnę
nakłaniają krótkoterminowe wskaźniki. Jednak brak podstaw do jakichkolwiek
wzrostów chyba dość dobitnie opisałem i o żadnej większej fali wzrostowej
nie może być teraz mowy, a każdy wzrost będzie (na razie) tylko
spekulacyjny, choć oczywiście w bajkowym świecie funduszy, jakże realny.
Przebicie 1272 pkt to załamanie formacji podwójnego dna i dalszy mocny
spadek.
[email protected]