Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Opisać wydarzenia z tego tygodnia można krótko. Dalsza przecena i nieunikniony test luk hossy z początku stycznia. Tym razem przy ogromnej pomocy rynków zagranicznych nie udało utrzymać się kontraktom luki hossy Kontrakty2.gif , choć w przypadku indeksu nie można jeszcze mówić o porażce analogicznego poziomu Indeks2.gif . Zastanawiam się teraz czy napisać analizę w formie "co będzie", czy raczej "co być powinno". To dość spora różnica, szczególnie widoczna na naszym rynku. Te

Publikacja: 23.06.2002 20:04

Marek Pryzmont

Opisać wydarzenia z tego tygodnia można krótko. Dalsza przecena i

nieunikniony test luk hossy z początku stycznia. Tym razem przy ogromnej

pomocy rynków zagranicznych nie udało utrzymać się kontraktom luki hossy

Kontrakty2.gif , choć w przypadku indeksu nie można jeszcze mówić o porażce

Reklama
Reklama

analogicznego poziomu Indeks2.gif .

Zastanawiam się teraz czy napisać analizę w formie "co będzie", czy raczej

"co być powinno". To dość spora różnica, szczególnie widoczna na naszym

rynku. Ten bowiem od pewnego czasu oderwał się od wszystkich światowych

giełd i przeniósł się na inną orbitę. To co "być powinno" jest od kilku

miesięcy mocno wypaczane przez fundusze emerytalne. Zanim ktoś się obruszy

Reklama
Reklama

na demonizowanie tego segmentu rynku proponuję doczytać tekst do końca.

Zacznijmy od prostego porównania zachowania polskiej giełdy w odniesieniu do

najbliższych polskim inwestorom indeksów, czyli indeks niemiecki Dax, oraz

indeksy amerykańskie Dow i Nasdaq. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego akurat

te. Porównajmy zachowanie rynku od daty 15 maja. Dlaczego akurat ten dzień ?

Jest to dzień pamiętnego (niefortunnego ? ;-) bardzo silnego wybicia górą z

Reklama
Reklama

klina i w ten piątek znaleźliśmy się znowu dokładnie na tym samym poziomie.

WIG20_kreski.gif Tak więc po ponad miesiącu notowań mamy niezmienioną

wartość najważniejszego indeksu. Co w tym czasie zrobiły indeksy zachodnie ?

Niemiecki Dax przez ten czas spadał niemal bez przerwy i skończył ten sam

okres przeceną 16% !!!! Dax_Kreski.gif Jeśli chodzi o amerykańskie giełdy

Reklama
Reklama

to było niemal tak samo fantastycznie. Jak zawsze mocny Dow stracił tylko

10% Dow_kreski.gif a Nasdaq był najlepszy w tym towarzystwie tracąc 17%

Nasdaq_kreski.gif Ktoś powie, że celowo wybrałem do analizy tak niefortunny

okres. W takim razie zobaczmy jak zachowują się indeksy w całym obecnym

roku. Na pierwszych sesjach tego roku Wig20 wystrzelił do góry niczym z

Reklama
Reklama

procy, choć gdyby nie rozpatrywać pierwszego tygodnia, to zaczynaliśmy z

prawie takiego samego poziomu jak wspomniany 15 maja WIG20_sylwester.gif

Jednak rozpatrując od początku roku - jesteśmy na sporym plusie. Gdzie były

indeksy giełd zachodnich na początku roku ? Najlepiej widać na wykresach.

Dax_sylwester.gif Dow_sylwester.gif Nasdaq_sylwester.gif Jeśli ktoś się w

Reklama
Reklama

tych wykresach pogubił, to wystarczy policzyć sobie, że część zagranicznych

indeksów zbliża się do wrześniowych dołków, podczas gdy nasz rynek jest 30%

wyżej w stosunku do tego poziomu (977 pkt / 1312 pkt / 977 pkt.). Wnioski są

chyba dość jasne. Rozpatrując tylko z perspektywy ostatnich miesięcy,

zaległości w spadkach to minimum 10-15% i nie tyczy się to tylko tych

wymienionych wyżej zagranicznych rynków.

Nasuwają się w związku z tym dwa pytania. Pierwsze to - kto z zagranicy kupi

tak drogie akcje ? Odpowiedź dały ostatnie komunikaty Bank of New York.

Przypomnę, że ostatnio przy szczytach właśnie ten inwestor mocno uciekał z

największych polskich spółek. Warto przy okazji też zastanowić się, w jaki

sposób po raz kolejny, tuż przed przeceną, zagraniczni inwestorzy tak

ładnie nafaszerowali nasze fundusze i czy zagraniczne powiązania kapitałowe

naszych OFE nie są tutaj bez znaczenia ? Wniosek co do zagranicznego

kapitału jest prosty. Nie ujrzymy go szybko na rodzimym parkiecie, dopóki

wycena spółek będzie znacznie wyższa od ich europejskich odpowiedników.

Drugie pytanie to - dlaczego nasza giełda jest taka silna ? Spekulant

powie - "jest bo jest" i zawracać sobie tym głowy nie będzie. Teorii bowiem

może być bardzo dużo, a w każdej znaleźć można tylko odrobinę prawdy. Nie

będę jednak oryginalny, bo chyba nie o t PKB... etc) mogą

zrobić tylko fundusze. Zresztą nikt temu nie zaprzecza, a na ostatnim

spotkaniu analityków i funduszy emerytalnych z przedstawicielami rządu, OFE

"zwracały uwagę na dysproporcję między potrzebami inwestycyjnymi gospodarki,

a ich możliwościami". Fundusze nie mają w co inwestować i krzyczą o tym nie

od dzisiaj. Oczywiście co komu szkodzi podnieść Wig20 na 2000 pkt. ? Tak już

jakoś jest, że szkodzi......i to mocno. Sam głos funduszy przemówił, że

"pieniędzy leżących OFE nie można zmarnować, ani też doprowadzić do

powstania bąbla spekulacyjnego. Tu chodzi o bezpieczeństwo przyszłych

emerytów, o jakość ich portfeli". Dobrze, że ktoś to jeszcze dostrzega.

Trudno obecne zachowanie nazwać bąblem, ale chyba każdy widzi jak

nieracjonalnie zachowuje się nasz rynek, czego początkowe porównanie do

zagranicy najlepszym przykładem. Ciężko inwestować na parkiecie, który nawet

w średnim terminie uzależniony jest od kaprysu dużych graczy, a nie

światowych trendów na giełdach, czy wyników firm/gospodarki. A jak źle jest

z gospodarką pokazują kolejne dane (oczywiście z magicznym stwierdzeniem

"następny kwartał"). Produkcja przemysłowa spadła w maju 1,6% i to

oczywiście rozczarowujące dane. Zresztą podobnie ma się sprawa w

Eurolandzie, a produkcja przemysłowa dla tej strefy zamiast wzrosnąć,

spadła o 0,5% i to nie jedyne złe dane, co dla nas akurat nie jest bez

znaczenia. Eksport już nie pomoże jak kiedyś, szczególnie przy tym poziomie

złotówki. Polskie PKB w pierwszym kwartale, jak pamiętamy wystrzelić miało

jak z procy. Mamy jedynie skromne 0,5%, a kolejny kwartał (szczególnie po

danych o produkcji i upadku SS) nie szykuje się wcale lepiej. Kurczą się

inwestycje, bezrobocie pozostaje nadal na wysokim poziomie (obecny spadek,

jest sezonowy i znacznie mniejszy niż można było się spodziewać - przy

wynikach amerykańskich firm odebrano by to za wzrost ;-), zduszona inflacja

cieszy oko, ale nie gospodarkę, a do tego wszystkiego w czerwcu spadły

indeksy koniunktury. Wskaźnik optymizmu konsumentów sporządzany przez

Demoskop, z powodu pogorszenia się ocen sytuacji gospodarczej i jej

perspektyw, obniżył się z 78 do 74 i brakuje już tylko 6 pkt do 10 letniego

minimum ustanowionego w marcu. Klimat koniunktury w handlu detalicznym też

pesymistyczny, w przetwórstwie przemysłowym "nieco mniej pesymistyczne niż

przed rokiem, ale gorsze niż w maju", a bieżąca i przyszła sytuacja

finansowa przedsiębiorstw, chyba nie jest niespodzianką, że oceniana jest

negatywnie. To oficjalne komunikaty, a nie moje oceny. Teraz wszystko to

można zebrać razem, napisać po kolei na kartce, wydrukować, pokiwać ze

smutkiem głową i wysłać faksem do każdego OFE ;-) Żartuje oczywiście, bo

stan polskiej gospodarki i spółek każdy zna tam na pewno 10 razy lepiej niż

ja, ale jak pisałem na początku fundusze nie mają na razie żadnej

alternatywy dla inwestycji giełdowych. Dalej będą inwestować nawet w

kiepskie spółki, a obecne mocne wypełnienie portfeli akcjami nie pozwalało i

zapewne nie będzie jeszcze pozwalać na jakieś większe przeceny.

I w takich to właśnie warunkach przyszło mi analizować nasz rynek. Nie

popadam w manie OFE i daleki jestem od demonizowania którejkolwiek strony

rynku, ale przez ostatnie miesiące bardzo dobitnie przekonany zostałem, że

to właśnie fundusze rządzą na razie naszym rynkiem i dopóki działają w dość

zdyscyplinowany sposób, a na rynku nie ma niespodzianek typu stocznia, to są

w stanie zrobić dosłownie wszystko w granicach nieprzyzwoitości. W dłuższym

terminie oczywiście nie ma innej możliwości jak taka, by wycena spółek była

adekwatna do ich kondycji (i klimatu inwestycyjnego), podobnie jak niestety

niewskim. Wszystko związane z

projektem nowelizacji ustawy o NBP. Temat chyba każdy zna, więc opisywać nie

będę, wspomnę tylko o jednej wypowiedzi premiera, który mocno mnie rozbawił.

Mam bowiem wrażenie, że komentarz premiera do spotkania Prezydenta z

prezesem NBP był trochę nieprzemyślany, a jego ton niczym się nie różnił od

poprzedniego atakowania RPP. Tyle tylko, że teraz sytuacja była nieco inna i

co innego ustalano. Premier chyba jako jedyny tego nie dostrzegł, lub

umiejętnie został przez dziennikarzy sprowokowany. Skutek jednak tego taki,

że z publicznej krytyki trudno było się wycofać, a po dość karkołomnych

próbach uzasadniania swojej oceny, premier w końcu powiedział (Radio Zet),

że to "dziennikarze ulegli jakiejś mistyfikacji" i obarczył ich cała winą za

zamieszanie ;-). Nie wnosi to nic do sprawy RPP, oprócz nieprzyjemnej

atmosfery, na którą wyczuleni są zagraniczni inwestorzy (nieprzyzwyczajeni

do takich zachowań u siebie), ale ci i tak już od nas uciekają.

Z innego zamieszania nieciekawie zrobiło się w Brazylii. Szczerze mówiąc nie

wiem po co ja to piszę, skoro np. kryzysowi w Argentynie przyglądały się

indeksy i waluty całego świata, tylko nie nasz polski rynek. Jednak

przypadek Brazylii jest dość ciekawy właśnie z polskiej perspektywy. Nie

chodzi o analogię zadłużenia państwa, ale o impuls, który wywołał ostatnie

bardzo mocne osłabienie waluty i wyprzedaż na giełdzie. Impulsem były wyniki

ostatnich sondaży przed wyborami prezydenckimi. Prowadzi Luiz Inacio Luca,

którego poglądy na temat gospodarki, spłaty długów, czy wolnego rynku, są w

wielu elementach zbliżone do jednego z liderów Samoobrony. Poparcie dla

Samoobrony mocno rośnie, tym silniej im mniejsze są szanse na silny wzrost

gospodarczy i spadek bezrobocia. Jeśli partia ta stałaby się pierwszą siła w

państwie.....ciekawe co na to giełda. To jednak za daleka przyszłość i zbyt

duże dumanie. Zwracam jednak uwagę na problemy Brazylii właśnie w

perspektywie ewentualnego sięgnięcia po władzę przez takie kontrowersyjne

ugrupowania, lub przeobrażenie się obecnych ugrupowań w kontrowersyjne,

czego próbki mogliśmy już ostatnio obserwować (szybka reakcja na spadek

poparcia). Na ten tydzień polityka akurat będzie dla giełdy dość istotna,

ze względu na zapowiadane ogólnokrajowe blokady dróg i protesty. Nie sposób

przewidzieć co z tego wyniknie, choć na pewno będzie głośno.

Nie sposób też pominąć w tym tygodniu RPP i FED. Ta pierwsza stopy zapewne

obniży. Ostatnie dane nie dają RPP żadnego wyjścia. 50 pb być musi i niczego

więcej bym się nie spodziewał. Brak obniżki rozczaruje giełdę, większa da

oczywiście efekt odwrotny. Jeśli chodzi o FED to jeszcze 2-3 miesiące temu,

duże pieniądze obstawiały na Fed Fund Futures, że już na czerwcowym

posiedzeniu dojdzie do podwyżki stóp. Teraz nie tylko do podwyżki nie

dojdzie, ale nawet nie zmienione zostanie jeszcze neutralne nastawienie.

Spodziewane ożywienie okazało się mrzonką, inflacja ani drgnęła, a nastroje

wręcz krachowe. Morgan Stanley mówi wręcz o możliwości obniżki stóp

(podobnie jak i o powrocie recesji - szkoda, że dopiero teraz). Obniżki

oczywiście nie będzie i to by chyba rynki wystraszyło, a nie pomogło. FED

nie podejmie na posiedzeniu żadnej decyzji, ale mimo takiej bierności na

rynkach amerykańskich nudno być nie powinno. Rozpoczyna się sezon ostrzeżeń,

a indeksy są w pobliżu ostatnich jakże ważnych dołków. Jest za drogo i

powtarzam to niemal w każdej Weekendowej, ale podtrzymam swoje zdanie, że

pomimo kosmicznych wycen i słabych perspektyw (także z ewentualnym

terroryzmem) rynki powinny bronić okolic ostatnich dołków. Obszary obrony

tych wsparć opisałem 2 tygodnie temu i zaznaczdawno, że po takim odreagowaniu z okolic dołków, indeksy

wytrzymają trochę przynajmniej w jakiejś konsolidacji, a zamiast tego mamy

natychmiastową przecenę. Jej wymowę osłabia nieco dość nietypowy dzień,

jakim było piątkowe wygasania opcji i kontraktów, ale trudno w ogóle

podważać zasadność przeceny, w momencie gdy okazuje się, że gigant

farmaceutyczny Merck stosuje praktyki "kreatywnej księgowości" znane z

przypadku Enrona. Warto przy tym zauważyć, że np. Nasdaq100 swoje wrześniowe

minima już pogłębił. Mój ostatni optymizm co do obrony tej strefy nad

dołkami został przez te 2 tygodnie nieco nadszarpnięty. Jeśli posypią się

ostrzeżenia, to spirala spadków się nie zatrzyma na tych poziomach. Na razie

jednak zdania jestem, że tutaj wyhamujemy przecenę. Jeśli się mylę, to tak

jak pisał M. Kuchciak w weekendowym Parkiecie "Racjonalizacja wyjdzie

Nasdaqowi na zdrowie". Przy spirali spadków, niedźwiedzia z wykresu Nasdaq

zamieniłbym na byczka w okolicach 1200 pkt na Nasdaq. (okolice 1100

uważałbym obecnie za rozsądną wycenę - w amerykańskim rozumieniu).

Na koniec trochę wykresów. Na początek ciekawie wyglądają zniesienia.

Najpierw coś dla byków. Doszliśmy obecnie do zniesienia 38,2% całej fali

wzrostowej. Zniesienia_dolek.gif Zakończenie korekty na tym poziomie

świadczyłoby o bardzo dużej sile całego trendu wzrostowego. Poziom ten ważny

jest nie tylko ze względu na to jedno zniesienie, ale także na ostatnie

zniesienie fali wzrostowej z przełomu roku. Zniesienia_sylwester.gif Z

reguły po przebiciu tej "ostatniej instancji", znoszony jest cały ruch

wzrostowy. Skoro wszyscy oczami wyobraźni zobaczyli już zakończenie spadków

na obecnych zniesienia i dalszy trend wzrostowy, proponuję zerknąć, jak

obecny wzrost ma się do ostatniej bessy. Zniesienie_bessy.gif Bez

komentarza ;-). Na wskaźnikach w krótkim terminie zachęty do kupna

Stochastic.gif Ultimate.gif Price ROC.gif , w średnim terminie porażka

Trix.gif MACD.gif Elliot.gif . Mocno wyprzedany RSI.gif

Ciężko wszystko podsumować i wyciągnąć jakieś wnioski. Dzisiaj Weekendowa

wyszła jednak w stylu "co być powinno", a nie "co będzie". Brak logiki w

zachowaniu naszego rynku, brak korelacji z rynkami światowymi nie pozwala

stawiać żadnej dłuższej prognozy. Obecna wycena indeksów absolutnie nie

uzasadnia kondycji giełdowych spółek i gospodarki. Tyczy to się zarówno USA,

ale znacznie bardziej naszego rodzimego rynku. Inwestorzy na zagranicznych

rynkach naprawili już swój błąd naiwnego marzenia o ożywieniu. Nie potrafię

powiedzieć, czy pójdziemy w ich ślady, czy może nie będziemy już nadrabiać

spadków, korzystając ze spodziewanego wyhamowania światowej przeceny.

Decyzje o inwestycjach podejmować trzeba z dnia na dzień, pamiętając przy

tym, że USA są w bardzo ważnym momencie i jeśli rusza do ponownych spadków,

to nasz rynek może nie wytrzymać, a oprócz naśladowania przeceny, możemy

dorzucać drugie tyle. Historia lubi się powtarzać, a kto ma dobrą pamięć,

ten pamięta jak przebijane były wcześniejsze kwietniowe minima na

amerykańskich indeksach. Rynek był dokładnie w tym punkcie co teraz (tuż nad

dołkami) i nastąpił atak terrorystyczny, który tylko przyspieszył i tak

nadchodzącą przecenę. Nie chcę krakać, ale analogię warto zauważyć,

szczególnie przed zbliżającym się 4 lipca. U nas na razie walczymy z

ostatnimi lukami bessy. Kontrakty.gif i Indeks.gif Ich zamknięcie

(indeksowi nieco sztucznie prawie się udało) to prawdopodobny test

przyspieszonych linii trendu. Jeśli luki zamkniemy, a na rynkach

zagranicznych się uspokoi to linie też zostaną przebite i zasięg korekty

powinien sięgnąć na kontraktach 1345 pkt i na indeksie 1353-60 pkt.

Traktować należuchów.

Tak więc na razie jest możliwość jakiegoś odreagowania, do czego przypomnę

nakłaniają krótkoterminowe wskaźniki. Jednak brak podstaw do jakichkolwiek

wzrostów chyba dość dobitnie opisałem i o żadnej większej fali wzrostowej

nie może być teraz mowy, a każdy wzrost będzie (na razie) tylko

spekulacyjny, choć oczywiście w bajkowym świecie funduszy, jakże realny.

Przebicie 1272 pkt to załamanie formacji podwójnego dna i dalszy mocny

spadek.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama