Po tym, jak Krak-Brokers pozbył się najważniejszych aktywów, czyli trzech akcji Warszawskiej Giełdy Towarowej, spółka straciła możliwość bezpośredniego działania na WGT, którą jeszcze niedawno planowała przejąć. Dawniej była największym brokerem na tym rynku, ostatnio jej aktywność była symboliczna. Pozostał jej handel paliwami, z którym wiązała duże nadzieje, ale na rozwój tej działalności nie miała pieniędzy.

Ze sprzedaży akcji WGT firma pozyskała środki w wysokości nieco mniejszej od ich nominału, czyli w sumie 300 tys. zł. Ale to kropla w morzu potrzeb. Na koniec ub.r. zobowiązania przedsiębiorstwa wynosiły 4,5 mln zł. Przychody były symboliczne (ponad 2 mln zł), a straty bardzo wysokie - ponad 10 mln zł na poziomie netto. Dane pochodzą z raportów kwartalnych, raport roczny miał być opublikowany dopiero 12 lipca. - Nie wiem, kiedy zostanie opublikowany. Prace zostały wstrzymane. Wszystko jest w rękach syndyka - twierdzi prezes spółki Dariusz Marciniak.

BRE próbował sprzedać wierzytelności wobec Krak-Brokers (w sumie opiewały na 2,7 mln zł, z czego 2,1 mln zł niezabezpieczone), argumentując, że otworzy to drogę do przejęcia firmy i wejścia "tylnymi drzwiami" na warszawską giełdę. Chętny się nie znalazł. W tej sytuacji upadłość spółki była przesądzona. Zarząd zastanawia się, czy zaskarżyć decyzję sądu w tej sprawie.

Jeszcze pod koniec 2000 r. przyszłość Krak-Brokers zapowiadała się zupełnie inaczej. Spółka pozyskała z publicznej emisji 4 mln zł. Na koniec 2000 roku miała majątek obrotowy w wysokości prawie 9 mln zł i 2,5 mln zł zobowiązań. Notowała zyski. Zarząd tłumaczy, że pogorszenie się wyników w ubiegłym roku to efekt kryzysu na rynku artykułów rolno-spożywczych, a przede wszystkim nietrafionych transakcji terminowych. Jakie straty spółka poniosła na futures? - Nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Dokumentacja jest w rękach syndyka - twierdzi Dariusz Marciniak. Dlaczego inwestycje były tak duże, że zagroziły stabilności firmy? - Chcieliśmy mieć większe możliwości lokowania na WGT, poza tym eksportowaliśmy mięso do Rosji. Później się okazało, że część kontraktów, które zabezpieczaliśmy w ten sposób, w ogóle nie została zrealizowana - wyjaśnia prezes Marciniak.

Obserwatorzy rynku towarowego wskazywali, że szybkie i radykalne pogorszenie się sytuacji przedsiębiorstwa miało także inne powody - wyprowadzenie pieniędzy z przedsiębiorstwa, o czym miałyby świadczyć pożyczki udzielone niektórym członkom jego kierownictwa (w ubiegłym roku Krak-Brokers tworzył na nie wysokie rezerwy). Przedstawiciele spółki konsekwentnie zaprzeczali takim zarzutom.