W pierwszej połowie 2002 r. analitycy najczęściej doradzali swoim klientom trzymanie akcji. Prawie połowa wydanych zaleceń brzmiała właśnie "trzymaj". To dość duża zmiana w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym głównie zachęcano inwestorów do nabywania papierów. Jednocześnie prawie dwukrotnie zwiększył się odsetek wydawanych rekomendacji "sprzedaj". Tak brzmi prawie co piąte zalecenie.
Po ponad dwóch latach bessy, w czasie których WIG20 stracił ponad połowę wartości, surowsza ocena spółek notowanych na GPW wydaje się nieco spóźniona. Analitycy wydający rekomendacje, dysponujący rozbudowanym aparatem badawczym i szerokim dostępem do informacji, powinni starać się w swoich zaleceniach wyprzedzać to, co zdarzy się na rynku. Albo przynajmniej w odpowiednim czasie do zmian tych się dostosowywać. Przeglądając rekomendacje, które ukazały się pod koniec internetowej hossy i w trakcie ostatnich spadków, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wskazówki analityków są jedynie reakcją na występujące trendy. Reakcją najczęściej spóźnioną.
Wcielanie zasad
nowej ekonomii
W trakcie internetowej hossy nagminne było częste podwyższanie wycen i wielokrotne używanie sformułowania "nowa ekonomia". To miało uzasadnić coraz większą wartość spółek, działających w sektorze zaawansowanych technologii. W historii rynków kapitałowych próbowano już wprowadzić nowy ład ekonomiczny. Rezultatem tych prób były bańki spekulacyjne (najbardziej znana w USA w drugiej połowie lat 20.), po których wybuchu okazywało się, że nowa ekonomia po prostu nie istnieje.