Przetarg na G-8 urasta do rangi symbolu przewlekłości z jednej strony i upolitycznienia procesów prywatyzacyjnych w Polsce z drugiej. Na wpływy ze sprzedaży, początkowo 25% akcji, największej krajowej grupy zakładów energetycznych liczono już w 2001 r. Teraz Ministerstwo Skarbu ciągle ma nadzieję, że dzięki tej transakcji (obecnie proponuje się od razu większościowy pakiet) uda się wypełnić tegoroczne założenia przychodów prywatyzacyjnych, które ustalono na poziomie 6,6 mld zł.
Rozmowy zerwane
- Resort zdecydował się w końcu na przerwanie rozmów z El-Dystrybucją, co może sugerować, że koniec przetargu jest już bliski. Propozycje Niemców mają solidne podstawy. Są wiarygodnymi partnerami dla związków zawodowych. Oferują jednak niższą cenę. Jeżeli teraz, w ciągu 3 tygodni, nie uzgodnią parametrów umowy, wówczas oferty stracą ważność. I cała zabawa zacznie się od nowa - usłyszeliśmy w źródle zbliżonym do transakcji.
Nieoficjalnie mówi się nawet, że wsparcie dla oferty El-Dystrybucji wycofały niemieckie banki, nie pozostawiając tym samym MSP żadnego marginesu na decyzje. Przedstawiciele El-Dystrybucji dementowali wczoraj te doniesienia, ale jednocześnie nie chcieli komentować, dlaczego nie udało im się dopiąć transakcji.
- W czasie wyłączności, jaką miała El-Dystrybucja, nie odbyło się żadne spotkanie z przedstawicielami załogi. Oferta musiała być zatem bardzo "naciągana", skoro do tego etapu nie doszło. Poza tym nie otrzymujemy żadnych informacji, co do dalszych losów przetargu - stwierdził jeden ze związkowców z G-8, z zespołu uczestniczącego w rozmowach w sprawie warunków pakietu socjalnego.