Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Uff nareszcie urosło i można wrócić do giełdowego pesymizmu ;-) Ten w okresach bessy i spowolnienia gospodarczego jest nie tylko łatwiejszy, ale i sensowniejszy. Jednak ostatnia mała przerwa w spadkach cieszy chyba obie strony barykady. Byki mogły mieć chwilę odpoczynku od przecen, a niedźwiedzie mają teraz większy "potencjał" do zarobku. No proszę jaki optymizm w pesymizmie. Ta naprawdę bez "rajdów rynku niedźwiedzia" bessa byłaby zdecydowanie zbyt dramatyczna. Wprawdzie powo

Publikacja: 01.09.2002 20:14

Marek Pryzmont

Uff nareszcie urosło i można wrócić do giełdowego pesymizmu ;-) Ten w

okresach bessy i spowolnienia gospodarczego jest nie tylko łatwiejszy, ale i

sensowniejszy. Jednak ostatnia mała przerwa w spadkach cieszy chyba obie

strony barykady. Byki mogły mieć chwilę odpoczynku od przecen, a

Reklama
Reklama

niedźwiedzie mają teraz większy "potencjał" do zarobku. No proszę jaki

optymizm w pesymizmie. Ta naprawdę bez "rajdów rynku niedźwiedzia" bessa

byłaby zdecydowanie zbyt dramatyczna. Wprawdzie powolna erozja giełdowych

kapitałów jest niczym chińskie tortury, ale w świecie wiecznych optymistów i

"następnych kwartałów", do krachu wielcy tego świata raczej nie dopuszczą.

Dalej więc bawimy się w bessę, która wbrew wygłaszanym (od kilkunastu

Reklama
Reklama

miesięcy ;-) opiniom jeszcze się moim zdaniem nie skończyła.

Póki co skończyły się jedynie złe dane makroekonomiczne z naszej gospodarki,

co nieskromnie przypominając niedawno zapowiadałem. To dość naturalna

reakcja gospodarki na serię obniżek stóp procentowych, które choć

powszechnie krytykowane za ich zbyt wysoki poziom, spadły przecież bardzo

znacząco. Musiało to w końcu podziałać na gospodarkę (i tak strasznie

Reklama
Reklama

późno), choć oczywiście nie ma co popadać w jakiś hurra optymizm i

wypatrywać wzrostu gospodarczego na poziomie marzeń ministra Kołodki.

Obniżki stóp (plus osłabienie waluty) stały się jedynie impulsem do odbicia

od dna, a dalsza droga jest już zdecydowanie trudniejsza. Na oczekiwania

wzrostu PKB na poziomie 5% jest teraz zdecydowanie za wcześnie.

Reklama
Reklama

Na razie można cieszyć się tylko z obecnego "gospodarczego ząbka".

Najmocniej ucieszył w tym tygodniu podany w piątek lipcowy deficyt obrotów

bieżących. Zamiast prognozowanych 440 mln USD wyniósł tylko 97 mln

(najniższy od czerwca 98 r.), przy czym eksport wzrósł aż o 0,5 mld więcej

niż w czerwcu, a w ujęciu rocznym ponad 24% !!. Część z tego to wprawdzie

Reklama
Reklama

korzystne zmiany walut, ale nawet po ich uwzględnieniu wyniki eksportu są

świetne. By jeszcze pocieszyć byki przed dawką pesymizmu, można jeszcze

przypomnieć kolejne świetne dane o produkcji przemysłowej (oraz wzrost cen

producentów), wzrost nowych inwestycji, sprzedaży detalicznej, czy też

wskaźników optymizmu i skłonności do zakupów (Ipsos-Demoskop). Przydałoby

Reklama
Reklama

się jeszcze zahamowanie spadku inflacji, w zamian za wzrost popytu

wewnętrznego, bo bez tego oprócz ząbka optymiści nic więcej nie dostaną.

Póki co trudno określić, czy np. wzrost importu wiąże się właśnie ze

wzrostem popytu wewnętrznego, czy raczej jest to tylko konsekwencja

większego eksportu i potrzeb z tym związanych.

Wracając do tego tygodnia, nie można pominąć ogłoszenia decyzji RPP. Obniżka

50 pb. była w pełni zdyskontowana, szczególnie przy poprzedzających ją

danych o cenach żywności, więc nie ma się co rozpisywać, ale po raz kolejny

trzeba wspomnieć o niezrozumiałej dla mnie polityce pozostawiana neutralnego

nastawienia w polityce monetarnej. Może żaden z członków RPP nie wie, że

można to zmieniać ??? Naprawdę zadziwiające, zadziwiające. Obiecuje, że w

tym tygodniu postaram się poinformować przynajmniej dwóch członków RPP o tym

instrumencie ;-) ... podobnie jak o konieczności ucywilizowania sposobu

podawania decyzji, poprzez określenie stałej godziny tego komunikatu. Jeśli

chodzi o kolejne decyzje RPP, to póki co zbyt dużo niewiadomych, co dobrze

widać w prognozach banków. BRE prognozuje obniżkę na wrzesień, BPH już

wcale, Lehman Brothers na październik itd. itp. Wiadomo już po nowych danych

o cenach żywności, że inflacja w sierpniu pozostanie na poziomie lipcowego

1,3%, ale to jeszcze o decyzji RPP nie przesądza.

Równie ciężkkę równe są jedynie 25%. Nie mogę odmówić

sobie w tym miejscu dywagacji o nadchodzącej do USA inflacji. Już w

przyszłym roku powinniśmy zobaczyć jej dość drastyczny wzrost, co będzie

miało dość spore konsekwencje, a co jest na razie mocno ignorowane.

Oczywiście mogę się mylić, ale patrząc na ceny surowców i choćby na

kosmiczny wzrost podaży pieniądza w ciągu ostatniego roku, nie mogę oprzeć

się wrażeniu, że to właśnie wzrost inflacji zmusi FED do podwyżek (nie

obniżek) stóp procentowych. Następstwem tego byłoby przekucie balona na

rynku nieruchomości, choć ten i tak już powoli dostaje już zadyszki.

Jako że rynek nieruchomości to temat numer jeden w całej Ameryce, to poza

analogią do równie popularnego Nasdaq przy marcowym szczycie 2000" (im o

jakimś rynku głośniej, tym gorzej), nie mogę odmówić sobie jeszcze paru słów

komentarza na ten temat. Trwa bowiem od pewnego czasu zażarta debata o

ewentualnym istnieniu "bańki spekulacyjnej" na tym rynku. Niektórzy jej

istnienie uznają za fakt, a niektórzy próbują udowodnić, że rynek jedynie

wrócił do normalnego stanu z mocnego niedoszacowania. Ja jestem w tym

pierwszym obozie i coraz uważniej wypatruje sygnałów pękania balona. Czemu

teraz ? To książkowy okres na zakończenie hossy na tym rynku (o

konsekwencjach za chwilę). Rynek nieruchomości powinien osiągnąć szczyt

mniej więcej 2,5 roku po szczycie na rynku akcji. Nie trudno policzyć, że to

właśnie teraz. Wprawdzie słynna japońska bańka pękła już w rok po rynku

akcji, ale to chyba tylko wyjątek potwierdzający regułę. Na rynku

amerykańskim tylko od 1995 roku ceny nieruchomości wzrosły prawie 50% czyli

mniej więcej 30% ponad poziom inflacji. Biorąc pod uwagę wielkość rynku,

oznacza to "dodatkowy dochód" (oczywiście już po uwzględnieniu inflacji) w

wysokości 2,7 biliona dolarów, co przekłada się na około 35 tysięcy dolarów

dla każdej nieruchomości. Sama świadomość takiego wzrostu doprowadziła do

sytuacji, w której część nieruchomości kupowana jest nie ze względu na

potrzeby mieszkaniowe, ale ze względu na chęć zysku. Analogią na rynku akcji

są inwestycje firm nie w przedsięwzięcia, którymi zajmowały się do tej pory

i które przynosiły przyzwoity dochód, ale próba inwestycji w akcje innych

firm celem wyższych stóp zwrotu niż z podstawowej działalności. Nieodłączny

element każdej bańki spekulacyjnej i krachów.

Dla każdego obywatela jego dom jest chyba największą materialną wartością.

Dla lubujących się w kredytach Amerykanów, wzrost wartości nieruchomości

uruchomił znany bardzo dobrze z rynku akcji "efekt bogactwa", który pozwala

większości mocno się zadłużać, lub po prostu znacznie więcej wydawać. Jak

zgubny jest "efekt bogactwa" pokazało załamanie na rynku akcji i recesja po

nim następująca. Póki jest hossa wszystko jest w porządku, ale gdy

przychodzi załamanie, okazuje się, że kredyty były zbyt duże, oraz że część

firm/banków po prostu zbankrutuje. Większość domów kupuje się w USA na

kredyt, a obecne kryteria (i koszty) przyznania takiego kredytu są wręcz

śmieszne, a już na pewno nieporównywalne do tych sprzed paru lat. To z kolei

przypomina giełdowe standardy weryfikowania księgowości firm, czy IPO spółek

internetowych. Wtedy też się wydawało wszystkim, że kryteria są w porządku.

Jedyna nadzieja dla gospodarki to fakt, że zmiany na rynku nieruchomości są

znacznie wolniejsze niż na rynku akcji. Jest jednak jeszcze jedno "ale".

Efekt bogactwa, o którym wspomniałem, miał na rynku akcji jeszcze jakiś

sens. Można przecież sprzedaż akcje (choć nie wszystkie - np. emerytura) i z

rynku się wycofać. W przypadku rynku nieruchomości nie ma takiej możliwości

by nagle przenieść się pod gołe niebo. Każdy kto uznałbby się mrzonką. Zbyt to skomplikowany rynek by stawiać

jednoznaczne prognozy, co do ewentualnego zakresu spadku, lub momentu jego

wystąpienia, ale póki co można uznać, że ceny nieruchomości nie będą już

rosły, a co za tym idzie nie będą też nakręcać całej gospodarki (z

nieruchomościami niemal wszystko jest powiązane), nie będą poprawiać

nastrojów konsumentów, wskaźników itd. itp. Z punktu widzenia giełdowego

inwestora można jeszcze zapytać, czy nie będzie to w takim razie czas na

powrót do akcji ? Pewnie po części tak, ale na pewno nie w pierwszym okresie

odwracania trendu.

Trochę rozciągnąłem temat, ale sporo osób o to pytało. Po rynku

nieruchomości mieliśmy we wtorek dane o zamówieniach na dobra trwałego

użytku, które przy okazji doprowadziły nasz rynek do euforii ustanawiającej

tygodniowy szczyt na 1179 pkt Kontrakty_intraday.gif Indeks_intraday.gif

Zamówienia wzrosły 8,7%, przy prognozach zaledwie 1,4%. Orgazm polskich

byków był nieco dziwny (nie patrząc na AT) z kilku powodów. Po pierwsze było

to tuż przed posiedzeniem RPP, po drugie rynek amerykański praktycznie nie

zareagował na te dane, po trzecie wszyscy czekali na wskaźnik zaufania

konsumentów, a po czwarte to bardzo zmienne dane, dla których bardziej liczą

się dłuższe trendy niż miesięczne wartości (ze względu na duży udział

poszczególnych sektorów, z których w ostatnich dwóch miesiącach wartości

najmocniej pozmieniały zamówienia na samoloty - teraz pozytywnie, w zeszłym

miesiącu zaskakująco negatywnie). Polacy jednak nie gęsi ... Przebicie

lokalnego szczytu doprowadziło do silnego wzrostu i sprawdził się po raz

kolejny schemat, w którym nasze fundusze/inwestorzy rozpoczynają silny

wzrost i przebijanie oporów dopiero w momencie, gdy rynek amerykański już

zmienia trend. U nas odbierane jest to jako jedynie korekta, a prawda z

reguły jest inna. Chyba jedynym rozwiązaniem takich dziwnych zachowań jest

na GPW używanie mniej logiki, więcej analizy technicznej. Już kolejne dni

nie były tak wesołe, a podany jeszcze na tej samej sesji wspomniany wskaźnik

zaufania konsumentów (USA) okazał się wręcz szokująco zły. Potwierdził to

piątkowy indeks nastroju Uniwersytetu Michigan, tak samo jak pozytywne dane

o zamówieniach na dobra trwałe potwierdził bardzo dobry indeks aktywności w

sektorze wytwórczym dla regionu Chicago (raz jeszcze oddalający obniżkę

stóp).

Na początku tego tygodnia przeszedłem już do giełdowego obozu niedźwiedzi.

Przyznam szczerze, że jeszcze do wczoraj czułem się całkiem pewnie, gdyby

nie lektura komentarzy z sobotniego wydania Parkietu. Nie było żadnego

optymistycznego i trochę nie chce mi się wierzyć, by okazało się, że wszyscy

mają rację. Może jeszcze na początku tygodnia, gdy dojdzie do spodziewanego

przeze mnie lekkiego wzrostu i formowania podwójnego szczytu, większość

zmieni zdanie ;-) Niepokojąco źle (za duży pesymizm) wyglądają też wskaźniki

nastroju i mowa tutaj nie o tych gospodarczych, ale o tych giełdowych (USA). To

spadkom raczej nigdy nie pomagało. To był zawsze dość ważny element pomocny

w określaniu giełdowego trendu, a muszę powiedzieć, że do niczego mi nie

pasuje. Indeksy zrealizowały już standardowe odbicie (jedynie Nasdaq ma

jeszcze miejsce - SP500 np. odbił ponad 20% czyli dokładnie tyle ile

wcześniejsze odbicia), zatrzymały się na bardzo ważnych oporach (w tym linia

szyi RGR) i trudno o jakiś optymizm przed sezonem ostrzeżeń i najgorszym od

kilkudziesięciu lat miesiącem dla akcji. Tak więc większość powinna się

mylić i przed spadkiem być optymistyczna, a nie jest. Może ten giełdowy

pesymizm powoduje 11 września, a może nadchodząca wojna z Irakiem, która

chyba już dość dobitnie zapowiedział ak potencjał

wzrostu skończył się na oporach i dalsze bycze nastawienie byłoby nieco

ryzykowne. Jedynie dopuszczać można ponowny test szczytów (także na naszym

rynku). Wszystko co wyżej uznałbym za pułapkę. Na razie po załamaniu trendów

wzrostowych, nawet z wzrostem pod maksy może być kłopot Dow.gif Nasdaq.gif

SP500.gif Jeśli chodzi o nasz rynek, to warto zerknąć na Zniesienia.gif ,

które obojętnie jak liczone, dają nam najpopularniejsze zniesienie 38,2% ,

które i tym razem powstrzymało podaż .... prawdopodobnie na dłużej, choć raz

jeszcze przypomnę, że nie wykluczam podciągania rynku na początku tygodnia,

ze względu na poniedziałkowe święto w Stanach (brak sesji - brak zagrożeń).

Poglądy zweryfikować trzeba będzie chyba dopiero po wybiciu na mocnym

obrocie nad ostatnie szczyty, czego oprócz mojej osoby, nie prognozuje także

np. MACD.gif , który doszedł w okolice poziomu równowagi (książkowy ruch w

czasie korekty) i szykuje się do sygnału sprzedaży, czy negatywne

dywergencje na krótkoterminowych wskaźnikach np. na CCI.gif Nie są to jakieś

wyraźne sygnały do wyprzedaży, ale trudno być tutaj optymistą.

Wykresów było dzisiaj mniej, więcej gadania. Rynek i tak ustawią..... 1) U

nas fundusze 2) W USA wtorkowy ISM i piątkowe dane o bezrobociu. Co do

funduszy to spodziewać się można wszystkiego, choć akurat w nadchodzącym

tygodniu tyczy się to też ISM. Sporo było sprzecznych danych - tym tygodniu

dobre, a wcześniej bardzo złe, na podstawie których wyliczano nawet ISM na

poziomie 48,5 (teraz oficjalna prognoza 51,8 - briefing.com oczekuje nawet

53,0). Bezrobocie powinno być negatywne, przed czym już wcześniej ostrzegano

na posiedzeniach FED, a co zwiastowały dane o zasiłkach dla bezrobotnych z

tego tygodnia. Nadchodzący tydzień poprzedza 11 września (przyszła środa) i

tutaj może też być więcej psychologii niż logicznego myślenia. Ja mimo nieco

straszącego mnie powszechnego (czyli z reguły błędnego) pesymizmu

spodziewałbym się po małym wzroście na początku tygodnia, powrotu do

spadków. Niechciałbym raczej, by w realizacji prognozy pomagali terroryści,

choć w przyszłym tygodniu trzeba będzie mieć to na uwadze, bo nawet jeśli

nie nastąpi nic strasznego, to nie zdziwiłbym się gdyby ktoś chciał zarobić

na rozsiewaniu plotek/strachu i taniej sensacji.

Ps. "Wraz z rozwojem wypadków, uznaliśmy że, pomimo naszej podejrzliwości,

było bardzo trudno definitywnie zidentyfikować bańkę spekulacyjną na rynku

akcji, aż do momentu ............. w którym bańka pękła i potwierdziła swoje

istnienie." (ha ha ha) - Alan Greenspan 30 sierpień 2002 Sympozjum w

Kansas City

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama