Vistula, wcześniej lider sektora lekkiego na giełdzie, jeśli chodzi o wyniki finansowe, zaskoczyła inwestorów rezultatami za drugi kwartał, które wykazały spadek przychodów w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, wzrost kosztów sprzedaży i gigantyczne straty na poziomie operacyjnym i netto. Straty to efekt przede wszystkim rezerw związanych ze spółkami zależnymi.
Giełdowa firma utworzyła wielomilionowe odpisy na należności z tytułu pożyczek udzielonych przedsiębiorstwom z grupy, objęcia ich bonów dłużnych i z tytułu sprzedaży do nich towarów i produktów. Ponadto utworzono odpis na należności związane z udzielonymi gwarancjami i poręczeniami.
- Koncepcja Vistuli przewidywała, jak przypuszczam, utworzenie centrum kosztów na poziomie spółek zależnych i centrum zysku w spółce-matce. Przez pewien czas wydawało się, że to przynosi efekty. Sądzę jednak, że poza wydzieleniem firm zależnych nie doszło, wyjąwszy zatrudnienie, do ich restrukturyzacji. Ponadto pogorszyła się sytuacja na rynku. Przykład innych przedsiębiorstw z branży dowodzi, że działalność produkcyjną i dystrybucyjną jest im ciężko udźwignąć. Dodatkowo sprawę pogarszał fakt, że Vistula wzięła na siebie ciężar finansowania podmiotów z grupy - ocenia Robert Kurowski, analityk AmerBrokers.
Czyszczenie bilansu, jakie przeprowadził zarząd, było do przewidzenia. Oceniając ubiegły - pierwszy - rok działalności grupy kapitałowej audytor zwracał bowiem uwagę, że jej budowa nie przyniosła spodziewanych efektów. Wprawdzie spadły koszty giełdowej spółki, ale w znacznie większym stopniu wzrosły koszty firm zależnych. Zdaniem analityków, to typowe dla polskich przedsiębiorstw - wydatki na utrzymanie firm się rozrastają, a spore znaczenie mają w tym przypadku koszty zarządów.
Bezpośrednią przyczyną porządków w bilansie były jednak zmiany w zarządzie. W czerwcu prezesem przedsiębiorstwa został Roman Wenzl. Zastąpił Michała Wójcika (zasiada w zarządzie od października 1998 roku), który z kolei na początku br. zmienił Janusza Płocicę.