Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Najwięcej medialnego zamieszania w tym tygodniu narobiło środowe orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i związane z tym braki w budżecie. Akurat wpływ na giełdę był niewielki i teoretycznie mógłbym to teraz pominąć (tym bardziej, że ani ja, ani czytelnicy za polityką nie przepadają), ale trochę nie spodobały mi się stwierdzenia Ministra Finansów o rzekomych "pomyłkach" NBP, czy innych polityków mówiących o czarach i "dogadywaniu się" Rządu z NBP. Najwyraźniej nawyk zasłaniania

Publikacja: 24.11.2002 12:23

Marek Pryzmont

Najwięcej medialnego zamieszania w tym tygodniu narobiło środowe orzeczenie

Trybunału Konstytucyjnego i związane z tym braki w budżecie. Akurat wpływ na

giełdę był niewielki i teoretycznie mógłbym to teraz pominąć (tym bardziej,

że ani ja, ani czytelnicy za polityką nie przepadają), ale trochę nie

Reklama
Reklama

spodobały mi się stwierdzenia Ministra Finansów o rzekomych "pomyłkach" NBP,

czy innych polityków mówiących o czarach i "dogadywaniu się" Rządu z NBP.

Najwyraźniej nawyk zasłaniania nieudolności przez oskarżanie NBP (RPP)

wszedł już w kanony polskiej polityki. Tak więc kilka słów wyjaśnienia,

które nie we wszystkich gazetach się pojawiały.

Na początku warto podkreślić, że zwiększenie szacowanego zysku NBP zostało

Reklama
Reklama

przedstawione Kołodce wcale nie jak się podaje w momencie orzeczenia TK, ale

już 8 listopada ! Minister nie raczył nikogo poinformować o tak skromnej

sumie jak ponad miliard pln. Z kolei trudno wcześniejsze szacunki NBP

nazywać błędem. Różnica w wyniku finansowym pochodzi z mniejszej niż

planowano nadpłynności banków, rozwiązania rezerw na pokrycie ryzyka zmian

kursu złotego, oraz w końcu z wyższego niż zakładano poziomu stóp

Reklama
Reklama

procentowych na świecie. Akurat tym razem wypowiedź Grabowskiego z RPP jest

całkiem słuszna - "Dokładnych wyników finansowych operacji NBP nie sposób

przewidzieć z uwagi na niewiadomą, którą jest poziom stóp procentowych w

największych gospodarkach świata i kursy walutowe. Po stronie kosztów NBP

najpoważniejszą pozycją, która wpływa na wynik finansowy jest poziom

Reklama
Reklama

operacji otwartego rynku i stóp procentowych, po których te operacje są

przeprowadzane......Nie ma w tym żadnego wyciągania królika z rękawa. Nie ma

żadnego cudownego wygenerowania zysku. Nie ma w tym żadnej nadzwyczajnej

pomocy dla rządu w realizacji polityki budżetowej". Minister Finansów miał

chyba po prostu nadzwyczajne szczęście i razem z nim pewnie garstka

Reklama
Reklama

giełdowych byków. Kwota może nie jest ogromna, ale przeprowadzanie większych

zmian w budżecie i debata z tym związana mogłaby wywołać spore polityczne

zamieszanie. A tak budżet już przyjęty, a głowa minfina niemal na pewno

pozostanie nietknięta. Nie piszę tego tylko jako historię. Coraz częściej

słychać o zgrzytach na linii PSL i SLD, a co gorsza plotki takie krążą także

Reklama
Reklama

po giełdowym parkiecie. Nic dziwnego, bo właśnie giełdowi inwestorzy

najszybciej zareagowaliby na rozpad koalicji, która ma nas wprowadzić do UE.

Takie porażki (dwie sztandarowe ustawy) parlamentu tylko dolewają oliwy do

ognia.

Skoro już jesteśmy przy NBP to trzeba wspomnieć o najbliższym posiedzeniu

RPP. Większość analityków spodziewa się, że główna stopa procentowa obniżona

zostanie 25-50 punktów bazowych. Trudno wprawdzie ufać ankietom po ostatnio

mocno zaskakujących obniżkach stóp, ale rekordowo niskie poziomy inflacji

wraz z bardzo mocnym złotym (mocny forint skłonił Węgierski bank centralny

do obniżki 50 pb. - choć warto przypomnieć, że w Czechach podziałało to

dopiero po zejściu stóp procentowych poniżej poziomu stóp z Eurolandu, czyli

3,25%) powinny pozwolić na choćby małe cięcie. Wypowiedzi członków RPP też

zdają się sugerować kolejną obniżkę. Decyzja ogłoszona zostanie w środę,

oczywiście nikt nie wie o której godzinie. Jeśli zaś chodzi o reakcję

rynków, to chyba tym razem decyzja albo może przejść bez echa, albo tylko

może pomóc indeksom. Kolejny wpływ NBP na giełdowy parkiet będziemy mieli

jeszcze w piątek, gdy opublikowany zostanie deficyt obrotów bieżących w

październiku. Średnia prognoz mówi o deficycie 520 mln USD. czyli 18 mln

mniej niż we wrześniu.

Do obniżek stóp zachęca także OECD przy okazji swojego wydawanego ran na pół

abnącej niemieckiej gospodarce i przy takim poziomie polskiej waluty. To

może chociaż na świecie jest lepiej ? OECD nie zapomniał o większych

gospodarkach i w raporcie pisze - "Kryzys na światowych giełdach i niski

poziom optymizmu w biznesie może odwlec długo zapowiadane ożywienie w

światowej gospodarce aż do połowy przyszłego rok", a kawałek dalej

"ożywienie gospodarcze zapowiadane na wiosnę załamało się w trakcie 2002

roku". Teraz oczywiście prognoza już się sprawdzi ;-) OECD prognozuje, że

światowa gospodarka wyjdzie na prostą dopiero !! w 2004 !! roku. "Indeksy

wyprzedzające koniunkturę wskazują, że zdecydowana poprawa sytuacji nie

nastąpi szybko". Pytanie tylko czy ktoś patrzy tak daleko w przyszłość, czy

żyje jedynie chwilą obecną, mniej więcej tak jak w czwartek gdy w byczej

euforii mało kto zwrócił uwagę na ten raport, czy na publikacje GUS o dalej

"negatywnym" ogólnym klimacie koniunktury w przetwórstwie przemysłowym,

handlu detalicznym, czy też budownictwie.

Może OECD się myli ? Może nie dotyczy to giełdowych spółek ? Analitykom

przecież nie można ufać, to też najchętniej sięgam do ankiet CFO (dyrektorów

finansowych) amerykańskich spółek, którzy jak na razie dość trafnie

prognozowali koniunkturę dla swoich firm. Pisałem już w zeszłych miesiącach

o ich prognozach, ale warto rzucić trochę świeżych statystyk. Główny wniosek

z ankiet nie jest dobry dla byków. Prawie 70% CFO uważa, że przyszły rok

będzie co najmniej tak zły jak obecny, a poprawa ma szansę nadejść dopiero w

roku 2004 (vide OECD). Tak naprawdę jedyną szansą na przetrwanie na rynku,

lub ewentualne zwiększenie zysków jest cięcie kosztów. To oczywiście

najprostszy i najbardziej ulubiony sposób Wall Street na wywołanie byczej

euforii. Inwestorzy jak w obrazek patrzą przecież w zysk spółek przeliczany

na akcje i wystarczy parę centów powyżej kilkakrotnie obniżanych oczekiwań,

by spółka zmiotła z rynku niedźwiedzie. Oczywiście nie muszę przypominać jak

wielką różnicą dla przyszłości firmy jest zysk osiągany redukcją kosztów

(badań naukowych, szkoleń, zwalniania pracowników etc.), a poprzez zyski z

nowych inwestycji, czy zwiększenia obrotów. Z ankiet CFO wynika, że około

60% ankietowanych oczekuje zwolnień w 2003 r., oraz nie zwiększania poziomu

wydatków inwestycyjnych.

Dlaczego więc rynki rosną ? No cóż - a dlaczego rosły rok temu o tej samej

porze ? Informacje były podobne, przewartościowanie większości firm nie

mniejsze niż nadzieje na ożywienie. Jednak wielokrotnie już powtarzałem, że

w krótkim terminie rynkiem rządzi jedynie nastrój inwestorów i ich

oczekiwania, a nie rzeczywiste fundamenty. W USA nadzieją jest

super-ożywienie (Stephen Roach nie widzi go nawet przez następne długie

lata) wspierane przez FED, czego wynikiem mocne przenoszenie kapitału z

obligacji w akcje. Gdyby fundusze się uparły, to przerzucając więcej

kapitału na akcje mogłyby pewnie zrobić nowe rekordy na indeksach. To byłaby

oczywista bzdura, ale standardowe 20% odbicie po sporych przecenach nikomu

przecież nie wydaje się aż tak irracjonalne. Zbliża się koniec roku, roku

który jest już trzecim rokiem przecen i niszczącej "efekt bogactwa" bessy. Z

początkiem przyszłego roku rozpocznie się budowanie nowych portfeli i

strategii, a zakończenie roku na minimach trzyletniej bessy byłoby dla wielu

inwestorów gwoździem do trumny nadziei i mogłoby rozpocząć masowe

wycofywanie pieniędzy z funduszy. Z końcem roku mamy przecież podsumowania,

raporty jak minął rok, procentowe zmiany indeksów i inne porównania. Jaką

siłę mają wypływające z funduszy pieniądze widzieliśmy po 11 września i

jeszcze lepiej na lipcowych minimach. Z kolei na naszym rynku oprócz

naśladowania świata parkiet z tego

kapnie widać po pierwsze po zachowaniu złotówki, po drugie po bardzo

wysokich obrotach, które w czwartek przekroczyły 280 mln, co zdarza się

raczej tylko raz na kilka miesięcy. Skoro złotówka może się tak umacniać, to

czemu indeks nie może wzrosnąć do 1300 pkt. lub wyżej ? "Konwergencja" to

świetne alibi dla zarządzających, a i w takich warunkach przy 1500 nikt o

bąblu nie wspomni.

Dziwne podstawy pod wzrost indeksów widać najlepiej w USA. Najbardziej

podobała mi się czwartkowa eksplozja indeksów, która w większości serwisów

uzasadniana była głównie "lepszymi danymi makro potwierdzającymi ożywienie",

oraz lepszymi wynikami HP. Odnośnie danych makro to najpierw podano liczbę

nowych wniosków od bezrobotnych i wartość była 18k mniejsza od prognozy.

Poprawa optymizmu z tym związana byłaby uzasadniona, gdyby nie po pierwsze

ignorowane przez ostatnie tygodnie wielokrotne przekraczanie recesyjnej

bariery 400k, po drugie duża zmienność tygodniowych danych, po trzecie

ciągle słabe perspektywy rynku pracy zapowiadane wielokrotnie przez

największe firmy (w tym zwolnienia w HP) i po czwarte tradycyjny sezonowy

spadek liczby nowych bezrobotnych związany z większym zatrudnieniem w

gorącym przedświątecznym okresie. Następne były wskaźniki wyprzedzające

koniunktury (LEI) i wskaźnik klimatu koniunktury w przemyśle (Philadelphia

FED) i tutaj też wskaźniki pokazały poprawę. Tyle tylko, że LEI spadły

wcześniej 4 razy z rzędu (3 krotny spadek zapowiada recesję), a drugi

wskaźnik zanotował przed miesiącem dramatyczny wręcz spadek. Indeksy wtedy

nawet nie drgnęły na te wiadomości, a teraz był spory wzrost. Gwiazdą był

jednak dla mnie General Electric. Spółka informuje o kłopotach i obniża

prognozy zysku na ten rok o 14 centów, obniża prognozy zysku na rok przyszły

(nawet 15 centów mniej) i są to najgorsze wyniki od lat, po czym spółka

informuje o zwiększeniu kwartalnej dywidendy (o centa) i po paru

wypowiedziach analityków kurs rośnie 2 dolary. Czy trzeba czegoś więcej, by

zobaczyć, że w obecnym wzroście jedyne co się liczy to psychologia rynku ?

Proszę się tylko nie oburzać, że indeksy rosną a ja pisze pesymistycznie. Bo

jak mam pisać ? Że perspektywy są świetne, ożywienie trwa, a firmy

zwiększają zyski ? Piszę jak jest, a że (uwaga ;-) to jak jest nie przekłada

się na to jak jest na giełdzie, nie oznacza wcale, że to jak jest nie

przełoży się to w końcu na to jak na tej giełdzie będzie (uff). Na razie

jedyne co było w USA mocno optymistyczne, to właśnie czwartkowe wzrosty,

które zamiast tłumaczyć wynikami spółek czy danymi makro, trzeba było

wytłumaczyć po prostu ... przebiciem oporu na Nasdaq.

To najmocniejszy z amerykańskich indeksów. Nadzieja na ożywienie to także

większe pieniądze na Nasdaq. Indeks przecież może więcej "odbijać" (tak jak

Elektrim ;-), spółki z tego indeksu rzekomo szybciej reagują na ożywienie, a

do tego trudno przecież pozbyć się wyuczonego w ostatnich latach nawyku

hazardu. Casino Nasdaq jest do tego najlepszym miejscem. To też ładnie

pokazuje spekulacyjny charakter tego wzrostu, gdzie w czołówce jest

przewartościowany Amazon, a nie przynoszące zyski tradycyjne firmy. Wracając

do przebitego oporu, to czwartkowa luka na otwarcie i wzrost na dużym

obrocie doprowadziły indeks na poziomy najwyższe od 5 miesięcy. Ostatnie

szczyty są teraz silnym wsparciem Nasdaq.gif Na dwóch pozostałych indeksach

do oporów zostało już bardzo niewiele miejsca. Dow.gif SP500.gif Czy

zostaną przebite ? Moim zdaniem jedyne na co będzie stać amerykańskie

fundusze to ewentualne naruszenie oporów analogiczne do Nasdaq. Dość dobry

prognostyk - liczba niedźwiedzi w badaniu Investors Intelligenceorekt bessy, to obecna powinna mieć się

zaraz ku końcowi. A może nie jest to standardowa korekta tylko nowy rynek

byka ? Brak ku temu podstaw, a wystarczy spojrzeć na zniesienia zaledwie

tegorocznych spadków, by zobaczyć, że wcale hossy jeszcze nie mamy. Tak

mocny Nasdaq dochodzi na razie zaledwie do zniesienia 38,2%, SP500 zaledwie

dopiero je przekroczył, a Dow odporny wcześniej na większe spadki dochodzi

do 50%. Jeśli indeksy przekroczą w tej fali wzrostowej 61,8% zniesienia

tegorocznych spadków to dopiero to mocno by mnie zaskoczyło.

Co może zatrzymać indeksy ? Może ogłoszenie wielkości grzywny dla

amerykańskich banków za wydawanie nierzetelnych rekomendacji i naciąganie

drobnych inwestorów na spółki z Nasdaq. Jak pisze piątkowy Wall Street

Journal w piątek rozpoczęły się spotkania przedstawicieli SEC i generalnego

prokuratora z przedstawicielami banków. Grzywny jakie grożą bankom z Wall

Street mogą przekroczyć 1 mld. dolarów, zakładając oczywiście dojście do

ugody. Jedynie z większych kar wywinie się Merrill Lynch, który wcześniej

zapłacił już 100 mln. Największy topór wisi nad Citigroup, którego czeka

prawdopodobnie strata 500 mln $, Ponad 200 mln zapłacić ma CSFB a mniejsze

kary czekają długą listę banków począwszy od Morgan Stanley, Goldman Sachs,

Lehman Brothers, Deutsche Bank etc. Banki nie komentują sprawy, ale raczej

wolą iść na ugodę niż narażać się na jeszcze większe grzywny i kosztowne

procesy. Są to jeszcze nie oficjalne informacje i do ugody wcale nie musi

dojść, lub też kary mogą zostać zmniejszone w zamian za wprowadzenie ścisłej

kontroli dla wydawanych rekomendacji. Sprawa zapewne wyjaśni się zapewne

dopiero po Święcie Dziękczynienia, choć nie jest to chyba aż tak duże

zagrożenie, gdyż wygrane przez Republikanów wybory i rezygnacja Harveya Pitt

"a będą działały na korzyść banków. Na marginesie warto zapytać jak ma się

dochodzenie w sprawie rekomendacji ITI. Oczywiście u nas ewentualnie

zostanie ukarany (taaa) ten zaniżający wycenę dzięki któremu nie doszło do

emisji, a nie emitent BRE naciągający drobnych akcjonariuszy kosmiczną

wyceną oferowanych akcji.

Co innego może zatrzymać amerykańskie indeksy ? Chyba jeszcze tylko

rozczarowanie skalą świątecznych zakupów. Z przeprowadzonych ankiet wynika

czarna rozpacz i świąteczny boom będzie prawdopodobnie najgorszym od 10 lat.

Według "USA Today" tylko 15% planuje wydać więcej na zakupy (CNBC podaje

11%), przy czym aż 32% zaciśnie pasa. Aż 72% Amerykanów deklaruje kupowanie

prezentów jedynie z wyprzedaży. Jeśli potwierdzą się te "nastroje"

konsumentów, to optymistyczne prognozy spółek po raz kolejny trzeba będzie

zweryfikować.

Na razie jednak Wall Street czeka raczej spokojny tydzień, co akurat dla

naszego rynku jest jak dar z niebios. Wystarczy przecież, żeby nie

przeszkadzali. A nie mają trochę kiedy. W czwartek jest święto, w piątek

handel kończy się o 20:00 i będzie to chyba najniższy obrót w roku, a trudno

też liczyć na zajmowanie poważnych pozycji i giełdowe wojny przed długim

weekendem. Standardowo powinna być jakaś realizacja zysków i właśnie tak

tłumaczone ewentualne spadki nie powinny pogarszać nastrojów na innych

giełdach. Jedynie namieszać mogą dane makro, których w tym tygodniu akurat

trochę sporo, choć pamiętając ostatnie ich ignorowanie nie jestem pewien czy

zmienią nastrój na Wall Street. Sprzedaż nowych i istniejących domów,

wstępne PKB, wskaźnik zaufania konsumentów, zamówienia na dobra trwałego

użytku, wydatki i dochody, indeks nastroju, Chicago PMI (oraz niemiecki

Ifo). Opis danych pozwolę sobie zostawić już do codziennych komentarzy, ale

warto zwrócić uwagę, że sporo z tych danych powie nam dużo o samymich kwartałach nie były

najlepsze. Nie to się jednak tutaj liczy. Ostatnio pojawiła się

prawidłowość, że tuż po wynikach spółek następuje szybki wzrost. Z czym to

jest związane ? Trudno posądzić kogokolwiek o zadowolenie z wyników, ale

jest to czynnik który jest dla funduszy pewnym "zagrożeniem". Nie można

przecież wywindować kursu spółki, która podaje fatalne wyniki. Dopiero po

publikacji większości firm na rynek przychodzi "ulga" i wszystkie zagrożenia

nagle znikają. Pozostaje tylko pytanie kiedy i ile fundusze wydadzą na

kolejne akcje. Najlepiej to chyba widać na wykresie, gdzie zaznaczyłem mniej

więcej moment w którym polskie spółki kończyły publikacje wyników. Tuż po

tym następują wzrosty. Cyklicznosc.gif Dla przyszłego trendu nigdy nie

miało to znaczenia.

Na wykresach Indeks_dzienny.gif Kontrakty_dzienny.gif trudno znaleźć do

poziomu 1300 pkt jakieś bardziej znaczące opory. Po ostatniej dwutygodniowej

obronie ważnego Zniesienia.gif i nowych szczytach rynki technicznie mają

otwartą drogę właśnie do 1300 pkt. Czy taki wzrost jest możliwy ? Absolutnie

bezpodstawny i inaczej napisać nie mogę, ale trudno w tej chwili walczyć z

rynkiem i póki trend wzrostowy jest utrzymywany, a wsparcie nie poddają się

naporowi podaży, nie można grać inaczej jak po długiej stronie rynku. Byki

ostudzi dopiero zejście pod połowę białej czwartkowej świecy (1187) lub dla

bardziej wytrwałych zamknięcie ostatnich luk hossy. Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Co mówią wskaźniki ? Trudno wyciągnąć jednoznaczne

wnioski, choć zwróciłbym uwagę na brak nowych szczytów na wskaźnikach, przy

ustanawianiu takowych przez kontrakty. Ultimate.gif CCI.gif Stochastic.gif

Price_ROC.gif oraz MACD.gif Trix.gif RSI.gif Z wykresów warto przypomnieć

jeszcze zniesienia tegorocznej fali wzrostowej. Podobnie jak amerykańskie

indeksy nie powinny przekroczyć 61,8% zniesienia, tak i u nas ten poziom

musi zatrzymać ewentualne dalsze wzrosty. Akurat wypada w okolicach 1300

pkt. Zniesienia2.gif Jeśli wyjdziemy wyżej (jeśli to razem z USA), to ku

mojemu zaskoczeniu ruszymy atakować tegoroczne szczyty i z technicznego

punktu widzenia cały spadek powinien zostać wtedy odrobiony.

Czas to jakoś podsumować, choć wnioski po długiej lekturze powinny nasuwać

się same. Nie widać podstaw pod wzrosty indeksów, czy ożywienie gospodarcze,

ale to "rynek ma zawsze racje" i ja swoją opinią nie odwrócę trendu. Na

pewno nie w krótkim terminie. Nie ma więc co z rynkiem walczyć tylko na

razie dalej grać na wzrosty trzymając rękę na spuście, bo optymizm w USA

osiąga zbyt euforyczne rozmiary, a osamotnionego polskiego rynku może być

nie stać na kontynuowanie trendu wzrostowego. To wzrośnie czy spadnie ?

Powinno spadać, ale na razie jeszcze gram na wzrosty. Czy ktoś mówił że

inwestowanie jest proste ? A pisanie analiz ? ;-)

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama