po giełdowym parkiecie. Nic dziwnego, bo właśnie giełdowi inwestorzy
najszybciej zareagowaliby na rozpad koalicji, która ma nas wprowadzić do UE.
Takie porażki (dwie sztandarowe ustawy) parlamentu tylko dolewają oliwy do
ognia.
Skoro już jesteśmy przy NBP to trzeba wspomnieć o najbliższym posiedzeniu
RPP. Większość analityków spodziewa się, że główna stopa procentowa obniżona
zostanie 25-50 punktów bazowych. Trudno wprawdzie ufać ankietom po ostatnio
mocno zaskakujących obniżkach stóp, ale rekordowo niskie poziomy inflacji
wraz z bardzo mocnym złotym (mocny forint skłonił Węgierski bank centralny
do obniżki 50 pb. - choć warto przypomnieć, że w Czechach podziałało to
dopiero po zejściu stóp procentowych poniżej poziomu stóp z Eurolandu, czyli
3,25%) powinny pozwolić na choćby małe cięcie. Wypowiedzi członków RPP też
zdają się sugerować kolejną obniżkę. Decyzja ogłoszona zostanie w środę,
oczywiście nikt nie wie o której godzinie. Jeśli zaś chodzi o reakcję
rynków, to chyba tym razem decyzja albo może przejść bez echa, albo tylko
może pomóc indeksom. Kolejny wpływ NBP na giełdowy parkiet będziemy mieli
jeszcze w piątek, gdy opublikowany zostanie deficyt obrotów bieżących w
październiku. Średnia prognoz mówi o deficycie 520 mln USD. czyli 18 mln
mniej niż we wrześniu.
Do obniżek stóp zachęca także OECD przy okazji swojego wydawanego ran na pół
abnącej niemieckiej gospodarce i przy takim poziomie polskiej waluty. To
może chociaż na świecie jest lepiej ? OECD nie zapomniał o większych
gospodarkach i w raporcie pisze - "Kryzys na światowych giełdach i niski
poziom optymizmu w biznesie może odwlec długo zapowiadane ożywienie w
światowej gospodarce aż do połowy przyszłego rok", a kawałek dalej
"ożywienie gospodarcze zapowiadane na wiosnę załamało się w trakcie 2002
roku". Teraz oczywiście prognoza już się sprawdzi ;-) OECD prognozuje, że
światowa gospodarka wyjdzie na prostą dopiero !! w 2004 !! roku. "Indeksy
wyprzedzające koniunkturę wskazują, że zdecydowana poprawa sytuacji nie
nastąpi szybko". Pytanie tylko czy ktoś patrzy tak daleko w przyszłość, czy
żyje jedynie chwilą obecną, mniej więcej tak jak w czwartek gdy w byczej
euforii mało kto zwrócił uwagę na ten raport, czy na publikacje GUS o dalej
"negatywnym" ogólnym klimacie koniunktury w przetwórstwie przemysłowym,
handlu detalicznym, czy też budownictwie.
Może OECD się myli ? Może nie dotyczy to giełdowych spółek ? Analitykom
przecież nie można ufać, to też najchętniej sięgam do ankiet CFO (dyrektorów
finansowych) amerykańskich spółek, którzy jak na razie dość trafnie
prognozowali koniunkturę dla swoich firm. Pisałem już w zeszłych miesiącach
o ich prognozach, ale warto rzucić trochę świeżych statystyk. Główny wniosek
z ankiet nie jest dobry dla byków. Prawie 70% CFO uważa, że przyszły rok
będzie co najmniej tak zły jak obecny, a poprawa ma szansę nadejść dopiero w
roku 2004 (vide OECD). Tak naprawdę jedyną szansą na przetrwanie na rynku,
lub ewentualne zwiększenie zysków jest cięcie kosztów. To oczywiście
najprostszy i najbardziej ulubiony sposób Wall Street na wywołanie byczej
euforii. Inwestorzy jak w obrazek patrzą przecież w zysk spółek przeliczany
na akcje i wystarczy parę centów powyżej kilkakrotnie obniżanych oczekiwań,
by spółka zmiotła z rynku niedźwiedzie. Oczywiście nie muszę przypominać jak
wielką różnicą dla przyszłości firmy jest zysk osiągany redukcją kosztów
(badań naukowych, szkoleń, zwalniania pracowników etc.), a poprzez zyski z
nowych inwestycji, czy zwiększenia obrotów. Z ankiet CFO wynika, że około
60% ankietowanych oczekuje zwolnień w 2003 r., oraz nie zwiększania poziomu
wydatków inwestycyjnych.
Dlaczego więc rynki rosną ? No cóż - a dlaczego rosły rok temu o tej samej
porze ? Informacje były podobne, przewartościowanie większości firm nie
mniejsze niż nadzieje na ożywienie. Jednak wielokrotnie już powtarzałem, że
w krótkim terminie rynkiem rządzi jedynie nastrój inwestorów i ich
oczekiwania, a nie rzeczywiste fundamenty. W USA nadzieją jest
super-ożywienie (Stephen Roach nie widzi go nawet przez następne długie
lata) wspierane przez FED, czego wynikiem mocne przenoszenie kapitału z
obligacji w akcje. Gdyby fundusze się uparły, to przerzucając więcej
kapitału na akcje mogłyby pewnie zrobić nowe rekordy na indeksach. To byłaby
oczywista bzdura, ale standardowe 20% odbicie po sporych przecenach nikomu
przecież nie wydaje się aż tak irracjonalne. Zbliża się koniec roku, roku
który jest już trzecim rokiem przecen i niszczącej "efekt bogactwa" bessy. Z
początkiem przyszłego roku rozpocznie się budowanie nowych portfeli i
strategii, a zakończenie roku na minimach trzyletniej bessy byłoby dla wielu
inwestorów gwoździem do trumny nadziei i mogłoby rozpocząć masowe
wycofywanie pieniędzy z funduszy. Z końcem roku mamy przecież podsumowania,
raporty jak minął rok, procentowe zmiany indeksów i inne porównania. Jaką
siłę mają wypływające z funduszy pieniądze widzieliśmy po 11 września i
jeszcze lepiej na lipcowych minimach. Z kolei na naszym rynku oprócz
naśladowania świata parkiet z tego
kapnie widać po pierwsze po zachowaniu złotówki, po drugie po bardzo
wysokich obrotach, które w czwartek przekroczyły 280 mln, co zdarza się
raczej tylko raz na kilka miesięcy. Skoro złotówka może się tak umacniać, to
czemu indeks nie może wzrosnąć do 1300 pkt. lub wyżej ? "Konwergencja" to
świetne alibi dla zarządzających, a i w takich warunkach przy 1500 nikt o
bąblu nie wspomni.
Dziwne podstawy pod wzrost indeksów widać najlepiej w USA. Najbardziej
podobała mi się czwartkowa eksplozja indeksów, która w większości serwisów
uzasadniana była głównie "lepszymi danymi makro potwierdzającymi ożywienie",
oraz lepszymi wynikami HP. Odnośnie danych makro to najpierw podano liczbę
nowych wniosków od bezrobotnych i wartość była 18k mniejsza od prognozy.
Poprawa optymizmu z tym związana byłaby uzasadniona, gdyby nie po pierwsze
ignorowane przez ostatnie tygodnie wielokrotne przekraczanie recesyjnej
bariery 400k, po drugie duża zmienność tygodniowych danych, po trzecie
ciągle słabe perspektywy rynku pracy zapowiadane wielokrotnie przez
największe firmy (w tym zwolnienia w HP) i po czwarte tradycyjny sezonowy
spadek liczby nowych bezrobotnych związany z większym zatrudnieniem w
gorącym przedświątecznym okresie. Następne były wskaźniki wyprzedzające
koniunktury (LEI) i wskaźnik klimatu koniunktury w przemyśle (Philadelphia
FED) i tutaj też wskaźniki pokazały poprawę. Tyle tylko, że LEI spadły
wcześniej 4 razy z rzędu (3 krotny spadek zapowiada recesję), a drugi
wskaźnik zanotował przed miesiącem dramatyczny wręcz spadek. Indeksy wtedy
nawet nie drgnęły na te wiadomości, a teraz był spory wzrost. Gwiazdą był
jednak dla mnie General Electric. Spółka informuje o kłopotach i obniża
prognozy zysku na ten rok o 14 centów, obniża prognozy zysku na rok przyszły
(nawet 15 centów mniej) i są to najgorsze wyniki od lat, po czym spółka
informuje o zwiększeniu kwartalnej dywidendy (o centa) i po paru
wypowiedziach analityków kurs rośnie 2 dolary. Czy trzeba czegoś więcej, by
zobaczyć, że w obecnym wzroście jedyne co się liczy to psychologia rynku ?
Proszę się tylko nie oburzać, że indeksy rosną a ja pisze pesymistycznie. Bo
jak mam pisać ? Że perspektywy są świetne, ożywienie trwa, a firmy
zwiększają zyski ? Piszę jak jest, a że (uwaga ;-) to jak jest nie przekłada
się na to jak jest na giełdzie, nie oznacza wcale, że to jak jest nie
przełoży się to w końcu na to jak na tej giełdzie będzie (uff). Na razie
jedyne co było w USA mocno optymistyczne, to właśnie czwartkowe wzrosty,
które zamiast tłumaczyć wynikami spółek czy danymi makro, trzeba było
wytłumaczyć po prostu ... przebiciem oporu na Nasdaq.
To najmocniejszy z amerykańskich indeksów. Nadzieja na ożywienie to także
większe pieniądze na Nasdaq. Indeks przecież może więcej "odbijać" (tak jak
Elektrim ;-), spółki z tego indeksu rzekomo szybciej reagują na ożywienie, a
do tego trudno przecież pozbyć się wyuczonego w ostatnich latach nawyku
hazardu. Casino Nasdaq jest do tego najlepszym miejscem. To też ładnie
pokazuje spekulacyjny charakter tego wzrostu, gdzie w czołówce jest
przewartościowany Amazon, a nie przynoszące zyski tradycyjne firmy. Wracając
do przebitego oporu, to czwartkowa luka na otwarcie i wzrost na dużym
obrocie doprowadziły indeks na poziomy najwyższe od 5 miesięcy. Ostatnie
szczyty są teraz silnym wsparciem Nasdaq.gif Na dwóch pozostałych indeksach
do oporów zostało już bardzo niewiele miejsca. Dow.gif SP500.gif Czy
zostaną przebite ? Moim zdaniem jedyne na co będzie stać amerykańskie
fundusze to ewentualne naruszenie oporów analogiczne do Nasdaq. Dość dobry
prognostyk - liczba niedźwiedzi w badaniu Investors Intelligenceorekt bessy, to obecna powinna mieć się
zaraz ku końcowi. A może nie jest to standardowa korekta tylko nowy rynek
byka ? Brak ku temu podstaw, a wystarczy spojrzeć na zniesienia zaledwie
tegorocznych spadków, by zobaczyć, że wcale hossy jeszcze nie mamy. Tak
mocny Nasdaq dochodzi na razie zaledwie do zniesienia 38,2%, SP500 zaledwie
dopiero je przekroczył, a Dow odporny wcześniej na większe spadki dochodzi
do 50%. Jeśli indeksy przekroczą w tej fali wzrostowej 61,8% zniesienia
tegorocznych spadków to dopiero to mocno by mnie zaskoczyło.
Co może zatrzymać indeksy ? Może ogłoszenie wielkości grzywny dla
amerykańskich banków za wydawanie nierzetelnych rekomendacji i naciąganie
drobnych inwestorów na spółki z Nasdaq. Jak pisze piątkowy Wall Street
Journal w piątek rozpoczęły się spotkania przedstawicieli SEC i generalnego
prokuratora z przedstawicielami banków. Grzywny jakie grożą bankom z Wall
Street mogą przekroczyć 1 mld. dolarów, zakładając oczywiście dojście do
ugody. Jedynie z większych kar wywinie się Merrill Lynch, który wcześniej
zapłacił już 100 mln. Największy topór wisi nad Citigroup, którego czeka
prawdopodobnie strata 500 mln $, Ponad 200 mln zapłacić ma CSFB a mniejsze
kary czekają długą listę banków począwszy od Morgan Stanley, Goldman Sachs,
Lehman Brothers, Deutsche Bank etc. Banki nie komentują sprawy, ale raczej
wolą iść na ugodę niż narażać się na jeszcze większe grzywny i kosztowne
procesy. Są to jeszcze nie oficjalne informacje i do ugody wcale nie musi
dojść, lub też kary mogą zostać zmniejszone w zamian za wprowadzenie ścisłej
kontroli dla wydawanych rekomendacji. Sprawa zapewne wyjaśni się zapewne
dopiero po Święcie Dziękczynienia, choć nie jest to chyba aż tak duże
zagrożenie, gdyż wygrane przez Republikanów wybory i rezygnacja Harveya Pitt
"a będą działały na korzyść banków. Na marginesie warto zapytać jak ma się
dochodzenie w sprawie rekomendacji ITI. Oczywiście u nas ewentualnie
zostanie ukarany (taaa) ten zaniżający wycenę dzięki któremu nie doszło do
emisji, a nie emitent BRE naciągający drobnych akcjonariuszy kosmiczną
wyceną oferowanych akcji.
Co innego może zatrzymać amerykańskie indeksy ? Chyba jeszcze tylko
rozczarowanie skalą świątecznych zakupów. Z przeprowadzonych ankiet wynika
czarna rozpacz i świąteczny boom będzie prawdopodobnie najgorszym od 10 lat.
Według "USA Today" tylko 15% planuje wydać więcej na zakupy (CNBC podaje
11%), przy czym aż 32% zaciśnie pasa. Aż 72% Amerykanów deklaruje kupowanie
prezentów jedynie z wyprzedaży. Jeśli potwierdzą się te "nastroje"
konsumentów, to optymistyczne prognozy spółek po raz kolejny trzeba będzie
zweryfikować.
Na razie jednak Wall Street czeka raczej spokojny tydzień, co akurat dla
naszego rynku jest jak dar z niebios. Wystarczy przecież, żeby nie
przeszkadzali. A nie mają trochę kiedy. W czwartek jest święto, w piątek
handel kończy się o 20:00 i będzie to chyba najniższy obrót w roku, a trudno
też liczyć na zajmowanie poważnych pozycji i giełdowe wojny przed długim
weekendem. Standardowo powinna być jakaś realizacja zysków i właśnie tak
tłumaczone ewentualne spadki nie powinny pogarszać nastrojów na innych
giełdach. Jedynie namieszać mogą dane makro, których w tym tygodniu akurat
trochę sporo, choć pamiętając ostatnie ich ignorowanie nie jestem pewien czy
zmienią nastrój na Wall Street. Sprzedaż nowych i istniejących domów,
wstępne PKB, wskaźnik zaufania konsumentów, zamówienia na dobra trwałego
użytku, wydatki i dochody, indeks nastroju, Chicago PMI (oraz niemiecki
Ifo). Opis danych pozwolę sobie zostawić już do codziennych komentarzy, ale
warto zwrócić uwagę, że sporo z tych danych powie nam dużo o samymich kwartałach nie były
najlepsze. Nie to się jednak tutaj liczy. Ostatnio pojawiła się
prawidłowość, że tuż po wynikach spółek następuje szybki wzrost. Z czym to
jest związane ? Trudno posądzić kogokolwiek o zadowolenie z wyników, ale
jest to czynnik który jest dla funduszy pewnym "zagrożeniem". Nie można
przecież wywindować kursu spółki, która podaje fatalne wyniki. Dopiero po
publikacji większości firm na rynek przychodzi "ulga" i wszystkie zagrożenia
nagle znikają. Pozostaje tylko pytanie kiedy i ile fundusze wydadzą na
kolejne akcje. Najlepiej to chyba widać na wykresie, gdzie zaznaczyłem mniej
więcej moment w którym polskie spółki kończyły publikacje wyników. Tuż po
tym następują wzrosty. Cyklicznosc.gif Dla przyszłego trendu nigdy nie
miało to znaczenia.
Na wykresach Indeks_dzienny.gif Kontrakty_dzienny.gif trudno znaleźć do
poziomu 1300 pkt jakieś bardziej znaczące opory. Po ostatniej dwutygodniowej
obronie ważnego Zniesienia.gif i nowych szczytach rynki technicznie mają
otwartą drogę właśnie do 1300 pkt. Czy taki wzrost jest możliwy ? Absolutnie
bezpodstawny i inaczej napisać nie mogę, ale trudno w tej chwili walczyć z
rynkiem i póki trend wzrostowy jest utrzymywany, a wsparcie nie poddają się
naporowi podaży, nie można grać inaczej jak po długiej stronie rynku. Byki
ostudzi dopiero zejście pod połowę białej czwartkowej świecy (1187) lub dla
bardziej wytrwałych zamknięcie ostatnich luk hossy. Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Co mówią wskaźniki ? Trudno wyciągnąć jednoznaczne
wnioski, choć zwróciłbym uwagę na brak nowych szczytów na wskaźnikach, przy
ustanawianiu takowych przez kontrakty. Ultimate.gif CCI.gif Stochastic.gif
Price_ROC.gif oraz MACD.gif Trix.gif RSI.gif Z wykresów warto przypomnieć
jeszcze zniesienia tegorocznej fali wzrostowej. Podobnie jak amerykańskie
indeksy nie powinny przekroczyć 61,8% zniesienia, tak i u nas ten poziom
musi zatrzymać ewentualne dalsze wzrosty. Akurat wypada w okolicach 1300
pkt. Zniesienia2.gif Jeśli wyjdziemy wyżej (jeśli to razem z USA), to ku
mojemu zaskoczeniu ruszymy atakować tegoroczne szczyty i z technicznego
punktu widzenia cały spadek powinien zostać wtedy odrobiony.
Czas to jakoś podsumować, choć wnioski po długiej lekturze powinny nasuwać
się same. Nie widać podstaw pod wzrosty indeksów, czy ożywienie gospodarcze,
ale to "rynek ma zawsze racje" i ja swoją opinią nie odwrócę trendu. Na
pewno nie w krótkim terminie. Nie ma więc co z rynkiem walczyć tylko na
razie dalej grać na wzrosty trzymając rękę na spuście, bo optymizm w USA
osiąga zbyt euforyczne rozmiary, a osamotnionego polskiego rynku może być
nie stać na kontynuowanie trendu wzrostowego. To wzrośnie czy spadnie ?
Powinno spadać, ale na razie jeszcze gram na wzrosty. Czy ktoś mówił że
inwestowanie jest proste ? A pisanie analiz ? ;-)
[email protected]