- To pozytywna wiadomość. Nikt nie wyceniał tych spółek na więcej niż 110 mln euro. Transakcja nie zmienia specjalnie wyceny Elektrimu i może oddziaływać bardziej sentymentalnie niż fundamentalnie - powiedział Reuterowi Włodzimierz Giller, analityk Erste Securities. Dość spokojna reakcja rynku na wczorajszą wiadomość wynika też z faktu, że była ona oczekiwana przez inwestorów. Zgodna z przewidywaniami okazała się też cena uzyskana przez Elektrim Telekomunikacja.
Nastroje wokół Elektrimu studziła też informacja o kolejnym konflikcie związanym z firmą. Tym razem chodzi o spór między Janem Rynkiewiczem, byłym członkiem rady nadzorczej i zarządu Elektrimu, a Ryszardem Oparą, wiceprezesem i spółki. Według nieoficjalnych informacji Jan Rynkiewicz pomagał rok temu Ryszardowi Oparze w znalezieniu chętnych do sprzedaży walorów giełdowego holdingu (sprzedającymi były wtedy głównie zagraniczne fundusze inwestycyjne). Za swe usługi były członek władz miał otrzymać 5,8 mln zł. Zabezpieczeniem roszczenia był podobno weksel, który teraz został przedstawiony do realizacji. "Gazeta Wyborcza" podała, że Jan Rynkiewicz ma wydany przez komornika nakaz zajęcia należących do R. Opary akcji Elektrimu. Problem w tym, że są one zabezpieczeniem kredytu udzielonego przez BRE. - Pan Opara jest mi winny pieniądze i to wszystko, co w tej sprawie mam do powiedzenia - stwierdził w rozmowie z nami Jan Rynkiewicz. Sprawy komentować nie chciał również Ryszard Opara.
Wczoraj warszawski holding poinformował, że na 2 lub 3 grudnia zwołane zostało nadzwyczajne posiedzenie rady nadzorczej, na którym "omówione zostaną kroki dotyczące wiceprezesa spółki, pana Ryszarda Opary". Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że mimo tak sformułowanego komunikatu nie należy się raczej spodziewać zmian w zarządzie warszawskiego holdingu.
Na zamknięciu wczorajszej sesji, po wzroście o 3,3% akcje Elektrimu wyceniano na 2,48 zł. Wartość obrotu nieznacznie przekroczyła 4 mln zł, a właściciela zmieniło 825 tys. walorów.
Kalendarium