działo później, bo poczytać można w codziennych komentarzach. Większość to
po prostu wynik zachowania rynku amerykańskiego, gdzie nieudany test
sierpniowych szczytów natychmiast przyniósł powrót spadków. Zresztą cały ten
tydzień zarówno na polskim, jak i amerykańskim parkiecie był po prostu
marzeniem techników. Po odbiciu od sierpniowych szczytów na Dow.gif i
SP500.gif do przebijania spadkowej linii dołączył Nasdaq.gif Zresztą te
linie można też uznać jako podstawę klinów zwyżkujących, więc ich przebicie
było kwestią czasu, a kierunek jasny. Przypomnę, że kliny te to formacje
charakterystyczne dla bessy. Po wzrostach są formacją szczytową, przy
spadkach formacją kontynuacji. Zresztą na naszym rynku też mieliśmy tworzony
klin zwyżkujący, choć w nieco krótszych okresie. Kontrakty_klin.gif Rysowany
przez ostatnie dwa tygodnie ostrzegał przed zmianą trendu, choć bardziej
straszyć powinien diament Kontrakty_diament.gif czy rozszerzający się
trójkąt. Kontrakty_trojkat.gif To wszystko typowe formacje poprzedzające
zmianę trendu. Zresztą maksimum kontraktów także wydaje się nieprzypadkowe i
chyba nie wymaga komentarza Zniesienie.gif
Skoro jesteśmy już przy zniesieniach to warto zerknąć też na rynek
amerykański. Od razu mocno zastanawia, skąd wszystkie media czerpią
inspirację do nazywania takich ruchów "hossą". Chyba tęsknota za latami
90-tymi wpędziła niektórych w giełdową schizofrenie. Proszę spojrzeć naedynie za korektę
bessy. Jeśli ktoś już nie lubi tego słowa, niech lepiej obejrzy
długoterminowe wykresy SP500_zniesienia2.gif Nasdaq_zniesienia2.gif
Dow_zniesienia2.gif Wszystkie wykresy łączy jeszcze jedno. Ostatnie
wzrosty zatrzymała 200 sesyjna średnia krocząca (spadająca). Oprócz Dow
Jones może poszczycić się świetną skutecznością. Na pozostałych dwóch
indeksach świetnie wyłapywała szczyty korekt. Także najwyższa od pół roku
różnica w liczbie byków i niedźwiedzi w badaniu Investors Intelligence, czy
też inne wskaźniki mierzące optymizm inwestorów, pokazują że w najbliższym
czasie rynki będą mogły przypomnieć sobie, że perspektywy gospodarki nie są
najlepsze - żadnego większego ożywienia (zysków spółek) wcale nie widać,
większość giełdowych firm jest obecnie przewartościowana, a wokół pełno
innych zagrożeń - od księgowych sztuczek począwszy (ciągle problem - choć
już w innej postaci , np. opisywane już dopłaty firm do funduszy
emerytalnych), a na terroryzmie i Iraku skończywszy. Rynki wprawdzie nie są
jeszcze "ekstremalnie" wykupione, ale wydaje się, że perspektywa wzrostu co
najwyżej kolejne 5-10% nie jest na tyle silna, by pokonać sierpniowe
szczyty. Przełom roku wprawdzie zawsze sprzyjał podciąganiu rynku przez
fundusze, ale teraz brakuje trochę gotówki. Wprawdzie oszacowano, że
inwestorzy wpłacili w końcu do funduszy akcyjnych w listopadzie ponad 4 mld,
ale już tylko w ostatnim tygodniu połowa z tego odpłynęła. Pułapkę i wyjście
nad sierpniowe szczyty jeszcze bym zrozumiał, ale co może ciągnąć rynek
dalej nie wiem. Na pewno nie rozpoczynający się sezon ostrzeżeń !
Negatywnie na rynek działać będzie także informacja o piątkowym bezrobociu.
Mimo że została w końcu zignorowana, a o powodach tego w poniedziałkowym
porannym, to obawy związane z rynkiem pracy były ostatnio największym
zmartwieniem konsumenta i tak pozostanie. Przy zaskoczeniu rynku stopą
bezrobocia najwyższą od 1994 r. reakcja konsumentów musi być negatywna.
Najbliższe indeksy nastroju, czy dane o sprzedaży jeszcze tego nie pokażą,
ale ta informacja przyszła na rynek chyba w najgorszym momencie (żniwo w
handlu). Do tego szczegółowe informacje o zwolnieniach też wyglądają
fatalnie. W przemyśle ubyło w listopadzie 45k ! miejsc pracy i obecnie ich
liczba jest na poziomie najniższym od 1961 r., w handlu detalicznym aż 38k.
Statystyki ratowały zatrudnienia w administracji i usługach. Już to pokazuje
kiepską sytuację firm, które ostatnie zyski osiągnęły chyba jedynie dzięki
cięciu kosztów. Ciekawą statystyką jest zatrudnienie w firmach tymczasowych
pracowników, które spadło 23k. Gdyby nadchodziło ożywienie, lub już trwało,
to tradycyjnie byłaby to pierwsza grupa, która zyskiwałaby pracę, a
następnie podpisywała umowy o stałe zatrudnienie. Ożywienie zobaczmy
dopiero, gdy firmy przestaną panicznie obcinać wszystkie możliwe koszty,
zabierając sobie przy tym możliwość generowania większych zysków. Dopiero
nowe inwestycje rozkręcą gospodarkę, a na te na razie nie ma pieniędzy, ani
perspektyw by firmy zdecydowały się na kredyty. Na wykresie udzielanych
firmom kredytów widać systematyczny spadek od początku 2000 roku. Firmy
przestały się zadłużać, bojąc się o przyszłą koniunkturę i płynność
finansową. Sytuacja podobna do recesji z początku lat 90-tych. Strach przed
inwestowaniem. Konsument za to na razie niczego się nie boi i ratuje
gospodarkę przed załamaniem (na razie). W ostatnim kwartale padł kolejny
rekord zadłużenia Amerykańskiego społeczeństwa, które korzysta z
dobrodziejstwa niskich stóp procentowych i pod zastaw swoich nieruchomości
(coraz więcej wartych) zadłuża się po czubek głowy. Ta hiperbola podobna do
wykresu Nasdaq musi kiedyś w końcu pękugo
Greenspan będzie utrzymywał tak nisko stopy i pompował pieniądz do
gospodarki ? Do czasu pojawienia się inflacji. Mimo, że większość analityków
straszy deflacją, powtórzę to co mówiłem już kilka miesięcy temu - w
przyszłym roku "hitem" w Stanach będzie właśnie inflacja, a oprócz
negatywnych efektów jakie ze sobą niesie, dodatkowo jeszcze chyba dość mocno
zaskoczy rynek. FED panicznie bojący się deflacji sam wpędzi się w tą
pułapkę. To jednak temat na dłuższy dysputy i chyba dzisiaj nie na miejscu.
Na miejscu na pewno są dywagacje o Unii Europejskiej, która w tym tygodniu
na piątkowym szczycie w Kopenhadze ma zakończyć okres niepewności i targów.
Politykę i rozgrywki negocjacyjne pozwolę sobie pominąć, bo to temat rzeka,
szeroko opisany w gazetach, a do tego na razie inwestorzy mają "znieczulicę"
na większość wiadomości. Po prostu chyba za dużo się tego wszystkiego
zrobiło. Sam szczyt powinien być bardzo dużym wydarzeniem, choć nie sądzę by
giełda jakoś wyjątkowo na niego reagowała. Oczywiście możliwe, że któryś z
naszych polityków da ku temu powody (negatywne), ale to element giełdowego
ryzyka. Polska powinna ustąpić w sprawie dopłat, a dostać za to pomoc dla
budżetu. O ile premier Danii nie będzie zmuszony przedłużyć szczytu, to
wejście do UE stanie się dla inwestorów pewnikiem już w piątek wieczorem.
Zakładając brak reakcji przed szczytem, nie powinno się w kolejnym tygodniu
nic zmienić. Inaczej gdyby rynki zaczęły mocno rosnąć przed piątkiem. Wtedy
raczej po weekendzie dominowałoby "sprzedawanie faktów". Wszyscy którzy
sądzą, że przybliżenie Polski do UE powinno wywołać hossę na parkiecie
poleciłbym teksty z czwartkowej Rzeczpospolitej, gdzie choćby przez same
wskaźniki C/Z widać, że ich dwukrotnie wyższa wartość w Polsce niż w
Niemczech, czy Czechach świadczy o sile ... naszych OFE. Jeśli chodzi o
skalę przewartościowania firm mierzoną tym właśnie wskaźnikiem, to chociaż w
tym jesteśmy liderem ;-). Oczywiście na tak mało rozwiniętych rynkach trudno
opierać inwestycje na tym wskaźniku, ale w pełni zgodziłbym się z wywiadem
Sławomira Gajewskiego, prezesa Credit Suisse Asset Management, który pytany
na jakim etapie konwergencji znajduje się GPW odpowiedział - "Z pewnością
proces ten jest już bardzo zaawansowany. Dostosowanie wycen polskich
papierów wartościowych w znacznym stopniu już się dokonało, choć zjawisko
należy rozpatrywać nie tylko ogólnie, ale także pod kątem poszczególnych
branż, a nawet pojedynczych spółek. Konwergencja na rynku akcji i obligacji
jest wyraźnie wyczuwalna. Już teraz poziomy wycen akcji znacznie się
zbliżyły do europejskich, a w niektórych przypadkach nawet je przewyższają".
Też jestem tego zdania i nie liczyłbym na jakiś szaleńczy atak zagranicy na
polski parkiet po szczycie w Kopenhadze.
Na co więc mogą liczyć giełdowe byki ? Każdy oczywiście odpowie, że na
fundusze emerytalne. Tutaj jednak pojawiła się mała niepewność w postaci
planowanych na przyszły rok dużych ofert publicznych. Mowa tutaj o kwotach
rzędu 9-12 mld pln, co odpowiadałoby wartości ofert publicznych z ostatnich
4 lat. Nawet spłata wszystkich zaległości OFE (a trzeba jeszcze uwzględnić
możliwość zaangażowania w akcje tylko części tych pieniędzy) nie pozwoliłaby
na powodzenie tak dużych emisji, szczególnie przy zapewne braku jakiejś
większej hossy. Kumulacja tych ofert miałaby wystąpić w drugiej połowie
przyszłego roku i teraz pytanie ile ofert zdoła tak naprawdę przygotować
Ministerstwo Skarbu. Największa oferta to PKO BP za około 5 mld pln i za
około 2 mln kolejne 10% TPS. Do tego jeszcze inne ambitne plany, o spółkach
"pozarządowych" na czele z ITI nie wspominając. Im bliższa będzie
perspektywa taszach nie było w
listopadzie większych przetasowań.
Czas to jakoś podsumować. Pierwsze trzy dni w Stanach to pustynia
makroekonomiczna, więc ten problem mamy z głowy. Inwestorzy na większości
giełd będą raczej interesować się nie danymi z gospodarki, ale informacjami
na temat Irackiego raportu. Przekazany w sobotę raport to dokument liczący
ponad 1000 stron, więc komentarze na jego temat pojawiać się będą stopniowo.
Irak oczywiście powiedział, że nic nie ma, Ameryka już odpowiedziała, że
kłamie, a ja powiem, że zamiast ich słuchać najlepiej obserwować ropę i
złoto. W obu przypadkach mieliśmy ostatnio wzrosty, a złoto jest o krok od
mocnego sygnału kupna. To byłby zły sygnał dla akcji. Zresztą tak jak
pokazałem wyżej technika nie jest po stronie byków. Wskaźniki
krótkoterminowe po negatywnych dywergencjach i wykupieniu nieco już
ochłonęły Stochastic.gif Price_ROC.gif Ultimate.gif CCI.gif więc zapewne
dalszy szybki spadek bardzo szybko zachęciłby łapaczy dołków. Jednak o
powrót do trwałych wzrostów może być bardzo ciężko. Wybicie z opisanych
formacji zakończyło na jakiś czas trend wzrostowy i potwierdzają to także
średnioterminowe wskaźniki. Negatywne dywergencje na Trix.gif , sygnał
sprzedaży na MACD.gif i choć sam wskaźnik nie tworzy negatywnych
dywergencji, to widoczne są na histogramie. RSI.gif neutralnie. Widać więc
nie jest najlepiej i także bliski nam Dax.gif powinien prędzej po przebiciu
analogicznych do USA linii trendu testować okolice 3000, niż testować
ostatnie szczyty. W całej układance nie pasuje jedynie pora roku, która na
wszystkich światowych rynkach nie sprzyja giełdowym niedźwiedziom.
Mimo to, liczyłbym w nadchodzącym tygodniu na dalsze spadki. Poniedziałek
jeszcze, zgodnie z tradycją ostatnich tygodni, może być całkiem niezłą
sesją, ale dalej spodziewałbym się zejścia kontraktów pod 1200 pkt.
Zrealizowałoby to zasięg wybicia z diamentu i doprowadziło rynek do
krótkoterminowego wykupienia, które po ostatnim trendzie wzrostowym dość
szybko zachęciłoby łapaczy dołków. Stąd nie liczyłbym na żadne głębsze
przeceny i tak naprawdę przed szczytem w Kopenhadze powinienem pisać o
stabilizacji. Ze względu na to dość nietypowe wydarzenie nawet ewentualne
spadki na Zachodzie mogłyby nas nie ruszać (i tak powinniśmy być mocniejsi).
Jednak najbardziej prawdopodobne z technicznego punktu widzenia wydaje mi
się właśnie zejście pod 1200 i dopiero po lekkim odbiciu wejście w horyzont.
Byki na pewno będą chciały powalczyć o utrzymanie linii trendów wzrostowych
Kontrakty.gif Indeks.gif
[email protected]