Spółka poinformowała wczoraj, że Bogdan Benczak zrezygnował z pracy w radzie nadzorczej. "W związku z rezygnacją (...)Vistula nie posiada statutowego organu, jakim jest rada" - informuje zarząd. Po odejściu B. Benczaka składałaby się z czterech członków, a statut przedsiębiorstwa stanowi, że powinna liczyć 5-6 osób.
B. Benczak złożył rezygnację przed rozpoczęciem posiedzenia rady, wyznaczonym na 18 grudnia. Wczoraj okazało się, że rada jest jeszcze bardziej "zdekompletowana". Odszedł z niej również Zbigniew Staszak. Pierwszy reprezentował PZU, drugi nie był utożsamiany z żadnym z akcjonariuszy firmy.
Zmiany zablokowane
Rada miała podczas środowych obrad dokonać zmian w zarządzie Vistuli. Rezygnacja przedstawiciela PZU uniemożliwiła jej podjęcie decyzji. - Osoby, które nie złożyły rezygnacji z pracy w radzie, zebrały się jednak. Nie wiem, czy i jakie decyzje podjęły. Spółka nie została o nich poinformowana - powiedział nam Michał Wójcik, wiceprezes Vistuli. Jeżeli jednak "zdekompletowana" rada dokonała zmian w zarządzie, firma będzie kolejną giełdową spółką, w której rozgorzeje spór, czy organ nadzorczy, w składzie mniejszym od przewidzianego w statucie, może skutecznie działać.
Kilka dni wcześniej ze stanowiska zrezygnował prezes Vistuli Roman Wenzl, kojarzony z holenderskim udziałowcem spółki - firmą H.I.P. Holding. W zarządzie pozostały dwie osoby. Prezes odszedł, bo zmniejszono jego kompetencje. Rada uchwaliła bowiem, że jednoosobowa reprezentacja zarządu będzie ograniczona do minimum - spraw o stosunkowo niewielkiej wartości, których szybkie rozstrzygnięcie jest niezbędne do operacyjnego zarządzania firmą. Tymczasem z naszych informacji wynika, że były prezes dążył do skupienia pełnej władzy w swoich rękach. Uchwałę o nowym podziale kompetencji w zarządzie podejmowała rada podczas posiedzenia, na którym nieobecni byli przedstawiciele Holendrów. Dzięki rezygnacji R. Wenzla, polscy akcjonariusze Vistuli, w szczególności PZU, uzyskali kontrolę nad spółką. Holendrzy chcą ją odzyskać.