Reklama

Inwestorzy obniżą udziały w bankach

Z Wojciechem Kwaśniakiem, Generalnym Inspektorem Nadzoru Bankowego, rozmawia Piotr Utrata

Publikacja: 28.01.2003 08:41

W niektórych największych bankach udział inwestorów zagranicznych w akcjonariacie sięga 90% lub przekracza ten poziom. Dlaczego, mimo braku płynności akcji tych spółek na giełdzie, nadzór bankowy nie chce, aby były one wycofane z publicznego obrotu?

Sprawa płynności obrotu, choć ważna dla inwestorów giełdowych, dla nas jest drugorzędna. Najważniejsza dla nas jest kwestia przejrzystości banku. Z tego powodu popieramy pomysły notowania na GPW jak największej liczby banków i bardzo niechętnie odnosimy się do jakichkolwiek pomysłów wyprowadzenia ich z rynku.

Dotychczas inwestorzy, którzy występowali do nas o zgodę na objęcie znacznych pakietów akcji, zobowiązywali się do tego, że przejmowany przez nich bank będzie utrzymany na giełdzie. W przypadku gdy w związku z zakupem akcji w publicznym wezwaniu zwiększyli swój pakiet ponad próg 75% głosów na WZA, to w uzgodnionym przez nas terminie zgodzili się go obniżyć. Z reguły mają na to dwa lata od uzyskania zezwolenia.

Czy banki już konsultują z nadzorem sposób obniżenia zaangażowania? Kiedy może to nastąpić?

Niektórym inwestorom termin obniżenia udziału upływał w pierwszych miesiącach tego roku. Ze względu na stan rynków kapitałowych zgodziliśmy się dać im na tę operację jeszcze pół roku. Stąd można się spodziewać, że w drugiej połowie roku na rynku powinny się pojawić poza BGŻ i PKO BP, dwie nowe oferty dużych banków giełdowych.

Reklama
Reklama

Rozumiem, że dotyczy to Banku Handlowego i ING BSK, których inwestorzy zapowiadali obniżenie swoich udziałów?

Banki te same informowały o tym. Jednak obniżenie kapitału dotyczy także innych dużych banków, w których udział inwestora strategicznego przekracza 75%, mimo że ma nasze zezwolenie na posiadanie takiej liczby głosów. Niektórzy dostawali zgodę na zwiększenie liczby akcji w 2001 i 2002 roku. Dlatego dla nich okres obniżenia udziałów upłynie w 2004 i 2005 roku. Proces ten będzie więc postępował.

W zeszłym roku nadzór bankowy ustanowił zarządy komisaryczne w trzech bankach: warszawskim Banku Społem, białostockim Banku Wschodnim oraz lubelskim Wschodnim Banku Cukrownictwa. W przypadku dwóch ostatnich instytucji pojawiły się głosy, że organy nadzorcze zbyt późno zareagowały na nieprawidłowości w tych spółkach.

Wobec każdego z tych banków podejmowaliśmy działania znacznie wcześniej. Nie o wszystkich naszych krokach informowaliśmy, bo mogłoby to spowodować panikę wśród klientów, prowadzącą do upadku podmiotów.

Zanim zdecydowaliśmy o zastąpieniu dotychczasowych władz zarządami komisarycznymi, musieliśmy najpierw ustalić rzeczywistą kondycję finansową banków. Uważały one, że ich sytuacja jest znacznie lepsza, niż wynikałoby to z ocen dokonywanych przez nadzór bankowy. Nawet gdy mamy przekonanie, że zarządy banków przeprowadzają jedynie ruchy pozorowane, nie prowadzące do uzdrowienia zarządzanych przez nich instytucji, to i tak nie mamy innego wyjścia, jak przejść długą drogę prawną. To często opóźnia nasze działania. Jednak nie możemy pójść na skróty, ponieważ nasze decyzje mogą być i często są zaskarżane do sądu. Na razie żadna z nich nie została podważona, mimo kierowania wielu spraw na drogę sądową, w tym nawet do Sądu Najwyższego, czy też Trybunału Konstytucyjnego.

Jaki jest główny powód bankructwa banków?

Reklama
Reklama

W 90% przypadków odpowiada za to złe zarządzanie spółką. Dlatego ratując banki przed upadłością, staramy się poprawić jakość zarządzania, zmniejszyć koszty działania oraz doprowadzić do podwyższenia kapitału. Banki działają w warunkach gospodarki rynkowej, co oznacza, że mogą upaść. Musimy jednak pamiętać o interesie klientów, który jest dla nas najważniejszy. To właśnie oni tracą swoje oszczędności, w przypadku gdy przewyższają one kwoty objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dlatego gdy tylko jest szansa, żeby uchronić bank przed upadłością, to należy z niej skorzystać. Natomiast dla władz banku i jego właścicieli bankructwo lub wprowadzenie nadzoru komisarycznego powoduje często te same skutki - tracą oni kontrolę nad spółką i zainwestowany kapitał.

W połowie ubiegłego roku nadzór bankowy znalazł dla Banku Wschodniego inwestora, który uratował go przed bankructwem. Podobne działania były już podejmowane w przeszłości. Natomiast WBC zdecydowały się pomóc największe banki. Czy model ten będzie stosowany w przyszłości w przypadku kłopotów innego podmiotu?

Wprowadzenie do Banku Wschodniego i Banku Społem nowego inwestora także było decyzją bezprecedensową. Został nim bowiem nie podmiot zagraniczny, ani polska instytucja finansowa, tylko inwestor indywidualny - Mariusz Łukasiewicz. To znana osoba w systemie bankowym, bo była jednym z założycieli firmy pośrednictwa finansowego Lukas, będącej głównym właścicielem Lukas Banku. Nowy inwestor dokonał już dokapitalizowania Banku Społem. Dlatego przewidujemy, że w I kwartale tego roku wycofamy z niego zarząd komisaryczny. Należy pamiętać, że przed dokapitalizowaniem również Bank Społem przeżywał problemy finansowe.

Nieco inna była natomiast sytuacja WBC. Początkowo interesowało się nim kilka instytucji, w tym bank giełdowy. W efekcie jednak żaden z inwestorów nie zdecydował się na przejęcie. Wobec wysokich strat WBC, które przekraczały fundusze własne, braliśmy pod uwagę możliwość jego bankructwa. Koszty upadku byłyby jednak bardzo dotkliwe dla całego sektora bankowego, ponieważ WBC posiadał depozyty o wartości blisko 1 mld zł. Oznacza to, że inne banki proporcjonalnie do udziału w rynku depozytów musiałyby wpłacić niedużo niższą kwotę do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dlatego poprosiliśmy grupę 12 największych banków, aby rozważyły możliwość uczestnictwa w restrukturyzacji WBC oraz jego dokapitalizowania przy wykorzystaniu środków BFG. Nasza propozycja była dla nich znacznie korzystniejsza od potencjalnej upadłości. W sumie bank zostanie dokapitalizowany kwotą 200 mln zł oraz otrzyma 400 mln zł pożyczki z BFG.

Czy obecnie jakiś bank jest zagrożony upadłością?

Od kilku lat mamy bardzo duży przyrost należności zagrożonych. Ich udział w portfelach banków przekroczył 20%. To negatywnie wpływa na sytuację szczególnie tych spółek, które w ostatnich latach nie powiększały funduszy własnych bądź były zaangażowane w ryzykowne branże. Z tego powodu nie możemy wykluczyć, że nadzór bankowy będzie musiał w tym roku podjąć akcję ratunkową.

Reklama
Reklama

Według wielu standardów nadzorczych udział należności zagrożonych w portfelu kredytowym na poziomie 20% oznacza, że mamy do czynienia z oznakami silnej gorączki. Są jednak w Polsce banki, w których ten wskaźnik przekracza 30%. W tych przypadkach możemy już mówić o kryzysie. Wówczas sprawdzamy, czy należności tych banków są dobrze zabezpieczone rezerwami celowymi, jakie osiągają one wyniki finansowe oraz czy ewentualna strata nie jest znaczna w porównaniu z funduszami własnymi. Jeśli elementy te nie budzą naszych obaw, to wówczas pozostawiamy dotychczasowym władzom banków czas na przeprowadzenie restrukturyzacji portfela kredytowego. Jeśli tak nie jest, to wówczas możemy podjąć decyzję o wprowadzeniu zarządu komisarycznego lub likwidacji bądź upadłości banku.

Czy w tym roku jest szansa na zmniejszenie przyrostu złych długów w sektorze bankowym?

Wydaje się, że tak. W ciągu minionego roku tempo przyrostu należności zagrożonych malało. W I kwartale wynosiło 1,4%, w drugim 1,2%, a w trzecim 0,5%. Na razie nie mamy danych z IV kwartału. Przypuszczam jednak, że będzie on nieco gorszy niż trzeci. Mimo to uważam, że w tym roku poziom należności zagrożonych nie będzie już przyrastał w takim tempie, jak w ostatnich dwóch latach. Jednym z głównych powodów są oznaki ożywienia gospodarczego, co daje szanse na zwiększenie zapotrzebowania na kredyty o niższym poziomie ryzyka. To z kolei wpłynie na obniżenie udziału należności zagrożonych w portfelach kredytowych.W tym roku banki spółdzielcze osiągają znacznie wyższą rentowność od banków komercyjnych. Nie zanotowały także drastycznego pogorszenia się jakości portfela kredytowego. Jaki jest powód tego zjawiska?

Banki spółdzielcze działają w innym segmencie rynku niż komercyjne. W dużej części obsługują one klientów indywidualnych oraz małe firmy. Klienci ci zwykle korzystają z drobnych kredytów. To sprawia, że ryzyko związane z ich udzieleniem jest znacznie niższe niż w przypadku dużych korporacji. Udział należności zagrożonych klientów indywidualnych w portfelu kredytowym sektora bankowego wynosi bowiem około 15%, wobec 21% średniej dla całego portfela.

Kolejnym czynnikiem, który sprzyja sektorowi spółdzielczemu, jest dobra znajomość klientów. Jest to wynik działania i znajomości realiów lokalnego rynku. Banki spółdzielcze zwykle ograniczają swoją ekspansję do terenu gminy lub powiatu.

Reklama
Reklama

Następna przyczyna, która wpływa na osiąganie wyższej rentowności przez sektor spółdzielczy, to poprawa zarządzania w tych instytucjach. Duży udział miał w tym nadzór bankowy, który od lat naciskał na restrukturyzację tego sektora. Nie bez znaczenia dla obecnej kondycji banków spółdzielczych było wykupienie w połowie lat dziewięćdziesiątych z tego sektora należności zagrożonych. Dlatego teraz ich portfel kredytowy jest lepszej jakości niż w bankach komercyjnych. Na koniec III kwartału ub.r. udział należności zagrożonych w portfelu kredytowym wynosił około 6,7%. To jest duża różnica w porównaniu z bankami komercyjnymi, w których udział ten osiągnął poziom aż 21,7%.

Czy sektor spółdzielczy wytrzyma jednak narastającą konkurencję silnych kapitałowo, a co za tym idzie, mających środki na ekspansję rynkową banków komercyjnych? Jaka jest ich przyszłość?

Obecnie udział sektora spółdzielczego w rynku bankowym wynosi około 5%. Wyzwaniem dla niego będzie jego zwiększenie do poziomu powyżej 10%. Wówczas podmioty te mają szanse na trwałe utrzymanie się na rynku. Kolejnym wyzwaniem dla banków spółdzielczych są spadające stopy procentowe. To sprawia, że obecnie uzyskiwane przez banki marże są nie do utrzymania. W sektorze spółdzielczym wynoszą one średnio 6,9%, w bankach komercyjnych 3,14%, a w instytucjach z Unii Europejskiej poniżej 2%.

Co prawda, banki spółdzielcze mają tę przewagę, że doskonale znają rynek lokalny, ale to nie wystarczy do ochrony przed konkurencją. Muszą w związku z tym wzmocnić się kapitałowo, aby mieć środki na inwestycje w infrastrukturę bankową oraz ekspansję na rynku. Rozwiązaniem tego problemu jest konsolidacja. Proces ten nabrał w ostatnich miesiącach dużego tempa.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama