zakupu środków do prowadzenia tej działalności, ale na pokrycie kosztów
funkcjonowania, które wymaga państwo. Działalność już na starcie musi dać
taką rentowność, by zaspokoić żarłoczne państwo, nie mówiąc o utrzymaniu
siebie i rodziny. W takiej sytuacji nie jest dziwne, że działalności
podejmują się osoby z jakąś gotówką, która pozwala im przetrwać pierwszy
trudny okres. Kto ma taką gotówkę? Na pewno nie najbiedniejsi.
Czy to jest tak trudne do uzmysłowienia? Czy demagogia aż w takim stopniu
przesłania zdrowy rozsądek? Jak można zakładać, że gospodarka będzie się
charakteryzowała dynamiką, która została określona jako wariant
optymistyczny w sytuacji, gdy nie tylko nie podejmuje się działań
pomocniczych, ale wręcz rzuca kolejne kłody pod nogi tych, którzy mają tą
gospodarkę podnieść? Co pozwala Kołodce na takie założenie? Jaki element
sprawi, że mimo zwiększenia obciążeń, stanie się (w moim mniemaniu) cud i
przedsiębiorcy rzuca się do inwestycji i wykażą chęć do większego
zatrudnienia? Wreszcie pytanie chyba najważniejsze, co oprócz wiary w
szczęśliwe zakończenie, pozwalało, by podstawą do uchwalenia budżetu było
mało realne założenie stosunkowo mocnego wzrostu PKB? Wzrostu, który teraz
MinFin uważa za "jeszcze możliwy". "Jeszcze możliwe" to może być zdobycie
Pucharu Świata przez Adama Małysza, ale nie wydaje mi się, by takie same
kategorie oceny były adekwatne do założeń fint postawienia na swoim wbrew znacznej większości ekonomistów sprawi, że
wobec Kołodki zostaną wyciągnięte konsekwencje w przypadku niespełnienia
prognoz? Czy można uważać za rozsądne opieranie jakiejkolwiek działalności
na założeniach "optymistycznych", które nie biorą pod uwagę niesprzyjającego
otoczenia? Potem można oczywiście obarczyć winą tą niesprzyjające otoczenie.
"Chciałem dobrze, ale się nie dało. Niemcy się nie rozwijają, wysokie ceny
ropy..." itd.
Jak już jesteśmy przy otoczeniu. W tym tygodniu zaaplikowano nam kolejną
serię danych makro. Kolejną, która w żaden sposób nie może podnieść nas na
duchu, a na pewno powinna przyprawić rządzących o kolejne wrzody. Realizacja
"wariantu optymistycznego" staje się coraz mniej prawdopodobna, ale
pamiętajmy, że "nadal jest realna". Realne jest oczywiście, że indeks WIG20
będzie na koniec roku na poziomie 2000 pkt. Przecież niczego nie wolno
wykluczyć. Tylko, czy ktoś na podstawie takiego przeświadczenia otworzy
longi i to bez ustawienia stopów, bo pamiętajmy, że budżet nie ma stopów
(no, za taki można ewentualnie uznać nowelizację ustawy budżetowej). Zaczęło
się już w poniedziałek od wskaźnika ISM w USA. Jego wartość tylko
nieznacznie przekraczała poziom 50 pkt czyli ten, który odgranicza wzrost od
recesji. Ze składników, które tworzą indeks ISM najgorzej przedstawiały się
nowe zamówienia (spadek z 59.7 do 52.3) oraz zatrudnienie (spadek z 47.6 do
42.8). Wnioski chyba nasuwają się same. Słaba sytuacja na rynku pracy
została potwierdzona w czwartek po publikacji liczby nowych wniosków o
zasiłek dla bezrobotnych oraz piątek po publikacji stopy bezrobocia, a
zwłaszcza dużego spadku liczby miejsc pracy. W przypadku tego ostatniego
dużą rolę odegrała mobilizacja aktywnych zawodowo rezerwistów. Niemniej,
nawet biorąc pod uwagę ten czynnik, dane okazały się słabe. Pocieszeniem
może być wzrost wartości zamówień w przemyśle, choć tu wahania są spore i na
razie zbyt dalekoidących wniosków wyciągać nie można. Jeśli chodzi o kraje
na bliższe to warto przypomnieć, że w tym tygodniu podana została stopa
bezrobocia w Niemczech. Po raz kolejny zanotowano jej wzrost, tym razem do
11,3%. W całej strefie euro stopa ta wzrosła do 8,6%. Także wiele do
życzenia pozostawia dynamika wzrostu PKB w strefie euro oraz jej prognozy na
najbliższe kwartały. Nie ma co liczyć w najbliższych miesiącach na wzrost
większy niż 0,5%, a i ta wartość jest wysoka. Nie sądzę, by wiele pomogła
ostatnia obniżka stóp procentowych prze ECB. 25 pkt bazowych to był
minimalny ruch, jakiego należało się spodziewać. Dalszy wzrost cen surowców,
oraz pierwsze oznaki, które mogą zwiastować inflację w USA raczej nie będą
dopingować do większych cięć.
Na polskim gruncie oprócz danych o bezrobociu (ponowny wzrost do ...) oraz
wspomnianych już analiz "Programu naprawy..." rynek musiał oswoić się z
faktem rozpadu koalicji. Przyszło mu to całkiem łatwo. Odejście PSL to nie
tylko minusy związane ze zwiększeniem ryzyka politycznego, gdyż nasz kraj ma
to już wpisane w swoją charakterystykę. Odejście PSL to zwiększenie się
ryzyka związanego ze zbliżającym się referendum akcesyjnym. Nadal bowiem
niewiadomo, co faktycznie myślą członkowie tego ugrupowania i za jaką opcją
się opowiedzą. Część z nich jest "za", część "przeciw". Nie jest nawet
pewne, czy w ogóle taka jednoznaczna deklaracja padnie. To trochę niepokoi,
gdyż brak jednoznacznego poparcia, co by nie mówić, sporego ugrupowania
osłabia zwolenników integracji. Na szczęście ich liczba jest obecne znacznie
większa niż przeciwników, a prawdopodobny sukces pierwszego wśród krajów
kandydujących referendum na Malcie, powinno utwierdzić za głosowaniem "za".
Niemnzy twierdzą, że teraz rząd
będzie miał poważny problem z pozyskaniem prouniejnej większości. Plusem
rozłamu dotychczasowej koalicji jest to, że teraz targi dotyczące projektów
rządowych zejdą z poziomu rządowego na poziom parlamentarny, a to daje
nadzieję, że chęć uzyskania poparcia w PO spowoduje, że projekty ocierające
się o gospodarkę (a takich przecież jest większość) będą "realniejsze".
Oczywiście piszę to przy założeniu, że faktycznie rząd będzie się starał
pozyskać głosy PO. Niby nie jest to niezbędne, gdyż koalicja pozyskała głosy
pomniejszych kół poselskich, jednak historia uczy, że samo SLD nie ma
stuprocentowej pewności co do własnych ludzi, którzy np. mogą się nie stawić
na głosowanie. Najgorszym rozwiązaniem byłoby próby dogadania się z
Samoobroną.
Przejdźmy do wykresów. Tu sprawa jest dość ciekawa, bo po takiej porcji
raczej ponurych wywodów trzeba powiedzieć, że najprawdopodobniej czekają nas
lepsze dni na rynku. Jak widać na wykresie wig20fut.gif bykom po raz kolejny
udało się obronić przed większym spadkiem, a to sugeruje, że nadal będziemy
przebywać w średnioterminowej konsolidacji. Skoro odbiliśmy się od dolnego
ograniczenia, to chyba przyszedł czas na ruch w kierunku ograniczenia
górnego. Oczekiwanie wzrostu ma podstawy także na wykresie intra, gdzie
została pokonana linia trendu spadkowego Kontrakty.gif Także padło kilka
ciekawych sygnałów na wskaźnikach dziennych, np. na CCI CCIdzienny_fut.gif
Już w poniedziałek będziemy mieli okazję przekonać się, jak mocny jest opór
na 1095-6 pkt. Myślę, że jeśli nawet nie w poniedziałek, to może w następne
dni wyjdziemy nad ten poziom (zostanie wtedy wykreślona formacja podwójnego
dna) i przyjdzie nam przetestować poziom 1130-35 pkt. Nie sądzę, byśmy
pokonali ten poziom. Trzeba pamiętać, że rodzący się teraz wzrost to jedynie
przedłużanie się korekty w długoterminowym trendzie spadkowym, co zdaje się
potwierdzać także wykres tygodniowy FUTUREStyg.gif Nie widać obecnie żadnych
poważniejszych powodów, które pozwalałyby na twierdzenie, że trend zmienia
kierunek na wzrostowy. Taką wstępną przesłanką mogłoby być wyjście cen
kontaktów nad poziom 1135 pkt. Wtedy wykreślona byłaby znacznie większa
formacja podwójnego dna z perspektywą wzrostu w okolice luki z początku
stycznia br. wig20fut.gif Taki wzrost uważam obecnie za mało prawdopodobny.
Kamil Jaros