Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Tydzień rozpoczęliśmy od dyskusji na temat wariantowej propozycji Ministra Finansów, która z założenia miała dotyczyć reformy finansów publicznych. Z założenia, bo jednak faktycznie propozycje dotyczą jedynie rozwiązań podatkowych, a w mały, stopniu dotykają strony wydatkowej budżetu. Trudno więc mówić z pełnym przeświadczeniem, że mowa jest o reformie finansów publicznych, lecz bardziej adekwatne jest stwierdzenie, że mamy do czynienia ze zmianami w systemie podatkowym. Te zmiany to niestety t

Publikacja: 09.03.2003 18:01

Tydzień rozpoczęliśmy od dyskusji na temat wariantowej propozycji Ministra

Finansów, która z założenia miała dotyczyć reformy finansów publicznych. Z

założenia, bo jednak faktycznie propozycje dotyczą jedynie rozwiązań

podatkowych, a w mały, stopniu dotykają strony wydatkowej budżetu. Trudno

więc mówić z pełnym przeświadczeniem, że mowa jest o reformie finansów

Reklama
Reklama

publicznych, lecz bardziej adekwatne jest stwierdzenie, że mamy do czynienia

ze zmianami w systemie podatkowym. Te zmiany to niestety tylko część tego,

czego oczekuje się od dawna mówiąc o reformie finansów publicznych, a

nazywanie tych propozycji reformą uważam za nadużycie. Niestety nawet ta

część dotycząca podatków wydaje się nie do przyjęcia. Cieszą oczywiście

propozycje redukcji ulg i zwolnień, co ma za zadanie uproszczenie zasad.

Reklama
Reklama

Niestety fakt, że za likwidacją tych ulg nie idzie obniżenie stawek

podatkowych powoduje, że trudno takie działanie zaakceptować. Każdy sobie

przecież zdaje sprawę, że oznacza to faktycznie podniesienie wpłacanych do

budżetu podatków. Co ważniejsze, takie posunięcie najbardziej godzi w tych,

którzy z tych ulg korzystali, a więc osoby ze średnimi lub wyższymi

dochodami.

Reklama
Reklama

Mamy zatem kolejny cios w klasę średnią, czyli ludzi przedsiębiorczych, na

których głównie opiera się nasza gospodarka. Ci przedsiębiorcy decyzją

Minfina (jeśli ta zostanie zaakceptowana) mają płacić więcej podatków, a

zarazem stać się siłą napędową odrodzenia się gospodarki, by ta

przyspieszyła tak, by osiągnąć optymistyczne założenia Minfina. Ten paradoks

Reklama
Reklama

można jedynie porównać do sytuacji, w której biegaczowi na 1000 m każe się

biec na 1500 m, ale za razem stawia się zadanie uzyskania lepszego czasu niż

na 1000 m. Sytuacja kuriozalna i właściwie nie sposób pojąć, jakim tokiem

rozumowania można taką sytuację uważać za wykonalną. Ja wiem, że to ładnie

brzmi, że bogatsi muszą płacić więcej. Niestety demagogia polityczna ma

Reklama
Reklama

swoje granice. Trzeba sobie to jasno powiedzieć - to nie dzięki

najbiedniejszym gospodarka kwitnie, to nie oni sprawiają, że wzrasta liczba

miejsc pracy. Oni na te miejsca czekają. Może wielu by chciało podjąć

działalność gospodarczą, ale niestety brak choćby małego kapitału sprawia,

że nie mają możliwości. Ten kapitał jest po prostu niezbędny i to nie do

Reklama
Reklama

zakupu środków do prowadzenia tej działalności, ale na pokrycie kosztów

funkcjonowania, które wymaga państwo. Działalność już na starcie musi dać

taką rentowność, by zaspokoić żarłoczne państwo, nie mówiąc o utrzymaniu

siebie i rodziny. W takiej sytuacji nie jest dziwne, że działalności

podejmują się osoby z jakąś gotówką, która pozwala im przetrwać pierwszy

trudny okres. Kto ma taką gotówkę? Na pewno nie najbiedniejsi.

Czy to jest tak trudne do uzmysłowienia? Czy demagogia aż w takim stopniu

przesłania zdrowy rozsądek? Jak można zakładać, że gospodarka będzie się

charakteryzowała dynamiką, która została określona jako wariant

optymistyczny w sytuacji, gdy nie tylko nie podejmuje się działań

pomocniczych, ale wręcz rzuca kolejne kłody pod nogi tych, którzy mają tą

gospodarkę podnieść? Co pozwala Kołodce na takie założenie? Jaki element

sprawi, że mimo zwiększenia obciążeń, stanie się (w moim mniemaniu) cud i

przedsiębiorcy rzuca się do inwestycji i wykażą chęć do większego

zatrudnienia? Wreszcie pytanie chyba najważniejsze, co oprócz wiary w

szczęśliwe zakończenie, pozwalało, by podstawą do uchwalenia budżetu było

mało realne założenie stosunkowo mocnego wzrostu PKB? Wzrostu, który teraz

MinFin uważa za "jeszcze możliwy". "Jeszcze możliwe" to może być zdobycie

Pucharu Świata przez Adama Małysza, ale nie wydaje mi się, by takie same

kategorie oceny były adekwatne do założeń fint postawienia na swoim wbrew znacznej większości ekonomistów sprawi, że

wobec Kołodki zostaną wyciągnięte konsekwencje w przypadku niespełnienia

prognoz? Czy można uważać za rozsądne opieranie jakiejkolwiek działalności

na założeniach "optymistycznych", które nie biorą pod uwagę niesprzyjającego

otoczenia? Potem można oczywiście obarczyć winą tą niesprzyjające otoczenie.

"Chciałem dobrze, ale się nie dało. Niemcy się nie rozwijają, wysokie ceny

ropy..." itd.

Jak już jesteśmy przy otoczeniu. W tym tygodniu zaaplikowano nam kolejną

serię danych makro. Kolejną, która w żaden sposób nie może podnieść nas na

duchu, a na pewno powinna przyprawić rządzących o kolejne wrzody. Realizacja

"wariantu optymistycznego" staje się coraz mniej prawdopodobna, ale

pamiętajmy, że "nadal jest realna". Realne jest oczywiście, że indeks WIG20

będzie na koniec roku na poziomie 2000 pkt. Przecież niczego nie wolno

wykluczyć. Tylko, czy ktoś na podstawie takiego przeświadczenia otworzy

longi i to bez ustawienia stopów, bo pamiętajmy, że budżet nie ma stopów

(no, za taki można ewentualnie uznać nowelizację ustawy budżetowej). Zaczęło

się już w poniedziałek od wskaźnika ISM w USA. Jego wartość tylko

nieznacznie przekraczała poziom 50 pkt czyli ten, który odgranicza wzrost od

recesji. Ze składników, które tworzą indeks ISM najgorzej przedstawiały się

nowe zamówienia (spadek z 59.7 do 52.3) oraz zatrudnienie (spadek z 47.6 do

42.8). Wnioski chyba nasuwają się same. Słaba sytuacja na rynku pracy

została potwierdzona w czwartek po publikacji liczby nowych wniosków o

zasiłek dla bezrobotnych oraz piątek po publikacji stopy bezrobocia, a

zwłaszcza dużego spadku liczby miejsc pracy. W przypadku tego ostatniego

dużą rolę odegrała mobilizacja aktywnych zawodowo rezerwistów. Niemniej,

nawet biorąc pod uwagę ten czynnik, dane okazały się słabe. Pocieszeniem

może być wzrost wartości zamówień w przemyśle, choć tu wahania są spore i na

razie zbyt dalekoidących wniosków wyciągać nie można. Jeśli chodzi o kraje

na bliższe to warto przypomnieć, że w tym tygodniu podana została stopa

bezrobocia w Niemczech. Po raz kolejny zanotowano jej wzrost, tym razem do

11,3%. W całej strefie euro stopa ta wzrosła do 8,6%. Także wiele do

życzenia pozostawia dynamika wzrostu PKB w strefie euro oraz jej prognozy na

najbliższe kwartały. Nie ma co liczyć w najbliższych miesiącach na wzrost

większy niż 0,5%, a i ta wartość jest wysoka. Nie sądzę, by wiele pomogła

ostatnia obniżka stóp procentowych prze ECB. 25 pkt bazowych to był

minimalny ruch, jakiego należało się spodziewać. Dalszy wzrost cen surowców,

oraz pierwsze oznaki, które mogą zwiastować inflację w USA raczej nie będą

dopingować do większych cięć.

Na polskim gruncie oprócz danych o bezrobociu (ponowny wzrost do ...) oraz

wspomnianych już analiz "Programu naprawy..." rynek musiał oswoić się z

faktem rozpadu koalicji. Przyszło mu to całkiem łatwo. Odejście PSL to nie

tylko minusy związane ze zwiększeniem ryzyka politycznego, gdyż nasz kraj ma

to już wpisane w swoją charakterystykę. Odejście PSL to zwiększenie się

ryzyka związanego ze zbliżającym się referendum akcesyjnym. Nadal bowiem

niewiadomo, co faktycznie myślą członkowie tego ugrupowania i za jaką opcją

się opowiedzą. Część z nich jest "za", część "przeciw". Nie jest nawet

pewne, czy w ogóle taka jednoznaczna deklaracja padnie. To trochę niepokoi,

gdyż brak jednoznacznego poparcia, co by nie mówić, sporego ugrupowania

osłabia zwolenników integracji. Na szczęście ich liczba jest obecne znacznie

większa niż przeciwników, a prawdopodobny sukces pierwszego wśród krajów

kandydujących referendum na Malcie, powinno utwierdzić za głosowaniem "za".

Niemnzy twierdzą, że teraz rząd

będzie miał poważny problem z pozyskaniem prouniejnej większości. Plusem

rozłamu dotychczasowej koalicji jest to, że teraz targi dotyczące projektów

rządowych zejdą z poziomu rządowego na poziom parlamentarny, a to daje

nadzieję, że chęć uzyskania poparcia w PO spowoduje, że projekty ocierające

się o gospodarkę (a takich przecież jest większość) będą "realniejsze".

Oczywiście piszę to przy założeniu, że faktycznie rząd będzie się starał

pozyskać głosy PO. Niby nie jest to niezbędne, gdyż koalicja pozyskała głosy

pomniejszych kół poselskich, jednak historia uczy, że samo SLD nie ma

stuprocentowej pewności co do własnych ludzi, którzy np. mogą się nie stawić

na głosowanie. Najgorszym rozwiązaniem byłoby próby dogadania się z

Samoobroną.

Przejdźmy do wykresów. Tu sprawa jest dość ciekawa, bo po takiej porcji

raczej ponurych wywodów trzeba powiedzieć, że najprawdopodobniej czekają nas

lepsze dni na rynku. Jak widać na wykresie wig20fut.gif bykom po raz kolejny

udało się obronić przed większym spadkiem, a to sugeruje, że nadal będziemy

przebywać w średnioterminowej konsolidacji. Skoro odbiliśmy się od dolnego

ograniczenia, to chyba przyszedł czas na ruch w kierunku ograniczenia

górnego. Oczekiwanie wzrostu ma podstawy także na wykresie intra, gdzie

została pokonana linia trendu spadkowego Kontrakty.gif Także padło kilka

ciekawych sygnałów na wskaźnikach dziennych, np. na CCI CCIdzienny_fut.gif

Już w poniedziałek będziemy mieli okazję przekonać się, jak mocny jest opór

na 1095-6 pkt. Myślę, że jeśli nawet nie w poniedziałek, to może w następne

dni wyjdziemy nad ten poziom (zostanie wtedy wykreślona formacja podwójnego

dna) i przyjdzie nam przetestować poziom 1130-35 pkt. Nie sądzę, byśmy

pokonali ten poziom. Trzeba pamiętać, że rodzący się teraz wzrost to jedynie

przedłużanie się korekty w długoterminowym trendzie spadkowym, co zdaje się

potwierdzać także wykres tygodniowy FUTUREStyg.gif Nie widać obecnie żadnych

poważniejszych powodów, które pozwalałyby na twierdzenie, że trend zmienia

kierunek na wzrostowy. Taką wstępną przesłanką mogłoby być wyjście cen

kontaktów nad poziom 1135 pkt. Wtedy wykreślona byłaby znacznie większa

formacja podwójnego dna z perspektywą wzrostu w okolice luki z początku

stycznia br. wig20fut.gif Taki wzrost uważam obecnie za mało prawdopodobny.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama