Skupowanie przez spółki własnych akcji w wezwaniach może wejść w modę. Wszystko za sprawą opisanych przez nas w piątek i obowiązujących od niedawna regulacji podatkowych. Zgodnie z nimi, inwestorzy, sprzedając papiery firmie w wezwaniu, muszą podzielić się z fiskusem, oddając mu 15% (a właściwie robi to spółka, potrącając część należnej akcjonariuszom kwoty). To rozwiązanie jest bardzo korzystne dla osób prawnych oraz osób fizycznych, które weszły w posiadanie akcji, zanim spółka znalazła się w obrocie publicznym (np. osoby fizyczne musiałyby od zysku ze sprzedaży walorów zapłacić podatek na ogólnych zasadach, czyli w praktyce najczęściej 40%). Ale nie jest już korzystne dla inwestorów giełdowych, w tym drobnych graczy, którzy kupili akcje na giełdzie (w innych przypadkach sprzedając walory nie płacą przecież żadnego podatku). I to, jak wynika z naszych informacji, nie podoba się Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Uważa ona, że blokując tego typu operacje, działa w obronie drobnych akcjonariuszy.

Nie zawsze może jednak powstrzymać działania spółek. Nie było to możliwe w przypadku ComArchu, bo - inaczej niż Stomil Sanok - ogłosił wezwanie na taki pakiet akcji, którego zgromadzenie nie wymaga zgody KPWiG. Najprawdopodobniej sytuacja powtórzy się w Groclinie, który najpierw chce pozyskać środki z emisji, a następnie ich część przeznaczyć na zakup akcji od prezesa.

Jak się okazuje, sposób finansowania takich operacji też jest bardzo ważny. Odmawiając Stomilowi Sanok zgody na przekroczenie progu 33% głosów przy zakupie własnych akcji, KPWiG powołała się na "ważny interes gospodarki narodowej". - Mogę powiedzieć tylko tyle, że jedną z przesłanek odmowy zgody na przekroczenie przez spółkę progu 33% był planowany sposób finansowania zakupu akcji od akcjonariuszy. Komisja musi mieć na uwadze, aby środki pochodziły w takich przypadkach ze spółki, a nie z innych źródeł, których wykorzystanie mogłoby spowodować zubożenie przedsiębiorstwa - mówi Mirosław Stępniewski, rzecznik KPWiG. Z naszych ustaleń wynika, że Stomil zamierzał się zadłużyć w bankach, aby pozyskać środki na zakupy.