Reklama

Vistula do reanimacji

Krakowska Vistula spłaca odsetki, reguluje zobowiązania publicznoprawne, nie zalega z pensjami. Może jednak upaść. Wszystko z powodu wojny korporacyjnej i dwuwładzy.

Publikacja: 16.05.2003 08:57

Vistula jest jednym z najbardziej znanych i największych producentów odzieży na naszym rynku. Grupa zatrudnia ponad 1 tys. osób - wciąż szyje odzież w Polsce. Podstawowy biznes związany z produkcją i sprzedażą wyrobów pod marką Vistula zapewnia jej dopływ środków finansowych. Spółka nie ma przeterminowanych zobowiązań wobec kontrahentów. Problemem są zobowiązania wobec banków i wierzycieli wekslowych, przekraczające 40 mln zł, a wynikające m.in. z weksli, które pokrywały płatności w ramach projektu Artisti Italiani. Część tych zobowiązań jest lub wkrótce będzie wymagalna. Na obsługę tego długu firma ma pieniądze. Na spłatę - nie. Dlatego negocjuje z bankami. West LB przystąpił do egzekucji, ale została ona zablokowana przez sąd. BPH PBK wypowiedział umowy kredytowe, ale czeka z egzekucją. BZ WBK zaczął windykację, ale również zgodził się na rozmowy - pod warunkiem, że wyjaśnione zostaną kwestie reprezentacji spółki, która teraz ma dwie rady i dwa zarządy. Najbardziej cierpliwym wierzycielem jest BRE (ma akcje Vistuli).

- Wierzyciele są zaniepokojeni. Podstawowy problem to wojna korporacyjna i negatywna kampania prowadzona przez rzekomy zarząd na czele z Romanem Wenzlem - wyjaśnia prezes Michał Wójcik, popierany przez polskich akcjonariuszy spółki. Sprawa dwuwładzy w firmie zostanie, być może, rozstrzygnięta 22 maja, kiedy sąd zdecyduje o rejestracji uchwał ostatniego WZA (walne zdominowali polscy udziałowcy). Ponieważ jednak holenderscy akcjonariusze kwestionowali tryb zwołania walnego, PZU jako duży akcjonariusz uzyskał już zgodę sądu na zwołanie NWZA, które ponownie wybierze władze przedsiębiorstwa.

Prezes Wójcik na wczorajszej konferencji prasowej powtórzył zarzuty postawione konkurencyjnemu prezesowi, a zaprezentowane wcześniej w wywiadzie dla PARKIETU. - Spółka jest w posiadaniu dokumentów, wskazujących, że R. Wenzl próbował dokonać transferu pieniędzy z firmy. Dokumenty przekazaliśmy już Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - stwierdził M. Wójcik. - Chodzi np. o podpisaną tylko przez niego, a więc nieskuteczną, uchwałę zarządu, która zakładała transfer 1,2 mln euro w kierunku firm - kontrahentów Vistuli w projekcie Artisti Italiani. Pretekstem były usługi konsultingowe i doradcze. Dla dobra śledztwa nie mogę powiedzieć nic więcej - dodał. Jego zdaniem, od kilku lat R. Wenzl współpracuje z osobami i podmiotami, które uczestniczyły w realizacji projektu Artisti Italiani w Vistuli.

R. Wenzl w rozmowie z nami wyparł się takich związków. Przypominał także, że M. Wójcik od kilku lat pracuje w firmie i "jest utopiony w projekcie Artisti Italiani po same uszy".

- Komentarz

Reklama
Reklama

Vistula jest przykładem, jak spółkę o bardzo dobrej marce, niezłych wynikach i stabilnej pozycji można "zarżnąć" jednym projektem. Jest przykładem, jak można wyciągnąć z firmy dziesiątki milionów złotych, oferując jej towar, którego nikt nie chce kupić i usługi, których ona nie potrzebuje. Wreszcie jest przykładem pogardy dla naszego rynku ze strony rozmaitych tajemniczych spółek i biznesmenów. Kolejny przekręt? Wszystko wskazuje, że tak. I to poważny. Za problemy firmy odpowiadają wszyscy, którzy są w niej obecni od kilku lat - menedżerowie, nadzorcy, a nawet akcjonariusze. Jest jeszcze szansa, żeby uratować miejsca pracy i markę. I jest szansa, żeby ukarać winnych. Obie trzeba skrzętnie wykorzystać. Niestety, nie ma raczej szans, żeby odzyskać pieniądze.

Artystyczny przekrętW zeszłym roku Vistula poniosła gigantyczne straty - 67 mln zł. To efekt realizacji projektu Artisti Italiani. W jego ramach spółka budowała sieć salonów i sprzedawała pod tą marką dostarczaną jej odzież. Albo raczej usiłowała sprzedawać - zapasy rosły błyskawicznie, a towar nie schodził z półek. Projekt popierany był przez holenderskich akcjonariuszy firmy - H.I.P. Holding i Bosta. Z kontrahentami Vistuli w projekcie AI - m.in. firmami Marhil i Intraco Monte Carlo - łączy ich osoba kontrowersyjnego greckiego biznesmena Georga Tsagamilisa, który przez pewien czas zasiadał w radzie Vistuli. Wiele wskazuje na to, że współpracował z nim R. Wenzl, jeden z dwóch prezesów polskiej spółki. W ocenie niektórych menedżerów, celem całego projektu mogło być wyprowadzenie pieniędzy z giełdowej firmy. Wskazywałyby na to jego nierealistyczne założenia i warunki umów. Sprawą zajmuje się prokuratura i ABW.

VRG
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama