Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont W całym tygodniu liczył się tak naprawdę jeden dzień. Gigantyczne obroty i mocny środowy wzrost (którego powody i okoliczności już za dużo opisywaliśmy) w końcu wyrwały nasz rynek z marazmu, ale czy ułatwił zadanie spekulantom i wyjaśnił wszystkie wątpliwości na kolejne sesje ? Chyba tak naprawdę wręcz przeciwnie, a różnice zdań widać nie tylko na rynku terminowym (bardzo wysoka liczba otwartych pozycji), ale też w zachowaniu funduszy, które różnice zdań wyrażały wojnami na pos

Publikacja: 17.05.2003 22:33

Marek Pryzmont

W całym tygodniu liczył się tak naprawdę jeden dzień. Gigantyczne obroty i

mocny środowy wzrost (którego powody i okoliczności już za dużo

opisywaliśmy) w końcu wyrwały nasz rynek z marazmu, ale czy ułatwił zadanie

spekulantom i wyjaśnił wszystkie wątpliwości na kolejne sesje ? Chyba tak

Reklama
Reklama

naprawdę wręcz przeciwnie, a różnice zdań widać nie tylko na rynku

terminowym (bardzo wysoka liczba otwartych pozycji), ale też w zachowaniu

funduszy, które różnice zdań wyrażały wojnami na poszczególnych spółkach.

Skąd te wszystkie wątpliwości po środowym ataku byków i poprzedzającej go

wyraźnej akumulacji ? Czy są one normalne ? Nie, nie są normalne, ale nasz

rynek nie porusza się w rytmie światowych wyraźnych trendów, a szczególne od

Reklama
Reklama

nich oderwanie oglądamy niemal od początku roku. W prawie 4 miesięcznej dość

wąskiej konsolidacji (lub jak kto woli w słabym trendzie wzrostowym)

występowało bardzo dużo mocnych sygnałów kupna/sprzedaży, które już w

następnych dniach można było nazywać pułapką i czysto przypadkowym

zachowaniem rynku. Wystarczy przypomnieć sobie chyba najbardziej bolesne dla

techników wybicie z konsolidacji na początku kwietnia, gdy na równie dużym

Reklama
Reklama

obrocie kontrakty luką rozpoczęły wzrost, skończony podwójnym szczytem już

na poziomie z dnia wybicia. Ta przypadłość to jednak nie tylko ostatni

okres. Niemal równo rok temu na podobnych obrotach rozpoczęliśmy w maju

bardzo silne wzrosty, które już po dwóch dniach i krótkiej konsolidacji przy

szczytach przełożyły się na jedną z bardziej dynamicznych przecen całej

Reklama
Reklama

bessy. Czy to oznacza, że każdy taki wzrost kończy się porażką i jest

jedynie pułapką na naiwne byki ? To by było za proste. Wróćmy teraz do

października 2001 r. gdy znowu na dużych obrotach indeks z kontraktami

odbiły się od okolic 1000 pkt. i jeśli ktoś wtedy próbował po pierwszych

sesjach próbować łapać szczyty, to pod koniec stycznia lizał rany ponad 400

Reklama
Reklama

pkt. wyżej.

To dziwne i zmienne zachowanie rynku wynika oczywiście z faktu niskiej

płynności naszego rynku, a jeszcze bardziej z dominacji na nim kilku

największych funduszy. Kapitalizacja naszego giełdowego tortu w porównaniu z

aktywami bądź to OFE, bądź funduszy polskich czy zagranicznych, pozwala

Reklama
Reklama

bardzo niskim nakładem środków (procentowo do aktywów) wykreować na takim

rynku jak GPW zupełnie dowolny obraz rynku, często niezależny od

fundamentów, czy jakichkolwiek wiadomości. Oczywiście dotyczy to tylko

krótkiego terminu, bo nikt rynku przez kilkaset punktów sam nie będzie

ciągnąć, tym bardziej, gdy nie ma ku temu podstaw innych niż spekulacyjne.

Przypomnę przy tym, że obecny wzrost związany jest zarówno z końcem sezonu

wyników, jak i zbliżającym się unijnym referendum (a absolutnie nie z

"dobrymi" wynikami spółek, bo banki, czy spółki informatyczne można nazywać

porażką). Kto więc próbował poderwać nasz rynek, a kto mu przeszkadza ?

Można tylko spekulować, a najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że

środowy wzrost miał zainicjować nieco większe "grzanie" rynku pod unijne

referendum, co byłoby zwieńczeniem trwającej od paru tygodni wyraźnej

akumulacji ze strony jednego (lub kilku) dużych funduszy. Wielokrotnie

zwracaliśmy tutaj uwagę na dość duże nietypowe transakcje w czasie trwającej

ostatnio konsolidacji, tym częstsze im bliżej było do środowego wybicia.

Tylko kto stał po drugiej stronie barykady i generował obrót ponad 500 mln

przeszkadzając w euforii ? Tutaj odpowiedź wydaje się w tej chwili tylko

jedna - nasze fundusze emerytalne. Udział akcji w portfelach OFE w ich

ponad 3-letniej historii niższy był tylko dwukrotnie. Na samym początku tuż

przed internetową hossą i w dołku 2001 r. Po raz kolejny OFE zostały złapanee spekulacje, które

zapewne jednych denerwują, u innych zaspokoją nieco ciekawość.

Zobaczmy więc lepiej jakie są fakty. Jeśli chodzi o wyniki spółek, to

uznawanie ich za dobre byłoby lekkim nadużyciem. Szczególnie w odniesieniu

do banków i spółek informatycznych. Oczywiście przypomnę, że w sezonie

wyników nie trzeba żadnych dużych osiągnięć do wywołania wzrostu (ulgi).

Wystarczy brak bardzo negatywnych niespodzianek. Chyba najlepiej pokazuje to

wałkowany ciągle wykres pokazujący cykliczność wzrostów po ostatnich

publikacjach Cykliczny_spike.gif Praktycznie jedna spółka, która zasługuje

na wyróżnienie to PKN, ale akurat w tym przypadku po wynikach był wręcz

mocny spadek, w związku ze "sprzedawaniem faktów" i plotkami wokół RG.

Zresztą jeśli tak szybko zerknąć na spółki, to im spółka bardziej zawiodła

analityków (wobec prognoz), tym mocniej wzrosła, a im wynik był lepszy, tym

dla kursu gorzej. To oddaje całą specyfikę naszego rynku. Perspektywy dla

spółek i gospodarki dalej nie są najlepsze, a nóż w plecy coraz głębiej

zacznie nam wbijać także niemiecka gospodarka. Dość sporym zaskoczeniem dla

niektórych był spadek PKB o 0,2% w pierwszym kwartale, a w obecnym, o ile

nie ugrzęzną w recesji, to co najwyżej można liczyć na wzrost PKB do max

+0,4%. Odbija się to oczywiście na całym Eurolandzie pogrążonym w stagnacji.

Czy odbije się też na nas ? W dłuższym terminie nie ma żadnych wątpliwości.

Póki co, korzystny kurs euro mocno pomaga wynikom eksportu, a polskie towary

są bardziej konkurencyjne dla niemieckich firm zmuszonych do cięcia kosztów.

Jednak to tylko kwestia czasu, gdy zaczniemy odczuwać skutki niemieckiego

spowolnienia. Jest oczywiście jeszcze przy tym jeszcze jeden aspekt,

związany z Unią Europejską, której budżet w dużej mierze opiera się właśnie

na dopłacających do Unii Niemcach. Pozostaje pytanie jak długo niemiecki

budżet będzie chciał finansować UE, która zamiast obniżać im stopy

procentowe, karze ich za przekroczenie poziomów deficytu, a do tego unijne

koszty wzrosną po rozszerzeniu, w tym o jakże ostatnio "przyjazną" Polskę...

Brakuje do tej mieszanki tylko paru populistów pokroju Leppera, którzy w

takich czasach zyskują większe poparcie niż chcący wprowadzać jakiekolwiek

niezbędne reformy (patrz strajki we Francji).

Dax pomimo tak złych danych radzi sobie bardzo dobrze i cały czas utrzymuje

się w kanale wzrostowych Dax.gif Wydaje się jednak, że to już jego ostatnie

chwile. Po pierwsze cała strefa 3000-3400 jest obsiana oporami, a do tego

można doszukiwać się formacji szczytowych, jak rysująca się teraz możliwość

RGR. Oczywiście im trend dłużej trwa, im jest mocniejszy, im więcej złych

wiadomości jest ignorowanych, tym teoretycznie powinniśmy powiększać pozycje

oczekując dalszej hossy. Jednak między byczą naiwnością a trzymaniem się

trendu jest w ostatnich 3 latach bardzo cienka granica i z coraz większym

pesymizmem patrzę na większość giełd zachodnich. Choćby wspomniany Dax rósł

z początku ciągnięty przez amerykańskie indeksy. Te po osłabieniu dolara

doszły do wniosku, że pomoże to amerykańskim eksporterom, a mało który

serwis koncentruje się na kłopotach europejskiego przemysłu. Później dolar

wchodzi w korektę , co oczywiście od razu przekłada się na optymizm

Eurolandu. Takie błędne koło powstaje tylko i wyłącznie z faktu, że całe te

wzrosty przestały mieć sensowne podstawy i indeksy pną się do góry już chyba

tylko z powodu trwających trendów wzrostowych.

Patrząc bowiem na USA, praktycznie wszystkie ważniejsze dane były w tym

tygodniu fatalne. Deficyt handlowy -43,5 zamiast -41,0 mld dolarów, sprzedaż

detaliczna -0,1 zamiast +0,4, PPI mocno rozczarowało bojące się deflacjiędzie rósł do

wakacji pisałem jeszcze przed rozpoczęciem wojny i niezależnie od rynkowych

prognoz, tego samego spodziewają się amerykańscy inwestorzy. Wyraźnie jednak

nie przekłada się to na realne wydatki, a jest tylko odbiciem medialnego

sukcesu w Iraku. Widać więc, większość danych bardzo zła, ale inwestorzy

cieszą się z ... kolejnej obniżki stóp. Przypomina to naiwność podobną do

powtarzanego kiedyś bez końca "trzy obniżki i hossa". Przy tym poziomie stóp

procentowych i po tak długich i głębokich cięciach kolejna obniżka niewiele

zmienia. Oczywiście w związku z zagrożeniem deflacją pojawiły się od razu

głosy o możliwym cięciu 50 pb na najbliższym posiedzeniu 25 czerwca. W tej

chwili niewykonalne, ale 25 pb, jak pokazują Fed Fund Futures, na 70%

będzie, przy czym nastawienie w polityce monetarnej zostanie zmienione na

recesyjne. Nie wiem, czy taka słabość gospodarki jest jakimkolwiek powodem

do kupna akcji. Szczerze mówiąc, sam pisałem o dość silnym powojennym

impulsie dla gospodarki (który da ostatnia falę wzrostową na indeksach), ale

kolejne dane sporo mnie rozczarowują. Rynek jednak wierzy, że prawdziwe

ożywienie jeszcze nie nadeszło, a wspierane przez obniżkę stóp da wybuchową

mieszankę. Nie ma więc spodziewanego ożywienia, a są za to wzrosty indeksów

! To dopiero jest wybuchowa mieszanka.

Warto jeszcze spojrzeć na pewną niekonsekwencję i elastyczność giełdowych

umysłów. Od miesięcy amerykańscy inwestorzy każdego tygodnia narzekali na

słabnącego dolara EURODOLAR.gif , teraz rzekomo ma to pomagać amerykańskiej

gospodarce. Części gospodarki bez wątpienia tak i załóżmy, że wcześniej

inwestorzy się mylili. Nie można jednak zapominać, że słabnięcie dolara (a

tutaj prognozy są bardzo wysokie) to także impuls inflacyjny dla

amerykańskiej gospodarki, a więc mniejsze prawdopodobieństwo dalszych

obniżek stóp procentowych (dodatkowo też osłabiających walutę). Gramy więc

albo pod niższe stopy, albo pod słabego dolara ? Amerykanie grają i pod to i

pod to. Zresztą przy obecnych nastrojach, gdyby okazało się, że jednak

obniżki nie będzie, to zapewne indeksy mocno wzrosłyby z powodu ustąpienia

zagrożenia deflacją (sic). To już może lekka przesada, ale ostatnie sesje

najlepiej pokazują, że w krótkim terminie rynkiem rządzi praktycznie tylko

psychologia i obowiązujący trend, a nie rynkowe wiadomości. Trend i nastrój

na rynku nie zmienia się tak szybko, wiadomości ostatnio zdecydowanie

częściej. Nie widać jednak nadziei, żeby miały teraz zacząć napływać

optymistyczne.

Jeśli chodzi o rynek USA to pod koniec tygodnia rzuciłem na parkiet byczy

biały ręcznik. Łapanie górki w USA jest zadaniem wyjątkowo karkołomnym, ale

strefa 945-965 na S&P nie powinna moim zdaniem zostać pokonana bez korekty

przynajmniej w okolice 900 pkt. Jak silny to opór pokazuje wykres SP500.gif

a jak silny jest optymizm po ostatnich wzrostach pokazuje ankieta Investor"s

Intelligence. Byków 54,4% niedźwiedzi 23,9%. Tak niską liczbę niedźwiedzi

(ale nigdy przy aż tak wysokiej liczbie byków) notowano po raz ostatni ....

uwaga - w styczniu 2002 roku (szczyt korekty po spadku wywołanym 11

września ), a jeszcze wcześniej tylko lipiec 2001 r. Więcej takiego

optymizmu w bessie już nie znalazłem. Mniej więcej analogiczną skalę

optymizmu pokazują wskaźniki oparte na rynku opcji. Czy w takiej sytuacji

możliwy jest dalszy trwały trend wzrostowy ? Bez korekty i uspokojenia rynku

możliwy jest tylko szybki wyskok po przełamaniu oporu, który byłby

kapitulacją niedźwiedzi i jednocześnie zakończyłby wzrosty.

Ja preferowałbym opisywany w kwietniu "scenariusz japoński". Przypomnę, że

chodzi o analogię między zachowaniem Nikkei w latach 90-tych a a wywołać korektę w

okolice 900 pkt. Później zapewne raz jeszcze bycze fundusze obkupione w

akcje (ale bez wolnej gotówki) próbowałyby wywołać euforię po przejściu 965

pkt (zanegowanie linii szyi wieloletniej RGR) i gdy to się uda ... na długi

czas skończą się wzrosty SP500_analogia.gif Nie upieram się w swoim

długoterminowym pesymizmie i jeśli faktycznie do USA powróci koniunktura, to

sam także będę wieścić dalszą hossę, ale póki co nie widać ożywienia, a

jedynie spore kłopoty i bezpodstawny optymizm. Na razie indeksy rosną

podgrzewane przez goniących rynek, a gdy zawrócą, korekta będzie dość

drastyczna i już na najbliższych sesjach spodziewam się jej rozpoczęcia. Dla

porządku pozostałe dwa indeksy Dow.gif Nasdaq.gif

O ile mam racje, to największym dylematem jest pytanie, czy nasz rynek

mógłby kontynuować ostatnie wzrosty przy ochłodzeniu atmosfery na rynkach

zachodnich. Mógłby, choć na pewno nie będzie to proste do prognozowania.

Jeśli bowiem zawitał do nas większy kapitał, który zamiast jednodniowego

wyskoku chce grzać rynek do samego referendum (później dużo politycznych

brudów zostanie wyciągniętych, więc letnia hossa może się nie

zmaterializować), to zachowanie zachodu nie będzie mieć większego znaczenia,

tym bardziej, że mamy do tych indeksów sporo zaległości. Jednak proszę nie

oczekiwać ode mnie, że będę zgadywać, czy kilku zarządzających będzie

chciało rozgrywać nasz mało płynny rynek, czy jednak sobie odpuści przy

takim oporze OFE. Przy takim zdominowaniu rynku przez pojedynczych

inwestorów, przy spekulacyjnych!!! wzrostach nie można nic prognozować, a

trzeba jedynie reagować. Na pewno gdy ruszymy do góry i obroty będą

analogiczne do pierwszych minut środowej sesji, to nie można się oglądać ani

na amerykańskie kontrakty, ani na to która spółka rośnie. Będziemy mieć

wtedy powtórkę ze środy, a jedynym kryterium wyboru spółek będzie ich

płynność.

Jak więc grać ? Póki co, pamiętając październikowy rajd 2001 r. wręcz należy

oczekiwać kontynuacji wzrostów. Nawet jeśli się mylimy, to spadki są tak

powolne jak oglądaliśmy w czwartek środę, a jeśli spekulacyjny kapitał

uderzy ponownie, to wzrost będzie zapewne jeszcze bardziej dynamiczny.

Patrząc od strony analizy technicznej, ostatnie pozycje należałoby zamknąć

dopiero po zejściu kontraktów pod poziom 1160 pkt. Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Jeśli spojrzeć na nieco dłuższy termin i uznać, że tak

późne wyjście z formacji można jednak uznać za wiarygodne, to powinno się ta

k naprawdę wieścić kilkuset punktową hossę. WIG20_Liniowy.gif WIG.gif ale

chyba stali czytelnicy wiedzą, że ode mnie tego teraz nie usłyszą, a to

wybicie z trójkąta jest zapewne pułapką analogiczną do ewentualnego wyjścia

S&P500 nad poziom 965 pkt i zasięg wzrostu nie zostanie szybko zrealizowany.

Na wskaźnikach po tak długiej konsolidacji wszelkie sygnały jeszcze jakiś

czas nie będą w żaden sposób wiarygodne , ale tradycyjnie pokażę

Ultimate.gif Stochastic.gif RSI.gif Trix.gif MACD.gif Z ciekawszych

wykresów warto jeszcze zerknąć na WIG_Banki.gif który pomimo medialnego

sceptycyzmu obronił linię trendu wzrostowego, oraz na wykres, który obrazuje

saldo prognozy popytu na akcje, obliczane przez Pentor przy zbieraniu danych

o wskaźniku Pengab. Tutaj analogicznie jak do amerykańskiego Investor"s

Intelligence obowiązuje zasada, że im większy optymizm, tym większe

prawdopodobieństwo spadków, i odwrotnie PENGAB_Akcje.gif +9 nie jest

wartością, która jeszcze po ostatnim wzroście podgrzewałaby optymizm, ale

widać także, że w pewnym stopniu odzwierciedla to postawę OFE i choć według

mnie uzasadniony, to jednak brak wiary w nasz rynek może być w pewnym

momencśli

nastąpią, to już z niższych poziomów. Paradoksalnie najbardziej pomocna

mogłaby okazać się teraz korekta na amerykańskim rynku, która schłodziłaby

nieco nastroje i zdjęła z naszych inwestorów strach przed amerykańskim

szczytem. Jeśli S&P nie zszedłby pod 900 pkt. i kontynuował realizację

"scenariusza japońskiego" wychodząc na wartości czterocyfrowe, to nasz rynek

mógłby ruszyć do testowania nawet grudniowych szczytów przy 1260 pkt.

Możliwe ? Możliwe, ale chętnie bym tam sprzedał kontrakty, przed czekające

je później głębszym spadkiem.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama