Reklama

Inwestorów nie da się zagadać

Z Cezarym Stypułkowskim, prezesem Banku Handlowego w Warszawie SA, rozmawiają Dariusz Jarosz i Piotr Utrata

Publikacja: 28.05.2003 09:01

Jeszcze nie tak dawno GPW aspirowała do roli centrum giełdowego Europy Środkowowschodniej. Teraz obserwujemy jej wyraźny regres. Jak Pan ocenia perspektywy rozwoju rynku kapitałowego w Polsce?

Był moment, gdy polski rynek mógł się stać czołową giełdą w naszym regionie Europy. To lata 1998-1999. Wcześniejsze prywatyzacje promowały publiczne oferty. Rynek był "rozgrzany". W 1997 r. trafiła nań oferta Banku Handlowego, która została bardzo dobrze przyjęta przez inwestorów i zakończyła się 17-krotną nadsubskrypcją.

Uważam, że w naszym kraju giełda jest potrzebna średniej wielkości przedsiębiorstwom, to te firmy bowiem cierpią na niedobór kapitałów. Mogą je pozyskiwać przez giełdę, od funduszy venture capital, poprzez zatrzymywanie zysków oraz z kredytu. Firmy venture capital oraz private equity żądają od spółek, w które inwestują, wysokich stóp zwrotu, a dźwignia finansowa jest poważnym zagrożeniem dla przedsiębiorstw w sytuacji ewentualnego osłabienia koniunktury gospodarczej.

Dlaczego, Pana zdaniem, mniejsze firmy nie szukają kapitału na giełdzie?

Aby do tego doszło, najpierw musi on uzyskać masę krytyczną, czyli powinno się na nim znajdować więcej spółek działających na wyobraźnię inwestorów, takich jak Telekomunikacja Polska, PKN Orlen, Pekao, a kiedyś Bank Handlowy. Na nich można oprzeć swoje inwestycje i rozglądać się za ciekawymi mniejszymi firmami, które szukają na rynku 20-50 mln zł.

Reklama
Reklama

Do spełnienia tego scenariusza zabrakło dużych prywatyzacji, realizowanych poprzez giełdę. Skutek jest taki, że część firm wcale nie pojawiła się na rynku, a część teraz zamierza ją opuścić.

Czy PKO BP, PZU, BGŻ to oferty ostatniej szansy, aby odbudować bazę inwestorów indywidualnych?

To ostatnia szansa. Firm, które mogłyby pobudzić rynek, nie jest już dużo. Wymienione spółki kwalifikują się do tego. Rynek drobnych inwestorów miał potencjał w trakcie prywatyzacji BSK, a potem Handlowego i PBK. Ich zainteresowanie nie zostało jednak później podtrzymane. Skutkiem tego jest obecnie drastyczny spadek aktywności drobnych inwestorów. Potwierdza to pierwsza pozycja na rynku Domu Maklerskiego Banku Handlowego, który obsługuje głównie klientów instytucjonalnych. Polska jest krajem, w którym 200 tys. osób płaci podatki dochodowe według 40-proc. skali. Niewykluczone że taki sam podatek powinno płacić drugie tyle osób. To właśnie są potencjalni inwestorzy. Ale bez promocji rynku kapitałowego trudno sobie wyobrazić, że będziemy w stanie odbudować ich zainteresowanie giełdą.

Co by Pan zrobił, gdyby pewnego dnia obudził się jako prezes giełdy?

Starałbym się w sposób jak najbardziej aktywny zabiegać u ministra skarbu i regulatorów, żeby prywatyzacje były prowadzone przez giełdę oraz żeby nie było wychodzenia firm z parkietu. Wiesław Rozłucki, prezes GPW, robi dobrą robotę, jest przekonujący w rozmowach z inwestorami. Ale nie jest tak, że da się zagadać inwestorów, za tym muszą pójść fakty. To nie jest zależne wyłącznie od giełdy, ale od wspólnego działania ministra skarbu, ministra gospodarki, instytucji nadzorczych. Ich celem powinna być giełda o dużej kapitalizacji i wysokich obrotach. Taki jest ciągle jeszcze interes polskiej gospodarki.

Czy opodatkowanie rynku kapitałowego nie pogorszy jego sytuacji?

Reklama
Reklama

Obecnie klienci banków płacą podatek od przychodów odsetkowych od depozytów. Mam w związku z tym dylemat, dlaczego lokaty mają być gorzej traktowane pod względem podatkowym niż zysk z giełdy. Jednak, jeśli się chce wypromować rynek kapitałowy, to trzeba go wspierać. Dlatego jestem za prolongowaniem zwolnienia z podatku.

W ostatnich miesiącach przychody i zyskowność polskich banków spadają. Czy banki są zatem dobrym celem inwestycyjnym?

W sytuacji wolnego rozwoju gospodarki trudno oczekiwać dobrych rezultatów w sektorze bankowym. Do tego dochodzi wysoki poziom rezerw. To inwestorów niepokoi. Wierzę jednak w dość szybkie odrodzenie się zyskowności instytucji finansowych w Polsce. Poprawa koniunktury i wejście na poziom 3-proc. wzrostu PKB powinny zapewnić bankom dobrą dochodowość.

Uważam, że banki to atrakcyjny sektor dla inwestorów, bo wraz z ich zakupem nabywają także kawałek polskiej gospodarki. W trakcie fali wzrostowej w gospodarce banki powinny być znacznie silniejsze i bardziej atrakcyjne.

Kiedy Bank Handlowy pokaże zyski netto na poziomie 500 mln zł, które osiągał kilka lat temu?

Potencjał dochodowy Banku Handlowego szacuję na 500-700 mln zł. Sporą część zysku w 2002 i 2001 r. zjadły rezerwy w wysokości 400-500 mln zł. Uważam, że część z nich uda się rozwiązać w następnych latach.

Reklama
Reklama

Co chce Pan robić po zakończeniu pracy w Banku Handlowym? Dlaczego na początku tego roku postanowił Pan zrezygnować ze stanowiska prezesa?

Tak naprawdę drugi raz w życiu zmieniam pracę. Właśnie rozpocząłem drugą połowę meczu.

Mam 46 lat, a to najlepszy wiek z zawodowego punktu widzenia. Teraz mam bowiem doświadczenia nie tylko szkolne i uniwersyteckie, ale też wyniesione z ponad 20 lat dotychczasowej pracy.

Dlatego zadałem sobie pytania, co mnie jeszcze czeka na dotychczasowym stanowisku, czy i gdzie moja wiedza i doświadczenia mogą być lepiej wykorzystane. Dlatego właśnie podjąłem decyzję o rezygnacji. Skierowano do mnie bardzo atrakcyjne oferty pracy. W najbliższym czasie podejmę decyzję.

W jakiej branży chciałby Pan dalej pracować?

Reklama
Reklama

Moje preferencje to finanse.

Czy podjąłby się Pan zbudowania grupy bankowo-ubezpieczeniowej PZU - PKO BP? Czy, Pana zdaniem, jest szansa na jej utworzenie?

Byłem rzecznikiem powstania dużej narodowej instytucji. Jednak okazało się, że najpierw połączenie z Pekao, a potem fuzja Banku Handlowego z BRE nie spotkały się z przychylną reakcją. Teraz jest ostatnia szansa na zbudowanie dużej i silnej polskiej firmy. Po nieudanych doświadczeniach z lat 1998-1999 uważam, że wymaga to jednak konsensusu polityków z różnych ugrupowań.

Czy zajmie Pan stanowisko prezesa PZU?

Nie chcę na to pytanie odpowiadać.

Reklama
Reklama

W co Pan inwestuje na giełdzie?

Kilka lat temu byłem członkiem Rady Giełdy, dlatego nie mogłem kupować akcji na swój rachunek inwestycyjny. Posiadam na nim jedynie akcje Banku Handlowego, które kupiłem w momencie prywatyzacji spółki. Od tego czasu ich liczba się nie zmieniła. Mam natomiast tzw. ślepy portfel, którym zarządza za mnie firma Handlowy Zarządzanie Aktywami. Największy udział mają w nim akcje LPP, potem PGF i Telekomunikacji Polskiej. Poza tym posiadam jednostki funduszy papierów dłużnych.

Jest Pan zadowolony z wyników zarządzania?

Handlowy Zarządzanie Aktywami ściga się z benchmarkiem, którym są 52-tygodniowe bony skarbowe i MIDWIG. Jestem zadowolony z wyników.

Dziękujemy za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama