W opinii J. Jankowiaka, w 2004 r. uda się uwolnić ok. 3 mld zł z rezerwy rewaluacyjnej, a nie 9 mld zł, jak chce minister finansów Grzegorz Kołodko. Będzie to możliwie dzięki udzieleniu rządowi przez NBP pożyczki na spłatę zadłużenia zagranicznego (NBP już raz pożyczył pieniądze na przedterminowy wykup długu wobec Brazylii). Dodatkową korzyścią z takiej operacji dla budżetu będzie spadek kosztów obsługi długu (o ok. 400 mln zł).
Ekonomiści z BRE szacują jednak, że z powodu obniżki stawki CIT do 19% wpływy do budżetu zmniejszą się o ok. 4 mld zł. Dzięki likwidacji ulg w podatku od osób prawnych uda się zaoszczędzić tylko 2 mld zł.
W PIT zostaną ich zdaniem zachowane ulgi dla osób samotnie wychowujących dzieci i wspólne opodatkowanie małżonków (ubytek dochodów budżetowych o 3,3 mld zł). Z kolei z powodu planowanego wprowadzenia dodatkowej 17-proc. stawki i zachowania kwoty wolnej od podatku wpływy do budżetu będą mniejsze o ok. 1,5 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze możliwość zwiększenia wydatków o 2 mld zł, jeżeli minister gospodarki nie zgodzi się na zamrożenie indeksacji i waloryzacji emerytur.
Według obliczeń ekonomistów z BRE, deficyt budżetu w 2004 r. wyniesie 48,8 mld zł. Do tego dochodzi jednak tzw. luka w finansowaniu, wynikająca stąd, że rządowi nie uda się rozwiązać całej rezerwy rewaluacyjnej NBP. - Razem daje to deficyt na poziomie 55,4-57,2 mld zł - twierdzi J. Jankowiak. W ustawie budżetowej na ten rok założono deficyt na poziomie 38,7 mld zł. W opinii J. Jankowiaka, problem naprawy finansów publicznych zostanie przesunięty na dalsze lata. - Rok 2004 będzie stracony - mówi ekonomista.
W jego opinii, Polska będzie mieć poważne kłopoty z wypełnieniem fiskalnych kryteriów (chodzi przede wszystkim o obniżenie deficytu do poziomu 3% PKB) warunkujących przyjęcie euro. - Wejście do unii monetarnej będzie możliwe najwcześniej w 2009-2010 r. - twierdzi J. Jankowiak.