Reklama

Banki potrzebują politycznej stabilności

Z Wojciechem Kwaśniakiem, Generalnym Inspektorem Nadzoru Bankowego, rozmawia Piotr Utrata

Publikacja: 18.06.2003 09:04

Jak ocenia Pan sytuację banków w I kwartale br.? Ich wyniki finansowe są gorsze niż przed rokiem.

Wyniki za I kwartał nie są dla nas zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się, że będą one niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wynik finansowy netto spadł o około 25%. W bankach spółdzielczych było to 20%. Na rezultaty negatywnie wpłynął szybki spadek stóp procentowych, co skutkowało obniżeniem marż. Poza tym I kwartał tradycyjnie nie jest miarodajny, jeśli chodzi o prognozy na cały rok. Część banków mogła przesunąć tworzenie rezerw z zeszłego roku na I kwartał bieżącego, dodatkowo trwają badania biegłych rewidentów, co powoduje korektę wyników.

Na zyski banków wpływa także podejście podatkowe, zgodnie z którym nie wszystkie rezerwy są uznawane za koszt uzyskania przychodu. Dla przykładu, na koniec roku system bankowy był obciążony efektywną stopą podatkową w wysokości 39%, wobec obowiązujących 28%. To pokazuje, że banki, zabezpieczając ryzyko i pomniejszając swoje wyniki, ponoszą dodatkowe obciążenia podatkowe. Wyniki byłyby wyższe, gdyby większą część rezerw można było traktować jako koszt uzyskania przychodu.

Czy nie obawia się Pan wysokiego, sięgającego 21,4%, poziomu kredytów zagrożonych? W niektórych bankach w I kwartale notowano pogorszenie sytuacji.

Patrząc na poziom kredytów zagrożonych, powinniśmy skoncentrować się na należnościach, które wymagają utworzenia rezerw celowych, czyli obciążających wynik finansowy. Na koniec I kwartału w polskim sektorze bankowym udział takich kredytów wynosił 11%, wobec 10,9% na koniec 2002 roku. Oznacza to, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów ich przyrost był minimalny.

Reklama
Reklama

Do kategorii zagrożonych zalicza się bowiem także kredyty, które są regularnie obsługiwane. Należą one do firm mających niestabilną sytuację finansową. W wielu państwach takie należności nie są wykazywane jako zagrożone, ale jako normalne. Regulacje polskie pozwalają nam jednak na wczesny monitoring klientów, jak i całych branż gospodarki, są elementem swoistego systemu wczesnego ostrzegania o przyszłych zagrożeniach.

W sektorze notowano znaczny spadek przychodów. Co jest głównym powodem tego zjawiska?

Spadek ten obrazuje słabość strukturalną banków do generowania przychodów. Nie zakładały one tak szybkiego spadku inflacji i idącej za tym obniżki stóp procentowych. Dużym problemem jest też prowadzenie działalności na małą skalę w porównaniu z ponoszonymi kosztami, szczególnie związanymi z infrastrukturą informatyczną. To obciąża wyniki. Dzisiaj koszty osobowe nie są już problemem decydującym.

Natomiast mała skala działalności to także rezultat podwyższonego ryzyka. Dlatego procedury udzielania kredytów są zaostrzone. Z drugiej strony klienci, oceniając swoje perspektywy jako niestabilne, nie decydują się na zaciągnięcie kredytu. Problemem w Polsce jest także brak odpowiednich funduszy poręczeniowych. Boleśnie odczuwają to małe i średnie firmy. To wszystko wpływa na spadek przychodów banków.

Czy w takim razie jedynym rozwiązaniem jest konsolidacja banków, która zwiększyłaby skalę działania i zmniejszyła jednostkowe koszty?

W niektórych przypadkach łączenie się może istotnie przyczynić się do skoku naprzód, czyli zwiększenia rynku i zmniejszenia kosztów działania. Konsolidacja nie zawsze jednak prowadzi do szybkiego zwiększenia skali działania. Przykładem jest ostatnia fuzja BPH PBK. Choć po połączeniu powstał trzeci co do wielkości bank w Polsce, to przed fuzją każdy z łączących się banków osiągał wyższe wyniki finansowe niż po połączeniu.

Reklama
Reklama

Kiedy może nastąpić poprawa zyskowności banków?

Wyraźne sygnały poprawy będą widoczne dopiero na przełomie III i IV kwartału. Wówczas rynek będzie dyskontował informacje związane z akcesją Polski do Unii Europejskiej. Dużo jednak będzie zależało od politycznej stabilności w Polsce.Czy jest Pan przeciwny notowaniu zagranicznych banków na warszawskiej giełdzie? Ostatnio pojawiły się pogłoski, że było to powodem rezygnacji Banku Austria Creditanstalt (BACA) z wejścia na GWP.

Od 10 lat jestem członkiem KPWiG. Dzięki m.in. działaniom nadzoru bankowego banki stanowią 48% kapitalizacji rynku. Gdyby wszyscy inni podobnie się starali, to rynek giełdowy byłby obecnie znacznie większy. Nie ma z naszej strony przeszkód, aby na GPW wchodziły akcje zagranicznych banków - w tym tych, które są akcjonariuszami banków w Polsce. Z uwagi na obowiązki informacyjne będzie to korzystne dla polskich klientów, inwestorów oraz nadzoru bankowego. Pojawią się dodatkowe informacje o grupie kapitałowej, do której należy polski bank. Bylibyśmy zadowoleni także z notowania w Polsce akcji HVB, który obecnie jest 100-proc. akcjonariuszem BACA, a obecnie stara się uplasować na rynku 25% jego akcji.

Czy wprowadzenie na polski rynek BACA mogłoby oznaczać wycofanie z giełdy BPH PBK?

HVB posiada zezwolenie na nabycie akcji BPH PBK w przedziale 66-75%. Przedstawiciele banku informowali jednak, że w jego strategii nie mieści się i nie będzie się mieścić zwiększenie udziału do 100% i wyprowadzenie banku z giełdy. Wszelkie spekulacje na ten temat są nieuprawnione.

Poza tym, po co wycofywać polski bank z giełdy, skoro nie ma przeszkód dla równoczesnego notowania podmiotu nad nim dominującego. Są giełdy, na których można obserwować takie zjawisko. Sam Bank Austria Creditanstalt w swoich komunikatach nie wykluczał notowania na giełdzie niemieckiej, a przecież tam są notowane także papiery HVB.

Reklama
Reklama

Dodatkowo BPH PBK jest trzecim bankiem w Polsce. Ma 2,6 mln klientów w porównaniu z 4 mln klientów HVB w Niemczech i 1,8 mln Banku Austria Creditanstalt. Te dane pokazują potencjał wzrostu i wielkość polskiego rynku. BPH PBK może być motorem wysokich dochodów nie tylko dla grupy HVB, ale też dla wielu polskich inwestorów. Już dzisiaj BPH PBK posiada wyższy zwrot z aktywów oraz kapitałów niż grupa HVB.

Nie obawia się Pan, że po wejściu Polski do UE polski nadzór bankowy straci kontrolę nad bankami zdominowanymi przez inwestorów z Europy Zachodniej? Instytucje te podlegają nadzorom bankowym w swoich krajach.

Inwestorzy ci podlegają nadzorom we własnych krajach, a banki polskie podlegają polskiej Komisji Nadzoru Bankowego. Tu się nic nie zmieni. Po akcesji do UE zmieni się natomiast nadzór nad oddziałami banków zagranicznych w Polsce. Będzie on wykonywany przez nadzory zagraniczne. Będziemy jednak z nimi współpracować i wymieniać się informacjami. Musimy mieć pewność, że w przypadku kłopotów dominującego akcjonariusza bank polski nie będzie dla niego źródłem funduszy. Jego środki są bowiem gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a pośrednio przez polski sektor bankowy. Ważne jest też, żeby inwestor był w stanie udzielić ewentualnej pomocy polskiej spółce. Nie chcemy takiej sytuacji, jaka zaszła dwa lata temu w Chorwacji, gdzie jeden z niemieckich banków, będąc głównym właścicielem Rijeka Banka, odmówił udzielenia mu pomocy finansowej, co zmusiło państwo chorwackie do zaangażowania znacznych środków publicznych w jego ratowanie.

To zmusza nadzór do monitorowania nie tylko rodzimych banków, ale także ich głównych akcjonariuszy z punktu widzenia ich stabilności finansowej.

Czy zmniejszenie w tym roku udziałów do 75% akcji przez Citibank w Banku Handlowym i ING w ING BSK to sprawa przesądzona? Przy obecnych wycenach rynkowych sprzedaż akcji przez tych inwestorów mogłaby przynieść im stratę.

Reklama
Reklama

Zmniejszenie udziałów przez Citibank i ING to sprawa przesądzona. Ze względu na stan rynków kapitałowych na świecie i w Polsce zgodziliśmy się przesunąć ten proces o pół roku - z wiosny na jesień tego roku. Uzgodniliśmy też, że obniżenie udziałów w tych bankach może nastąpić w sposób jednorazowy lub przebiegać etapami, ale w ściśle określonym przez nas czasie.Nie obawiam się kłopotów ze sprzedażą akcji Banku Handlowego i ING BSK. Polski rynek jest nadal atrakcyjny. Jako nadzór spotykamy się do tej pory wyłącznie z tymi inwestorami, którzy chcą kupić bank. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach poprawią się wyniki naszych banków i pod względem tempa rozwoju będą one w stanie wyprzedzać swoich inwestorów zagranicznych. To oznacza wzrost atrakcyjności dla graczy lokalnych, w tym funduszy emerytalnych, które cierpią na brak dużych spółek zapewniających im wysoką płynność.

Wspomniał Pan, że na razie nadzór spotyka się jedynie z inwestorami, którzy chcą kupić bank w Polsce. Chętnych do sprzedaży nie ma. Który z dużych graczy chce jeszcze zainwestować na naszym rynku?

W ostatnich miesiącach nieduży bank kupił w Polsce hiszpański Santander Central Hispano oraz zamierza to uczynić brytyjski HSBC. Nie wiadomo, czy to ich zadowala. Prawdopodobnie będą robiły wszystko, aby zwiększyć udział w rynku. W grę wchodzi praca organiczna albo akwizycje innych podmiotów. Na razie jednak nie ma chętnych do sprzedawania. To się bierze z perspektyw szybkiego rozwoju polskiego rynku oraz jego wielkości.

Czy poza Santanderem i HSBC są jeszcze inwestorzy zainteresowani naszym rynkiem?

Niedawno zainteresowanie inwestycją w naszym kraju wyrażał jeden z czołowych banków indyjskich, który jest notowany również na giełdach światowych. Poza Polską badał on także sytuację na innych rynkach naszego regionu. Uważam, że część inwestorów dotychczas wstrzymywała się z podjęciem decyzji, czekając na pozytywny wynik referendum akcesyjnego.

Reklama
Reklama

Kto jeszcze może pojawić się w Polsce?

Można oczekiwać rosnącego zainteresowania Polską ze strony banków specjalistycznych. Przede wszystkim hipotecznych. Inwestycjom tym będzie sprzyjał dalszy spadek stóp procentowych, poprawa warunków materialnych ludności oraz potrzeba zapewnienia bankom długoterminowego refinansowania z uwagi na oczekiwania klientów związane z wieloletnimi kredytami i krótkoterminowymi depozytami. Te elementy powinny zwiększyć popyt na finansowanie rynku nieruchomości. Drugim czynnikiem są regulacje prawne. Po akcesji do UE działalność hipoteczna w Polsce będzie mogła być wykonywana jedynie przez banki zarejestrowane w naszym kraju. Takiej działalności nie będą mogły prowadzić oddziały banków zagranicznych lub banki zagraniczne przez działalność transgraniczną. Na razie w Polsce działają trzy banki hipoteczne, czwarty rozpoczyna działalność, a piąty jest w trakcie ubiegania się o licencję.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama