Jak ocenia Pan sytuację banków w I kwartale br.? Ich wyniki finansowe są gorsze niż przed rokiem.
Wyniki za I kwartał nie są dla nas zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się, że będą one niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wynik finansowy netto spadł o około 25%. W bankach spółdzielczych było to 20%. Na rezultaty negatywnie wpłynął szybki spadek stóp procentowych, co skutkowało obniżeniem marż. Poza tym I kwartał tradycyjnie nie jest miarodajny, jeśli chodzi o prognozy na cały rok. Część banków mogła przesunąć tworzenie rezerw z zeszłego roku na I kwartał bieżącego, dodatkowo trwają badania biegłych rewidentów, co powoduje korektę wyników.
Na zyski banków wpływa także podejście podatkowe, zgodnie z którym nie wszystkie rezerwy są uznawane za koszt uzyskania przychodu. Dla przykładu, na koniec roku system bankowy był obciążony efektywną stopą podatkową w wysokości 39%, wobec obowiązujących 28%. To pokazuje, że banki, zabezpieczając ryzyko i pomniejszając swoje wyniki, ponoszą dodatkowe obciążenia podatkowe. Wyniki byłyby wyższe, gdyby większą część rezerw można było traktować jako koszt uzyskania przychodu.
Czy nie obawia się Pan wysokiego, sięgającego 21,4%, poziomu kredytów zagrożonych? W niektórych bankach w I kwartale notowano pogorszenie sytuacji.
Patrząc na poziom kredytów zagrożonych, powinniśmy skoncentrować się na należnościach, które wymagają utworzenia rezerw celowych, czyli obciążających wynik finansowy. Na koniec I kwartału w polskim sektorze bankowym udział takich kredytów wynosił 11%, wobec 10,9% na koniec 2002 roku. Oznacza to, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów ich przyrost był minimalny.