Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Dobiegający końca tydzień przeniósł dość spore zmiany cen, a mimo to można odnieść wrażenie, że niewiele faktycznie się zmieniło. Jedno co jest niezaprzeczalne to fakt, że był to kolejny tydzień potwierdzający słuszność decyzji tych, którzy posiadali otwarte długie pozycje. Początek tygodnia nie był wprawdzie dla nich przyjemny. Zwłaszcza wtorek mógł przyprawić kilku o szybsze bicie serca. Pogłoski o kolejnym prezencie dla Kompanii Węglowej w postaci akcji spółek notowanych na GPW skutecznie zb

Publikacja: 06.07.2003 19:57

Dobiegający końca tydzień przeniósł dość spore zmiany cen, a mimo to można

odnieść wrażenie, że niewiele faktycznie się zmieniło. Jedno co jest

niezaprzeczalne to fakt, że był to kolejny tydzień potwierdzający słuszność

decyzji tych, którzy posiadali otwarte długie pozycje. Początek tygodnia nie

był wprawdzie dla nich przyjemny. Zwłaszcza wtorek mógł przyprawić kilku o

Reklama
Reklama

szybsze bicie serca. Pogłoski o kolejnym prezencie dla Kompanii Węglowej w

postaci akcji spółek notowanych na GPW skutecznie zbiły ceny oraz

spowodowały, że kontynuacja trendu wzrostowego stała pod znakiem zapytania.

Najbardziej ucierpiała oczywiście TPS, której papiery były już kilkakrotnie

przedmiotem tego typu podarunków. Okazało się jednak, że sprawa nie jest tak

zaawansowana, jak sądzono i w kolejnych dniach mieliśmy "wzrost ulgi". Jego

Reklama
Reklama

zwieńczeniem była sesja w piątek, kiedy to zanotowane zostały kolejne

lokalne maksima trwającego od marca trendu. Poziom optymizmu ponownie

znacznie wzrósł. Podniesione zostały potencjalne poziomy zakończenia trendu.

Piątkowe zamkniecie było najwyższe od ponad roku. Nawet wyższe od

grudniowego szczytu (w cenach zamknięcia) choć sam szczyt nie został

pokonany, gdyż zabrakło 5 pkt. Poza tym, co ciekawe, w ostatnich minutach

Reklama
Reklama

tak dobrej sesji podaż stała się ponownie aktywna i nie dopuściła do

zamknięcia na nowych maksach, co wydawało się nieuniknione po tak mocnej

sesji. Można się zastanawiać, co skłoniło część graczy do ponownej próby

zatrzymania wzrostu i to krótko po niedawnej, wtorkowej porażce .

Przypuszczalnych przyczyn może być kilka - od sfery makro po analizę

Reklama
Reklama

techniczną. Kilka z nich tu zostanie wymienione, co nie znaczy, że okażą się

one wystarczające do faktycznego zawrócenia trendu. Tego przecież nie wie

nikt. To są jedynie przesłanki, które pomagają podjęciu decyzji. O samej

decyzji powinny jednak decydować sygnały płynące z wykresu, a nie ma się co

oszukiwać, że po piątkowej sesji na razie nie widać takich, które

Reklama
Reklama

uprawniłyby sprzedaż.

Zanim jednak przejdziemy do wykresów proponuję skupić się na kilku ciekawych

informacjach, jakie pojawiły się w tym tygodniu. Po pierwsze opublikowano

wielkość deficytu bilansu handlowego Polski. Prognozy były umiarkowanie

optymistyczne. Oczekiwano, że dane potwierdzą utrzymującą się dynamikę

Reklama
Reklama

wzrostu eksportu. To dzięki niej mamy ostatnią dość dobrą dynamikę produkcji

przemysłowej (w maju wzrosła ona o 11,7 proc. rok do roku po wzroście o 8,5

proc. w kwietniu.). Analitycy biorący udział w ankietach przeprowadzanych

przez agencje informacyjne spodziewali się także, że oprócz wzrostu eksportu

odnotowany zostanie poprawa w imporcie, co miałoby sugerować, że nasz

rodzimy popyt wewnętrzny się powoli odradza. Trzeba bowiem pamiętać, że

właśnie słabość tegoż jest obecnie jednym z głównych naszych problemów.

Według danych podanych przez NBP w poniedziałek deficyt obrotów bieżących w

maju spadł do 327,7 mln euro z 460 mln euro w kwietniu. Potwierdziły się

prognozy dotyczące eksportu lecz z importem jest nadal kłopot. Już po

publikacji danych pojawiły się głosy, że jednak import nie będzie się

poprawiać, gdyż popyt wewnętrzny jest na to za słaby. Do tego osłabione

złotówka raczej temu nie pomaga.

Według Marcina Mroza z Societe Generale nie nastąpi w najbliższym czasie

znaczący wzrost importu, gdyż popyt na dobra importowane zaspokajany jest

coraz częściej przez substytucyjne towary krajowe. Import obecnie jest

głównie związany z obsługą produkcji eksportowej. W kolejnych miesiącach

popyt indywidualny powinien trochę zacząć

się odradzać, ale to odradzanie będzie bardzo powolne za sprawą dużego

bezrobocia oraz niekorzystnego kursu walut.

otrafią

znaleźć nabywców w obecnej trudnej sytuacji krajów UE, a w Niemczech

szczególności. Opublikowane ostatnio informacje dotyczące tego kraju nie

nastrajają optymistycznie. Według Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarki

(DIW) PKB Niemiec w tym roku spadnie o 0,1%. Jest to faktycznie redukcja

poprzedniej prognozy zakładającej wzrost PKB o 0,6%. W przyszłym roku ma być

już nieco lepiej. Instytut szacuje wzrost PKB Niemiec w 2004 roku na +1,6%.

Oceny rządowe dla obu wielkości są oczywiście bardziej optymistyczne.

Wynoszą one +0,75 dla 2003 i +2% dla 2004 roku. Przypomnieć tylko wypada, że

obecny rok będzie trzecim z kolei trudnym rokiem dla Niemców. W 2001 PKB

wzrosło tam o 0,6%, a w ubiegłym jedynie o 0,2%. Nie jest to, jak widać,

sprzyjające otoczenie dla naszego eksportu. Co ważne, za słabą koniunkturą

idą mniejsze zamówienia w przemyśle. Podane w tym tygodniu dane mogą jedynie

martwić. Okazało się bowiem, że zamiast utrzymania tych zamówień w maju na

poziomie z poprzedniego miesiąca, te spadły o 2,2%, w tym zamówienia

eksportowe spadły o 4,8 proc., a krajowe wzrosły o 0,2 proc. Był to trzeci

spadek zamówień w ostatnich czterech miesiącach.

Ubiegły tydzień to także kilka ciekawych wystąpień przedstawicieli rządu

przed audytorium delegatów na II Kongres SDL. Wprawdzie głównie skupiały się

one głoszeniu dość ogólnikowych haseł, to jednak dało się czasem coś

wyłuskać. I tak potwierdzona została faktyczna zmiana priorytetów rządu.

Rząd za cel bierze sobie pobudzenie wzrostu gospodarczego, który ma się

przyczynić do zwiększenia popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego oraz

zmniejszenia liczby bezrobotnych. Ma to być między innymi osiągnięte poprzez

reformę finansów publicznych, w tym zmianę podatków. Zmiany po stronie

dochodów budżetu mają polegać na "poszerzeniu bazy i wzmocnieniu egzekucji

podatkowej", a po stronie wydatków na efektywnym i kontrolowanym wydawaniu

pieniędzy. O ile to pierwsze budzi obawy o wzrost fiskalizmu Państwa to, to

drugie jest niestety tylko frazesem powtarzanym przez niemal każdą ekipę

rządzącą. Machanie przed liberałami chorągiewką z napisem "Podatek liniowy"

jest na razie także zbyt mało konkretne. Jedno, co o tym podatku wiemy na

pewno, to zapewnienie, że nie wejdzie on w 2004 roku, a to sprawia, że

faktyczne szanse na jego wprowadzenie znacznie maleją. Zamiast starać się

przyspieszyć zmiany proponuje się kosmetykę obecnego systemu. Przyjęty przez

rząd projekt ustawy przewiduje, że w 2004 roku podatki będziemy płacili tak

jak w tym roku, tj. według skali z trzema stawkami: 19, 30 i 40 procent.

Zwiększy się zaś kwota wolna od podatku w skali roku z obecnych 2 tys. 790

zł do 3 tys. 168 zł. 7 lipca zostaną podobno przedstawione różne warianty

tego podatku powstałe na podstawie wyliczeń rządowych oraz podmiotów

eksperckich. Nie wiem, jednak czy ta "dyskusja" nie jest jedynie mydleniem

oczu. Nigdy nie potrafiliśmy brać przykładu od innych. O Słowacji nawet nie

ma co wspominać, bo tamtejsze propozycje to dla naszych koalicyjnych

polityków są czystą abstrakcją. Warto jednak zauważyć, co dzieje się obecnie

w Niemczech. Dla ożywienia koniunktury, niemiecki rząd postanowił

przyśpieszyć wprowadzenie reformy podatkowej, przewidującej znaczne

obniżenie stawek podatkowych dla obywateli i przedsiębiorstw. U nas

wprawdzie są propozycje dotyczące CIT, ale przecież to nie pomaga małym

przedsiębiorcom, którzy rozliczają się zwykle za pomocą PIT. Reforma w

Niemczech wejdzie w życie w 2004 r., zamiast w 2005 r. W Niemczech takie

kroki nie byłyby oczywiście możliwe bez zapewnienia, że są one "sprawiedliwe

społecznie", co cały czas powtarza Kanclerz Niemiec. Dla rzetelności należy

stwierdzić, że zmiany az z Komisją

Trójstronną.

Na Kongresie pojawił się także temat przystąpienia Polski do strefy euro.

Już oficjalnie pojawia się to, o czym wspominali główni polscy analitycy.

Wejście do strefy euro w 2007 roku jest faktycznie nie realne. Nie pomogą tu

nawet zaklęcia Leszka Bacerowicza. Nie będziemy bowiem w stanie w 2005 roku

spełnić kryteriów traktatu z Maastricht Głównie chodzi tu o poziom

zadłużenia publicznego w stosunku do PKB oraz wielkości deficytu

budżetowego. Za realny dla ich spełnienia uważa się rok 2007, czyli euro

zostałoby przyjęte w 2009 roku. Dla ministra Hausnera wprowadzenie euro nie

jest bowiem najważniejszym celem, czemu dał wyraz wspominając, że euro może

zamienić złotówkę nawet w 2010 roku. Nie jest to jedyna smutna wiadomość.

Inną jest podejście rządzących do środków zgromadzonych przez OFE. Okazuje

się, że zdaniem Hausnera, "to jest zasadnicze źródło finansowania i rozwoju

infrastruktury w Polsce, a nie wydatki budżetowe". Planuje się zatem "jest

wprowadzenie mechanizmów wykorzystania środków OFE na inwestycje

infrastrukturalne". Ciarki chodzą po plecach. Na razie na inwestycje

infrastrukturalne szykowany są nowe podatki. Przypomnieć warto, że w

pierwszej połowie czerwca rząd zaakceptował projekt nowelizacji ustawy o

autostradach płatnych. Według projektu, głównym źródłem zasilania Krajowego

Funduszu Autostradowego, gromadzącego środki na budowę autostrad, ma być

opłata od paliw lub gazu w wysokości 95 zł za tonę. Autorem tego genialnego

projektu jest niezrównany Minister Pol.

I wreszcie sprawa, która pozwala spodziewać się przywrócenia normalności na

styku rząd-NBP. W ubiegłym tygodniu rozpoczęły się robocze spotkania mające

wypracować porozumienie między obiema stronami w sprawie wykorzystania

części rezerw walutowych NBP. Ministerstwo Finansów w osobie nowego Minfina

odżegnuje się już na wstępie rozmów od forsowania pomysłu wykorzystania

rezerwy rewaluacyjnej. Minister Raczko chciałby, by NBP dopomógł we

wcześniejszym wykupie najkosztowniejszego długu zagranicznego. Jest mniej

więcej zbieżne z propozycją NBP, by rząd powtórzył operację z 2001 roku

wcześniejszego odkupu części długu zagranicznego za waluty pożyczone z NBP.

Taka operacja obniżyłaby koszt obsługi długu zagranicznego, a NBP mógłby

rozwiązać odpowiadającą kwocie pożyczki część rezerwy rewaluacyjnej i

przekazać ją jako zysk banku centralnego do budżetu państwa. Po pierwszym,

czwartkowym spotkaniu przedstawiciele obu stron byli dość enigmatyczni w

opisie jego przebiegu, ale potwierdzali wolę kompromisu, który wydaje się

realny. Ocieplenie stosunków między rządem a NBP na pewno sprzyjać będzie

zmniejszeniu się poziomu ryzyka politycznego.

Wreszcie coś ze Stanów. Ten tydzień był tam nieco dziwny, gdyż oprócz braku

sesji w piątek, sesja czwartkowa była skrócona, co jak sądzę, nie pozwoliło

na pełną reakcję na nienajlepsze, delikatnie mówiąc, dane z tamtejszego

rynku pracy. Można przypuszczać, że ta reakcja ujawni się w poniedziałek. W

tym tygodniu opublikowano kilka ważnych wskaźników i naprawdę trudno jest

się na podstawie ich wartości doszukiwać symptomów zbliżającego się podobno

wielkimi krokami ożywienia. Poniedziałkowy Chicago PMI wzrósł nieznacznie

(dobrze, że chociaż wzrósł) z 52.2 do 52.5. Tego wyczynu nie powtórzył

opublikowany we wtorek wskaźnik ISM dla przemysłu, którego wartość nie dość,

że spadła to jeszcze jest teraz niższa od ważnego poziomu 50 pkt, który

uważany jest za graniczny dla określenia, czy mamy do czynienia z rozwojem,

czy kurczeniem się danego sektora. Opublikowany dwa dni później analogiczny

wskaźnik dla usług był już znacznie lepszy. Trzeba jednak pamiętuktury

gospodarki na korzyść usług pewnie zmieni te proporcje "ważności". Że

przemysł ma kłopoty można się było także przekonać po dynamice wydatków na

inwestycje budowlane. Maj był kolejnym miesiącem spadku tego typu wydatków,

a trzeba pamiętać, że spodziewano się już lekkiego wzrostu. Na pocieszeniem

mamy niewielki wzrost zamówień w przemyśle. Te bowiem wzrosły o 0,4%, ale

jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w poprzednim miesiącu spadły one o 3% to

ten wzrost wygląda już zupełnie inaczej. No i wreszcie temat tygodnia.

Bezrobocie wzrosło z 6.1% do 6.4% podczas, gdy prognozowano jedynie

nieznaczne pogorszenie do 6.2% Liczba miejsc pracy w sektorze pozarolnicznym

spadła o 30k. Przy prognozach znacznie mniejszych. Mówiło się nawet, że

liczba miejsc pracy nie zanotuje w ogóle spadku. Rzeczywistość okazała się

jednak inna. Na domiar złego zrewidowano zmianę tej wielkości w poprzednim

miesiącu z -17k na -70k.

Można się zastanawiać, czy te informacje będą nadal podtrzymywać tezę o

zbawczej sile obniżek stop procentowych. Opublikowane ostatnio dane każą się

zastanawiać, gdzie się podziewa to ożywienie, którego pierwsze oznaki

zostały zdyskontowane wzrostem w ostatnim kwartale? Na razie główną taką

oznaką był wzrost wskaźników zaufania i nastrojów. No, ale to jak widać nie

przekłada się bezpośrednio na inne zmienne. Poza tym można sobie zadać

pytanie, jak ostatnie dane wpłyną na te wskaźniki nastrojów. Czy rosnące

bezrobocie będzie skłaniać Amerykanów do większych wydatków? Czy beztrosko

będą się oni zadłużać, bo stopy są tak cudownie niskie? Przyszły tydzień nie

przyniesie nam jeszcze ważnych danych, które mogą być pomocne w ocenie

sytuacji, ale za dwa tygodnie mamy całkiem interesujący zestaw ze sprzedażą

detaliczną i dynamiką produkcji przemysłowej.

Na koniec rzut okiem na wykresy. Piątek piękny dzień dla byków prawdę mówiąc

zmienił nie wiele. Właściwie to dzięki końcówce sesji. Gdyby zamknięcie

miało miejsce w okolicy maksimum to byłoby znacznie ciekawiej, bo można by

było mówić o wybiciu górą z kanału wzrostowego wig20fut.gif A tak, nadal

jesteśmy z jego granicach. Co bardziej "misiowaci" inwestorzy mogą się nawet

pokusić o wykreślenie formacji trójkąta rozszerzającego się opartego na

dołkach z 24 czerwca i 1 lipca oraz szczytach z 20 i 27 czerwca trokat.gif Jak

wiadomo, wykreślaniu tej formacji towarzyszą spore emocje, czego nie można

ostatnio odmówić naszemu rynkowi. Piątkowy wzrost miałby z tym scenariuszu

osiągnąć maksimum, po którym rynek zacząłby spadek, gdyż taki trójkąt często

jest uważany za formację zmiany kierunku trendu. Ta formacja ma też inną

cechę - nie jest wdzięczną formacją do analizy, gdyż często wprowadza w błąd

osoby jej poszukujące. Zresztą takiej formacji nie widać na wykresie indeksu

wig20.gif Ja nie będę więc tego scenariusza tutaj forsować. Zresztą na razie

nie ma sygnałów, które potwierdzałyby wygasanie wzrostu. Nie zwykłem bowiem

sprzedawać, gdy rynek wykonuje w niezłym stylu ruch przekładający się na

wykresie na ładną białą świecę. Ten trójkąt to taka ciekawostka, choć nie

bez znaczenia. Warto po prostu mieć na nią baczenie. Poza tym trend ma się

na razie dobrze, a to przecież najważniejsza przesłanka do podejmowania

decyzji inwestycyjnych. Kierując się nią trzeba założyć, że rynek będzie

nadal rósł. Pierwszą oznaką osłabienia może być brak nowych wyższych

zamknięć, a w szczególności sytuacja spadku w cenach zamknięcia poniżej

poziomu 1245 pkt. Po pierwsze, byłoby to już poniżej połowy piątkowej białej

świecy. Po drugie, ponownie weszlibyśmy w obszar korpusu świecy tworzącej

ostatni lokalny szczyt (27 czerwiec). Taka sytuacja tuż po wybiciu w górę

sygnalizowałab

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama